stycznia 29, 2019

Nowy wymiar fantastyki, czyli "Zapomniane miasto. Fałszywy raj"!

Nowy wymiar fantastyki, czyli "Zapomniane miasto. Fałszywy raj"!

„Zapomniane miasto. Fałszywy raj”
Autor: Eryk von Englbert
Kategoria: fantasy
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 183

Do niedawna byłam zdania, że nie zostanę już zaskoczona w tematyce, któą obiera przedstawiana powieść, ale Eryk von Englbert wyprowadził mnie z błędu. Autor pokazał mi całkiem inną wizję fantastyki. Zabrał czytelnika do swego świata, którym oczarował mnie i wciągnął do reszty. Nie mogłam oderwać się od niej, trzymała aż do ostatnich stron, do ostatniego słowa. Poznałam całkowicie inną, oryginalną wersję, do której zapałałam ogromną sympatią. Zaciekawiona opisem sięgnęłam po tę pozycję i powiem szczerze, że wcale nie żałuję! Ale zacznijmy od początku.


Zostałam pochłonięta najpierw przez krainę Edenu, która z pozoru wydaje się szczęśliwym wymiarem, ale rzeczywistość prezentuję się inaczej. Zdążyłam zapałać ogromną niechęcią do samej bogini krainy, która jak dla mnie jest bezwzględną i okrutną kreaturą. Nie mogłam uwierzyć, że taka istota może stwarzać tak mylne pozory, wrażenie. Byłam oburzona jej zachowaniem, postępowaniem. Gdy inny groźniejszy wymiar atakuje Eden, bogini jest zmuszona wysłać swoich śmiałków do serca Kohantu, by ci obalili siedmiu władców. Jeden z bohaterów wspomina ostatnie spotkanie z upiorem z Korhantu, wie, że zwykła broń nie jest w stanie uszkodzić upiorów okrutnego wymiaru. Zostają przeszkoleni przez przyjaciela bogini, który pokazał im najgorsze kreatury wymiaru, do którego się wybierają, otrzymują od niego broń, dzięki czemu mają szansę pokonać wrogów.

„— Co to za życie, gdy wszystko jest snem? Może i są szczęśliwi, ale każdy wolałby przeżyć życie po swojemu, korzystać z niego. Zgaduję, że taka pogadanka i tak niczego nie zmieni…”

Towarzyszyłam bohaterom od początku ich misji. Nie mogłam się nadziwić opisom autora o Korhancie. Nie raz poczułam dreszczyk ekscytacji nowym miejscem, nowymi mieszkańcami malutkich wiosek. Za dnia łagodne istoty, a gdy ostatnie promienie słońca opuszczają wymiar, zamieniają się w krwiożercze, żądne krwi potwory. W tym świecie trzeba uważać komu się ufa i u kogo się bierze schronienie. Wabią, mylą, zaślepiają oczy, a gdy mają swą ofiarę w  szponach zmieniają się nie do poznania. Z pozoru wyglądają niewinnie, odmieniają jednak wizerunek, gdy ofiara wie, że jest już za późno na ucieczkę. Nie raz i nie dwa czułam strach, a czasem czyste przerażenie. Oczami wyobraźni widziałam wszystkie te monstra i upiory. Polubiłam czwórkę śmiałków, którzy walczyli o przetrwanie swoje i swojego wymiaru. Uzupełniali się charakterowo, każdy z nich dopełniał się w grupie. Mieć taki zespół, to jak mieć najlepszą strategiczną broń przy sobie.

„Czwórka śmiałków przeciw siedmiu władcom rządzącym w najbardziej upiornym wymiarze — czy ta misja ma szansę powodzenia?”

Uwielbiam dobre fantasy i mogę śmiało powiedzieć, że „Zapomniane miasto. Fałszywy raj” nim jest. Styl, jakim posługuje się autor, sprawia, że czytelnik z lekkością czyta i przenosi się do świata stworzonego przez Eryka. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy losów bohaterów, ale i Anzelma, którego także polubiłam. Poznałam drugą stronę medalu, do tego stopnia ciekawą, że najchętniej już teraz sięgnęłabym po kolejną część.


Przerażające miasto, krwiożercze upiory i walka o przetrwanie, o swoje miasto, o swoje rodziny. Mroczna, przerażająca, a w dodatku pochłaniająca bez reszty! Nie pamiętam, kiedy ostatnio książka z tego gatunku wzbudziła we mnie tyle strachu, nadziei, przerażenia. Strzeżcie się Korhantu, okrutnego wymiaru rządzącego przez siedmiu władców!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

stycznia 27, 2019

Inny wymiar perwersji, czyli "Dwanaście warunków Pani Prezes"

Inny wymiar perwersji, czyli "Dwanaście warunków Pani Prezes"

„Dwanaście warunków Pani Prezes”
Autor: Marta Milda
Kategoria: literatura kobieca/erotyk
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 478

W poszukiwaniu kolejnych dobrych książek z literatury kobiecej, ruszyłam na łowy również do polskich autorów i trafem wśród długiej listy odnalazłam Dwanaście warunków Pani Prezes. Zmysłowa okładka oraz interesujący opis to dwa czynniki, które od razu przypieczętowały mój wybór. Marta Milda stworzyła pokaźnych rozmiarów książkę o tematyce erotycznej, mrocznej, poruszającej wątek BDSM, ale także o tematyce sporej różnicy wieku w relacji między kobietą a mężczyzną, oraz pracoholizmu. Czy powieść mnie urzekła, sprawiła, że czytałam ją z wypiekami na twarzy, rozwodziłam się nad jej cudownością? Niestety nie. Chociaż książka ma zadatki na takie ochy i achy nie spełniła moich oczekiwań, wręcz zawiodłam się na niej, gdyż spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Mimo wszystko chcę rozbudować swoją wypowiedź i pokazać Wam, co jest zaletą, a co wadą tejże powieści.

„To ona ma wszystko i rozdaje karty, a on tylko jak pionek bierze udział w jej grze. Jego sytuacja wydawała się z góry przegrana”

Dwanaście warunków Pani Prezes przedstawia losy dwojga ludzi. Marty, wyuzdanej, bogatej, perwersyjnej i zimnej jak lód kobiecie z czterdziestką na karku, oraz losy Michała, młodego studenta historii, który dorywczo pracuje na myjni, mieszka z przyjacielem imprezowiczem. Michał to z natury bardzo spokojny, melancholijny, ambitny, wrażliwy mężczyzna, który natrafia na swoje przeciwieństwo, kiedy ma umyć nowiutki, luksusowy samochód eleganckiej kobiecie. Marta proponuje Michałowi dość perwersyjny układ, spisując dwanaście całkiem interesujących paragrafów dotyczących ich relacji. Nieświadomy wielu spraw chłopak przystaje na wszystko, byleby być bliżej zdystansowanej, odległej kobiety swoich marzeń i pragnień.


W ten sposób rozpoczynają się losy tej dwójki, natomiast jak przebiega ich burzliwy związek, czy jest on satysfakcjonujący dla obu stron, czy jest szczęśliwy i bajkowy, o tym trzeba się przekonać, sięgając po lekturę. Moje wnioski po przeczytaniu są chaotyczne. O książce opowiadałam trochę na Instagramie przy okazji poruszania tematu słownictwa, i tu również do tego wrócę. Pierwszą rzeczą, jaka nie spodobała mi się w trakcie czytania, to właśnie język używany w książce. Nie jest wulgarny, a przynajmniej mało kiedy taki bywa, lecz nadmiar wyrazów dźwiękonaśladowczych nie był zbyt przyjazny dla oka. Dla uściślenia, chodzi o „hi, hi” i tym podobne dodatki w dialogach. Niestety, to sprawiało, że nagle zatrzymywałam się na danym fragmencie, przewracałam oczami i nie mogłam brnąć dalej. Język oraz styl autorki nie przypadł mi do gustu, dlatego też ciężej mi się czytało całą książkę, a nie ukrywajmy, jest ona dość opasła. Następną wadą pozycji jest, wydaje mi się, że niezbyt dobre ukazanie wątku BDSM. Odnosiłam, być może złudne, wrażenie, iż przeniosłam się kilka lat wstecz i wracam do czasów „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Nie zamierzam spojlerować, jednak warto mieć to na uwadze przy sięganiu po tę książkę. Myślę, że fankom tego typu motywów powieść przypadnie do gustu, jednak przeciwnikom raczej bym odradzała, żeby się nie zawiedli. Kontynuując, sceny erotyczne bądź też te masochistyczno-sadystyczne nieco mnie zadziwiały, ale nie potrafię dokładnie ująć powodu mojego zdziwienia. Na pewno znów wkracza na scenę kwestia języka, słownictwa, lecz chodzi również o samych bohaterów. Ich zachowanie w wielu momentach wydawało mi się dość absurdalne, w szczególności nadwrażliwość Michała, który wiedział, na co się zdecydował po nocy próbnej z Panią Prezes. Jeśli już jestem przy temacie zachowania, to to również jest istotna sprawa. Najbardziej irytującą postacią tej książki nie jest, o dziwo, główna bohaterka, Marta, lecz właśnie Michał. Bezbronny, niewinny, płaczliwy chłopiec z wysokimi ambicjami oraz chęcią walki o kobietę, która jest zimna niczym lód. Niestety, jego wrzaski, zmiany nastroju jak u pań w ciąży, gonitwy myśli przygnębiały mnie bardziej niż obsesja Marty na punkcie masochizmu oraz pracy.

„Miłość potrafi odmienić świat, przenosić góry, jeśli się naprawdę w to wierzy. Ale, synku, nie można przecież zmusić nikogo do... Czasami życie nas zaskakuje. Są sytuacje, w których nie mamy wyboru... Nie wszystkim pisane jest szczęście”

W Dwunastu warunkach Pani Prezes bardzo spodobała mi się kreacja głównej bohaterki, tytułowej Pani Prezes. Od początku do końca była to postać owiana nutką tajemnicy, obsesji, niezrozumienia. Fascynowała i sprawiała, że miałam ochotę bliżej ją poznać. Chciałam dowiedzieć się, co takiego się stało, że teraz jest tym, kim jest. Dzięki niej ta powieść nabiera więcej sensu, gdyż można skupić się na czymś innym niż relacja BDSM. Można ujrzeć ogromny problem pracoholików, zobaczyć równie ogromne poświęcenie pracy, rezygnując tym samym ze zwyczajnych, codziennych rzeczy, które na ogół radują człowieka. Marta to także świetnie zbudowana postać pod względem psychologicznym, więc autorka bardzo punktuje tą bohaterką. Nieskora do uczuć, do romantyczności kobieta, dla której liczy się wyłącznie władza, pozycja oraz praca. Marta Milda dobrze ukazała powód Marty z powieści, dlaczego stała się tą wyrachowaną, bezwzględną osobą, opisując jej historię, zgłębiając się w jej psychikę. Naprawdę to było cudowne urozmaicenie tej długiej lektury. I chociaż bohaterka mi się podobała, wiele wniosła do powieści, całość nie przypadła mi do gustu, nie spełniła moich oczekiwań, chociaż miała spory potencjał i oczywiście samej autorce życzę dalszych sukcesów w pisaniu oraz rozwoju warsztatu, bo wiem, że jest ją na to stać, chociażby tworząc tak świetnie rozbudowaną bohaterkę. Zastanawia mnie jeszcze zabieg włączenia do książki imienia z pseudonimu autorki. Rzadko się spotyka w powieściach, żeby pisarz wykorzystywał swoje imię, czy też pseudonim, nadając go jakiejś postaci. Czyżby kryło się w tym jakieś drugie dno, jakieś alter ego? Cóż, na to pytanie akurat nie dostanę odpowiedzi, dlatego tym akcentem kończę dzisiejszą recenzję, mimo wszystko z uśmiechem na twarzy.

Książkę mogę polecić, tak jak już wspomniałam, fanom Greya i tym podobnej literatury, myślę, że powieść przypadnie do gustu, spełniając oczekiwania, natomiast ja nie mogę uznać Dwunastu warunków Pani Prezes za książkę, która mnie porwała w obroty, nie wypuszczając do ostatniej strony.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania,
Arystokratka A.

stycznia 22, 2019

Wakacyjny romans i mistrzyni literatury erotycznej, czyli "Tylko twój" Vi Keeland!

Wakacyjny romans i mistrzyni literatury erotycznej, czyli "Tylko twój" Vi Keeland!

 „Tylko twój”
Autor: Vi Keeland
Kategoria: literatura obyczajowa/romans/erotyk
Wydawnictwo: Kobiece
Stron: 320
Tłumaczenie: Gabriela Iwasyk
Data premiery: 20 lipca 2018r.

Zima z Vi Keeland nie może być nudna i szara. Po raz kolejny autorka sprawiła, że w te zimne dni poczułam w środku prawdziwy ogień, który wybuchł przy czytaniu. Spędziłam przyjemny czas przy piórze Keeland. Porwała mnie w swój czytelniczy świat tym razem na Hawaje. Nie wiem, jakim sposobem Vi to robi, ale co rusz zakochuje się w jej książkach i bohaterach. Autorka rozpala we mnie ogień, który nie gaśnie, cały czas się wzniecając.


Podróż poślubna to wyjątkowy czas między dwojgiem zakochanych ludzi. W przypadku Sydney wymarzona podróż poślubna nie dochodzi do skutku, zostaje zamieniona na wycieczkę z przyjaciółką. Przyjaciółka chce sprawić, by Sydney zapomniała o niedoszłym ślubie, i mówi jej, by wybrała sobie jednego mężczyznę na romans podczas wakacji. Na plaży Syd poznaje Jacka, mężczyznę na widok którego każdej kobiecie miękną kolana. Dziewczyna po namyśle decyduje się na ten krótki romans. Spędza z przystojnym, gorącym mężczyzną piękne chwile. Przeżywałam wraz z bohaterami każde emocje i rozterki. Czułam się jak obserwator, który stał z boku i się przyglądał wszystkiemu z bezpiecznej odległości.

„Może i jego słowa nie były szczególnie wyrafinowane, ale czułam, że wnikają we mnie głęboko. Były szczere i bezceremonialne”

Co się stanie, gdy wakacyjny romans przerodzi się w wielkie uczucie? Magnetyzm, który przyciąga tych dwojga do siebie jest bardzo silny. Nie mogłam się nadziwić ogniu, który wybuchał co chwilę, wystarczyła tylko iskra, by go rozniecić w mgnieniu oka. Wyobrażałam sobie błysk w oku obojga postaci, gdy patrzyli na siebie. Czy można się zakochać w mężczyźnie, który skrywa swoje mroczne tajemnice? Jack to jeden z tych facetów wręcz idealnych, pewnych siebie i władczych, ale co ukrywa wewnątrz siebie? Czy dane to będzie odkryć Syd?

„Jestem pewien, że w ten sposób próbował dać mi do zrozumienia, że zrujnowałem jego kampanię, jednak dla mnie było to jak przecięcie ostatniej nitki, która została z łączącego nas kiedyś solidnego węzła”

Gdy wspólny czas na wakacjach dobiega końca, Syd nie wie, czego może się spodziewać po ich ostatniej rozmowie przed wylotem. Nieoczekiwany romans przerodził się w gorące uczucie, które kobieta żywi do Jacka. Kiedy po dłuższej przerwie spotykają się zbiegiem okoliczności, kobieta ponownie odczuwa wyładowanie elektryczne pod wpływem jego dotyku. Wszystko odżywa od nowa, jednak w głowie Syd rodzą się pewne wątpliwości, które za każdym razem zostają rozwiane przez Jacka.

„To była czysta magia, przez ten czas żyłam w świecie marzeń i obawiałam się, że rzeczywistość nigdy mu nie dorówna”

Po raz kolejny Keeland zachwyciła mnie i z biegiem czasu i wydanych przez nią książek, widzę, że jej pióro nie spadło z wysokiego poziomu, a nawet powiedziałabym, że staje się coraz lepsze. Syd to piękna, wrażliwa dusza, która została przypisana władczemu, pewnemu siebie mężczyźnie. Autorka stworzyła kolejną piękną parę. „Tylko twój” dostarczył mi wiele emocji i podkręcił mi temperaturę w te zimne dni. Książka nasycona namiętnością, seksualnością, a Vi pokazuje, jak to ona potrafi dodać pikanterii. „Tylko Twój” wciągnął mnie w swoje szpony i nie wypuścił aż do ostatniego zdania. Jednym słowem świetna, lekka i porywająca książka! Nie mogę się doczekać kontynuacji losów Syd i Jacka, natomiast autorce muszę koniecznie przypisać mistrzostwo, jeśli chodzi o literaturę erotyczną. Zawsze potrafi mnie rozbawić, rozłożyć na łopatki, zaciekawić opisywanymi historiami oraz wyjątkowymi bohaterami, których tworzy.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

stycznia 18, 2019

ARBEIT MACHT FREI, czyli największe kłamstwo zbrodniarzy. Krótka opinia o "Tatuażyście z Auschwitz"

ARBEIT MACHT FREI, czyli największe kłamstwo zbrodniarzy. Krótka opinia o "Tatuażyście z Auschwitz"

„Tatuażysta z Auschwitz”
Autor: Heather Morris
Kategoria: literatura historyczna/faktu
Wydawnictwo: Marginesy
Stron: 332
Tłumaczenie: Kaja Gucio

Literatura, która porusza tematykę obozów koncentracyjnych, nie jest łatwą literaturą. To ciężkie brzemię, na które decyduje się czytelnik, kiedy sięga po coś, co przypomni o brutalności, o byciu nieludzkim dla drugiego człowieka, dla rasy, dla narodowości; przypomni o tragediach rozgrywających się parędziesiąt lat wstecz; przypomni o krzywdzie, smutku oraz straconych niewinnych. Osobiście bardzo rzadko sięgam po tego typu książki, gdyż wywołują we mnie skrajne emocje, sprawiają, że czasami chce mi się wymiotować od nadmiaru okrutnych opisów, płakać, krzyczeć na te potwory, które śmiały postawić się w roli Boga, decydując, kto może przeżyć, a kto nie. Mimo wszystko raz na jakiś czas odrzucam romanse czy literaturę obyczajową, porywając się w świat brutalnych obozów koncentracyjnych, okupowanej Polski, o brutalnych oficerach i komendantach bez litości, z uśmiechem mordujących kolejnych niewinnych ludzi. „Tatuażysta” zaskarbił sobie u mnie dobrymi opiniami oraz samą historią, którą zawiera. Na święta więc sprawiłam sobie prezent, który skończyłam czytać z szalejąco bijącym sercem.

„Ktokolwiek ratuje jedno życie, jakby cały świat ratował”

Słyszałam już o tym, że w „Tatuażyście” pojawiały się jakieś historyczne błędy, ale szczerze mówiąc nie jestem żadnym historykiem, nie będę się mieszać w rzekome nieprawdziwe informacje. Jestem czytelnikiem, który w pełni skupił się na przedstawianej opowieści tatuażysty z Auschwitz oraz jego wybrance serca będącej zwykłą (a zarazem niezwykłą) więźniarką. Lale Sokołow to główny bohater tej powieści i jednocześnie mężczyzna, który żył i opowiedział o swoich losach pisarce „Tatuażysty”. Obiecał przecież Gicie, że kiedyś powie ludziom o tym piekle zgotowanym przez samych Niemców. Książka dogłębnie porusza, jest wręcz brutalna, chociaż nie zawiera opisów chociażby eksperymentów doktora Mengele. Wystarczył mi opis tego człowieka, by przez moje ciało przebiegł zimny dreszcz. Wystarczył mi również opis komory gazowej z martwymi ciałami w środku, by poczuć wzbierające mdłości. Wystarczył opis oddawanych z premedytacją i satysfakcją strzałów, by otworzyć szerzej oczy, ze zgrozą wpatrując się w kartki. Wystarczył mi również dialog pomiędzy tatuażystą a esesmanem, by poczuć wstręt do tego drugiego za żarty, które stroił sobie z niewinnych, biednych ludzi zamieszkujących tereny obozów.


Nienawidzę tej powieści, a zarazem jestem ogromnie zadowolona, że dotrwałam do końca, że w pełni poznałam historię tak odważnego, dobrego, empatycznego i altruistycznego człowieka, jakim był Lale, który mógłby oddać życie za tych, których kochał; który dla głodnego i wymęczonego człowieka ryzykował, zdobywając kawałek kiełbasy; który specjalnie załatwiał czekoladę, aby choć na krótką chwilę uszczęśliwić ukochaną.

„Tatuażysta z Auschwitz” to książka, o której więcej nie jestem w stanie powiedzieć. Dlaczego? Dlatego, że jest dla mnie zbyt trudna i aż ciężko mi na sercu, gdy wspominam niektóre sceny. Sceny, które odgrywały się w rzeczywistości stanowiąc zwyczajną codzienność tysięcy, milionów ludzi... Kłębiące się dymy z krematoriów, dziki uśmiech doktora Mengele, okrutne rozkazy esesmanów – odczuć na te tematy po prostu nie da się opisać ot tak. Zostałam wstrząśnięta tą historią, a jednocześnie urzeczona jej końcem, gdyż cieszę się szczęściem Lalego oraz Gity, że mieli okazję się znaleźć po wyjściu z obozu oraz wieść lepsze życie, zostawiając tamto piekło daleko w tyle.

„Stoimy po kostki w gównie, ale nie musimy się w nim topić”

Do poczytania,
Arystokratka A.

stycznia 18, 2019

KROPLE DESZCZU, emocjonująca historia o pasji, miłości i stracie!

KROPLE DESZCZU, emocjonująca historia o pasji, miłości i stracie!

„Krople deszczu” Seria Bracia Hale #1

Autor: Kathryn Andrews
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron: 342
Tłumaczenie: Anna Matyszczak
Data premiery: 2 stycznia 2019

Tragedie, które dopadają człowieka potrafią boleśnie odcisnąć piętno na duszy, czasami również na ciele. Skutki ciężkich przeżyć bardzo wpływają na dalsze życie, na przyszłość, na zaangażowanie we własną egzystencję, w byciu „tu i teraz”. „Krople deszczu” to emocjonująca, wypełniona smutkiem, stratą oraz bólem powieść, która malutkimi kroczkami trafia prosto do serca każdego wrażliwca. O łzy w tej książce nietrudno, wierzcie mi, gdyż wiele stron zostało zapełnione cierpieniem młodych bohaterów, którzy powinni cieszyć się każdym dniem, myśleć pozytywnie, chętnie wracać do rodzinnego domu czy patrzeć na kochających się rodziców. Niestety, takie bajkowe bańki nie zdarzają się zbyt często, i to samo tyczy się również Drew i Ali, głównych postaci z książki, która skradła moje serce.

„Georges Duhamel bardzo trafnie stwierdził, że człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z wartości momentu, dopóki ten nie stanie się wspomnieniem”

Ali Rain to niesamowita, wrażliwa, dobra dziewiętnastolatka, której dotyka potworna strata. Świat dziewczyny przestaje funkcjonować jak dotychczas, czas wszystko zmienić. Ktoś, kogo darzyła ogromnym uczuciem, ktoś, kto zawsze był w jej życiu, odszedł, zniknął na zawsze i pozostanie jedynie w pięknych, barwnych wspomnieniach. Dziewczyna musi rozpocząć nowe życie w nowym miejscu, u boku nowych znajomych. Na słonecznej Florydzie otoczonej niesamowitymi krajobrazami, spotyka chłopaka, który nie od razu zawróci jej w głowie. To zraniony przez jedną z najbliższych osób młody mężczyzna w pełni poświęcający się swojej wielkiej pasji. Oboje kochają hobby, którymi się zajmują, dają im mnóstwo radości, chwile, kiedy mogą dać z siebie wszystko, zapominając o najgorszych problemach. Razem, także małymi kroczkami, budują swoją relację opartą na czymś trwałym i pięknym; czymś, co sprawia, że czytelnik z rozmarzeniem, wytęsknieniem, wręcz fascynacją przewraca kolejną stronę, by dowiedzieć się, jak się potoczą losy tych zranionych ludzi.


Historia zawarta w „Kroplach deszczu” nie od razu mnie zatrzasnęła w swojej klatce. Na początku byłam lekko oszołomiona myślami bohaterów, nie rozumiałam ich postępowania czy zachowania, jednak z czasem wiele kart zostało wyjaśnionych, a mi łatwiej było się przekonać do tego, co oferuje powieść. A wierzcie, powieść oferuje naprawdę sporo. Przede wszystkim te wyjątkowe, charakterystyczne postaci sprawiające, że przy końcówce aż ciężko się z nimi rozstać. Poświęcenie pasjom, wzajemnie wspieranie, pokonywanie trudności, przeskakiwanie kolejnych wysokich przeszkód, stopniowe poznawanie się – to coś, co całkowicie mnie urzekło. Ali to dziewczyna, z którą z przyjemnością wybrałabym się na trening taneczny, a potem na spacer po urokliwej plaży. Niesamowita młoda kobieta, która nie poddaje się nawet po takiej tragedii, jaka ją spotkała. Utrata kogoś bliskiego wpłynęła nie tylko na nią, lecz i na jej ojca, przez co ich relacje nie wyglądają zbyt sielankowo, mimo wszystko Ali jest silną, podnoszącą się po upadku, mądrą, inteligentną i pełną dobra osobą. Nawet najgorszemu wrogowi nie potrafiła źle życzyć, zawsze była szczera, jednak w bardzo grzeczny i uroczy sposób, który do niej przyciągał. Drew Hale nie jest typowym złym chłopcem, chociaż na pozór taki mi się właśnie wydawał. Cóż, po czasie rozbroił mnie emocjonalnie. Nie spodziewałam się, że niesie na barkach takich okropny ciężar, takie perfidne brzemię, dlatego czytanie o nim było czymś naprawdę... słodko-gorzko-smutnym.

„Nigdy nie życzyłem sobie zbyt wiele, ale ostatnio zacząłem zbierać swoje pragnienia. Pragnę, by ta chwila trwała wiecznie”

Oprócz bohaterów, którzy powolnym ruchem wkupują się w łaski czytelnika, książka przekonuje do siebie naprawdę uczuciową, pełną skrajnych emocji historią. Nie jest to typowa literatura młodzieżowa, gdyż „o, pojawiają się nastolatkowie”. Postaci, chociaż mają dziewiętnaście lat, są bardziej dojrzali od wielu innych dorosłych bohaterów, z którymi miałam styczność. Wykazują się ogromną dojrzałością i tego można im pozazdrościć. Sama historia przebiega bardzo powoli i dokładnie. Nie ma zbędnych przyśpieszonych akcji, wszystko toczy się swoim tempem, dzięki czemu można przywyknąć i poznać wielu wspaniałych ludzi otaczających Ali oraz Drew. Mamy styczność z niesamowitym, urzekającym Beau, bratem Drew, z interesującą, skrywającą własne tajemnice Leilę, bliską koleżanką Ali, wstrętną, okropnie irytującą Cassidy, którą niejednokrotnie miałam ochotę wyszarpać za włosy oraz wieloma, wieloma innymi postaciami, które potrafiły zaskarbić sobie miejsce w moim sercu i pamięci.
Książka nie skupia się wyłącznie na wątku romantycznym, który swoją drogą jest bardzo subtelny, ujmujący i zwyczajnie piękny, ale także porusza temat rodziny. Mając na uwadze to, co się dzieje w życiu bohaterów, co ich spotyka, z jakimi trudnościami oraz tragediami mają do czynienia, można śmiało stwierdzić, że wątek rodziny został bardzo dobrze ukazany. Wręcz dobitnie. Autorka pokazała, jak boleśnie bywa w wielu domach, które na pozór wydają się idealne i sielankowe. Bogactwo, prestiż, drogie samochody, lecz w środku smutek, ból, cierpienie oraz strach. Drew Hale i jego bracia jak na warunki wyrastają na silnych, walczących o swoje młodych mężczyzn, których miłość potrafi być balsamem na wszelakie rany. Kolejnym ukazanym w książce tematem jest przemoc. Chociaż na kartach powieści nie znajdziemy dużo brutalnych scen, jeśli już się pojawiają, są napisane w tak autentyczny sposób, że wzdrygałam się za każdym razem, czytając taki fragment. Wszystkie te wątki sprawiły, iż „Krople deszczu” stały się trudną, bolesną, emocjonalną historią, którą można pochłonąć naprawdę szybko ze względu na lekki, przyjemny styl autorki. Prowadząc narrację dwutorowo poznajemy bliżej nie tylko Ali, ale również Drew, który co jakiś czas wskakuje nam na pierwszy plan.

„Kiedyś pragnęłam, żeby krople deszczu porwały mnie ze sobą, ale teraz już wiem, że są tutaj, by wesprzeć moją duszę. Burze nadciągają, a potem odchodzą. Deszcz przynosi światu życie. Krople błyszczą jak brokat, lśnią w słońcu. Wzmacniają i rozjaśniają kolory”

Historia Drew oraz Ali zabrała mnie ze sobą w tę bolesną podróż po subtelnym, pięknym uczuciu oraz wielu trudnościach, z którymi walczą bohaterowie. Ali i jej ważka, swoją drogą bardzo interesujący motyw i symbolika, sprawiły, że z pewnością sama poczytam o tych owadach, tancerkach wśród własnego gatunku. Powieść oceniam na jeden wielki plus. Chociaż na początku miałam mnóstwo wątpliwości, koniec końców zamknęłam książkę z uśmiechem na twarzy, gdyż całkowicie spełniła moje największe oczekiwania. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny tom o braciach Hale, tym bardziej, że kochany Beau sprawił, że serce topniało od jego tekstów i ciekawostek. Gorąco, ale to bardzo gorąco polecam tę książkę. Z pewnością jest dobrą powieścią, która porusza takie tematy jak miłość, walka o lepszą przyszłość, pasje, stratę, żałobę, przemoc oraz rodzina.



Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.



Do poczytania, kochani!
Arystokratka A./Aga

stycznia 14, 2019

Duża dawka emocji czyli „Paleta uczuć”

Duża dawka emocji czyli „Paleta uczuć”

„Paleta uczuć”
Autor: Renata Czaban-Kryczka
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 488

Pierwsza bomba rozpoczęta w tym Nowym Roku przeze mnie. Powiem szczerze, że na początku nie poczułam powera, który ta książka ma w sobie, dopiero później zostałam pochłonięta przez nią. „Paleta uczuć” wciągnęła mnie bez reszty, wielokrotnie łamiąc serce, po czym je łatając. Sam tytuł zdradza, że czytelnik będzie porwany przez ilość intensywność emocji jakie zawiera w sobie ta piękna książka. Paleta posiada każdy rodzaj uczuć: od nienawiści do miłości, każda ma swoją barwę, jak i miejsce. Autorka porwała mnie zarówno swoim lekkim, przyjemnym piórem, jak i opisanym światem. Zachwyciła również mnie kreatywnymi, dojrzałymi bohaterami, miejscami z powieści. Pokochałam tę historię i nie mogę się doczekać kolejnej części z przygodami Łucji, Pauliny ich drugich połówek, jak i rodzin. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej emocjonującej bomby. „Paleta uczuć” sprawiła, że pojawił się u mnie kac książkowy.


Poznając główne bohaterki podświadomie czułam, że spędzę z nimi miło, a wręcz cudownie czas, czytając o ich wakacjach. Dostrzegłam jak i u jednej, tak i u drugiej bohaterki kilka swoich cech osobowości. Obydwie polubiłam od razu. Co się stanie, gdy obie zyskają miłość swojego życia? Czy piękna i usłana różami miłość, idealna sielanka potrwa wiecznie? Poznając rodziny dziewcząt, byłam mile zaskoczona. Czytając o miłości, która kwitła w najlepsze między obiema małżeństwami, to dowiodło temu, że jeżeli się naprawdę spotka miłość swojego życia, pielęgnuję się ją, dba, to przezwycięża wszystko nawet czas. Większości kobiet marzy o takim życiu u boku mężczyzny jej życia.

„ — Może faktycznie masz rację. Byłem tak w nią zapatrzony, że nie zwróciłem na to najmniejszej uwagi. Chociaż, wiesz co? Ostatnio zaczęła mi trochę działać na nerwy. Może to dobrze, że tak to wszystko się potoczyło. Facet przecież nie powinien się tak podporządkowywać kobiecie. Dziękuję, że mnie uświadomiliście”

Spodobali mi się mężczyźni Łucji i Pauliny, którzy tak żarliwie o nie zabiegali. Wspólne wieczory, wypady, spacery, czy miłosne wyznania i droczenia, sprawiały, że czytelnik odczuwa te same emocje równie silnie, co bohaterowie. Nie dało się oderwać wzroku od tekstu i czytało się o wielkich uczuciach, które rozkwitały z dnia na dzień. Czułam się tak samo zakochana, co bohaterki i wzdychałam za każdym razem, gdy czytałam o kolejnych spotkaniach par. Nie było żadnych wątpliwości, że te pary były swoimi miłościami, swoimi drugimi połówkami.

„— Ja też tobie dziękuję, ale wybacz, mam zawroty głowy, więc nie rzucę ci się w ramiona — powiedział żartobliwie Dominik do Adriana”
Oczywiście i w tej książce nie zabrakło postaci, których szczerze nienawidziłam, i jak zwykle są to kobiety. Nie potrafiłam zrozumieć jednego, a mianowicie, dlaczego płeć piękna potrafi być tak mściwa, zła i tak okrutna. Manipulacja i intrygi mają niestety to do siebie, że zawsze wychodzą na jaw, a ich karty, brudy ujrzą światło dnia. Znielubiłam dziewczynę jednego z braci Łucji, która nie była dobrą kandydatką na jego partnerkę.

„Był jej wielką miłością. Był kimś więcej. To on sprawił, że chciała dalej żyć, że mogła być obok mężczyzny, że mogła żyć z mężczyzną i tym, który sprawił, że uwierzyła w siebie jest teraz bardzo zadowolona ze swojego życia.”

Gorąco polecam tę pozycję! Czytelnik zasypany jest intensywnością uczuć, które pojawiają się w życiu bohaterów. Gdy pojawią się kłopoty z wyborami, decyzjami z przeszłości, jak postąpią bohaterowie? Tego dowiecie się czytając „Paletę uczuć”! W bohaterach tej książki nie da się nie zakochać! To wspaniała historia o miłości, o trudnościach jakie się napotyka, gdy dochodzi do wielkich uczuć. „Paleta uczuć” to tykająca bomba naładowana emocjami, z którymi niełatwo sobie poradzić i przejść obok nich obojętnie. Lekturka sprawiła, że dostałam kaca książkowego i nie mogę się doczekać kolejnej części spod pióra autorki. Jeżeli uwielbiacie taką tematykę to ta książka jest właśnie dla Was!

Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

stycznia 12, 2019

Życie na emigracji we Francji, czyli "Zapiski Julietty emigrantki"!

Życie na emigracji we Francji, czyli "Zapiski Julietty emigrantki"!

„Zapiski Julietty emigrantki”
Autor: Julita Miżejewska
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 333

Życie na emigracji, życie w pięknym, artystycznym, malowniczym Paryżu; życie jak w bajce. Tak niektórzy myślą o wyjeździe do Francji, ale czy rzeczywiście prowadzi się tam bajkowe życie? Nie dowie się ten, kto tego nie przeżył. Mimo wszystko Julita Miżejewska w interesujący sposób przybliża czytelnikowi to, jak wygląda prawdziwy obraz Polaków mieszkających we Francji. My, Polacy, często sobie myślimy, że jak ktoś z bliskich wyjeżdża za granicę, od razu jest mu lepiej, od razu żyje jak pączek w maśle, śpi na pieniądzach i rozumie obcy język. Niestety, jako osoba, która sama żyła na emigracji w Niemczech, doskonale zdaję sobie sprawę, jak ciężko bywa na początku, a wsparcie rodziny jest niemalże najważniejsze, aby jakoś przeżyć pierwsze miesiące. Inna kultura, inne obyczaje, inna mentalność. To również spotkało naszą główną bohaterkę Juliettę, która zdecydowała się dołączyć do męża w Paryżu. Zaczniemy jednak od początku.


Julietta to dojrzała matka uroczej córeczki Weroniki. Jej mąż od lat pracuje za granicą, gdyż sytuacja finansowa rodziny nie prezentuje się zbyt dobrze. W pewnym momencie kobieta ma dość takiego życia z dala od ukochanego, patrzy również na dobro córki oraz drugiego dziecka w drodze, żeby dziewczynki nie musiały się wychowywać bez ojca. Po dość krótkim namyśle decyduje się zostawić wszystko w Polsce, odciąć się i ruszyć w świat ku lepszej przyszłości, ku pięknej Francji. Już od samego początku pojawiają się liczne problemy, głównie związane z językiem, którego bohaterka nie zna tak dobrze, żeby dogadać się z rodowitymi Francuzami. Na miejscu pojawiają się również konflikty z gospodarzami, z kartą tak ważną we Francji, z rozmawianiem, z nową, obcą kulturą. Przed Juliettą naprawdę spore wyzwanie. Bez dobrej znajomości języka francuskiego, bez przyjaciół musi poradzić sobie z wychowaniem dzieci, z ciągłymi plotkami czy oszczerstwami na temat Polaków. Czy bohaterka wytrzyma presję i życie we Francji będzie na tyle udane, aby tam zostać, czy jednak podda się i wróci do Polski? Żeby poznać odpowiedź na to pytanie, koniecznie musicie zerknąć do „Zapisków Julietty”!

„Przyjaciel to osoba będąca obok, potrafiąca wysłuchać, wesprzeć. To osoba zdystansowana, która niekoniecznie angażuje się emocjonalnie. Miłość zaś to emocje. Decyzje osoby, którą kochamy, mogą nam się nie podobać”

„Zapiski Julietty” to dobra pozycja jeśli chodzi o tematykę emigracji. W przystępny sposób pokazuje nam, jak się czują, co myślą i jak się zachowują Polacy w obcym kraju. Autorka ciekawie ukazała czytelnikowi kulturę Francji, ich odmienne obyczaje, mentalność, przyswoiła kilka prostych francuskich zwrotów czy przyzwyczajeń. Dowiadujemy się, co sobie myślą Francuzi o tej naszej Polsce, jak śmieszne i absurdalne bywają plotki i jak dziwnie wychodzimy w oczach tych ludzi. Polska jakoby była drugą Syberią? Pijacy, złodzieje... Te wszystkie stereotypy być może nie kierują każdym Francuzem, ale w tej książce zostaje ukazana ta gorsza strona widzenia Polaków. Niemyjący się brudasi, źle wychowujący dzieci nieporadni rodzice. Julietta, główna bohaterka, ma naprawdę nie lada zadanie, a jej cierpliwość zostaje wystawiona na próbę, kiedy przychodzi zmierzyć się z tymi wszystkimi oszczerstwami. Na rodzinę z Polski nie ma co liczyć, to sceptyczni, starsi ludzie, którzy nie widzą żadnych pozytywów z tej emigracji, ciągle tylko narzekają i obrażają metody wychowawcze Julietty. Niestety, kobieta w ogóle nie ma wsparcia ze strony swojej rodziny, a nowi przyjaciele we Francji potrafią ją jeszcze bardziej dokopać, aniżeli pomóc.
Sposób ukazania życia na emigracji bardzo mi się spodobał, gdyż pokazał brutalną prawdę. Sama doskonale wiem, jak to bywa w takiej sytuacji. Ile człowiek nasłucha się tych wszystkich pierdół na temat swojego pochodzenia, ile oszczerstw musi znosić, ile nietolerancji wypływa z niektórych osób – doprawdy, czasami przerasta to nawet najbardziej wytrwałych i najbardziej twardych. Julietta wyjątkowo dobrze znosi te wady życia na emigracji. Mimo tych zalet sposób prowadzenia narracji niestety nie przypadł mi do gustu. Książka przypominała raczej dziennik, który niekiedy nużył, męczył lub zaskakiwał chaotycznością. Jeden akapit to poranek, kolejny już inny dzień, inna sytuacja. Akcja pędziła jak szalona i nim zdołałam się obejrzeć, dzieci Julietty podrosły, zaczęły rozumieć język francuski, a w małżeństwie kobiety pojawiały się coraz to większe problemy. Absurdalną postacią był dla mnie mąż bohaterki. Niby wszędzie go pełno, ale tak naprawdę czytelnik nie jest w stanie dobrze go poznać. Autorka nie urozmaiciła jego charakteru, przez co po zamknięciu książki, nie byłam w stanie określić Mateusza. Tak samo z małżeństwem tych dwojga. Za wiele to się o nich nie dowiedziałam, odbywało się jakby za mgłą, ukazując jedynie jakiś drobny zarys. Niestety, postacie słabo scharakteryzowane, mało dowiedziałam się o mężu Julietty, o ich relacji, o przeszłości kobiety. To były bardzo pominięte wątki, a szkoda, bo mogło powstać z tego coś naprawdę świetnego. Główna postać bywała strasznie irytująca. Dorosła, rzekomo dojrzała kobieta, lecz jej zachowanie niejednokrotnie pozostawiało wiele do życzenia. Relacja z dziećmi wyglądała tak jak to małżeństwo. Ukazane zostało lekko za mgłą. Większość książki to opisy poszczególnych dni na emigracji we Francji. Dużo można dowiedzieć się o samym kraju, tamtejszych mieszkańcach, obyczajach, kulturze, nawet o jedzeniu, lecz mniej o samych bohaterach. Dla jednych może być to na plus, dla drugich na minus. Jeśli chodzi o mnie, ciężko mi jednoznacznie wypowiedzieć się na temat „Zapisków Julietty”. Powieść jednocześnie zainteresowała mnie i wymęczyła, lecz mimo wszystko oceniam ją bardziej na plus. Uwielbiam Francję, jednak właśnie ta książka uświadomiła mi, że nie wszystko to, co pięknym się wydaje, piękne w środku jest. Mowa oczywiście nie tylko o kraju i tym, co ze sobą niesie, ale i o relacjach rodzinnych, o samej emigracji.
Jeśli jesteście zainteresowanie tematyką życia na emigracji we Francji, to powieść właśnie dla Was. Pokaże Wam to wszystko, co będziecie chcieli wiedzieć. Jak to żyją sobie Polacy w wielkim świecie „żabojadów”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania,
Arystokratka A.

stycznia 09, 2019

Anioły, upadli i tajemnica w tle, czyli "Światło Anioła"!

Anioły, upadli i tajemnica w tle, czyli "Światło Anioła"!


„Światło Anioła”
Autor: Izabela Zawis
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 220

Cześć, Kochani! Ten Nowy Rok zaczęłam ze „Światłem Anioła” Izabeli Zawis. Powiem Wam, że z początku byłam zawiedziona schematem, który już wielokrotnie czytałam w innych powieściach. Mowa oczywiście o „Upadłych” Lauren  Kate. Nie pragnę spojlerować, ale ten, kto czytał będzie wiedział o jakiej odradzającej się miłości i wspomnieniom z dawnych przeżyć mówię. Przerabiałam to z autorką „Upadłych” oraz w kultowej serii „Szeptem” Becci Fitzpatrick, dlatego poczułam ukłucie zawodu, że zamiast powiewu świeżości w tej wyjątkowej tematyce, znów dostałam podobną historią. Mimo wszystko po jakimś czasie zostałam mile zaskoczona. Zacznijmy jednak od początku. Jesteście gotowi? No to zaczynamy!


Motyw dobra i zła? Temat stary jak świat, a wciąż powstają nowe teorie. Można by pomyśleć, że tematy w tej kwestii zostały już wyczerpane, ale autorzy co rusz nas zaskakują swoją twórczością. Niestety tutaj widziałam powtarzany schemat, ale opowiedziany innymi słowami, podobną wizją. Była jedna scena, gdzie poczułam coś świeżego, coś nowego u tej autorki (ale nie zdradzę tego szczególiku, bo byłby to niezły spoiler dla Was). Niezbyt polubiłam główną bohaterkę, która po zobaczeniu w lustrze odbicia nieznajomego jej chłopaka, nie ucieka, nie krzyczy z przerażenia, tylko stoi i wpatruje się w niego. Moja pierwszą reakcją byłby krzyk i ucieczka z dala od odbicia w lustrze, już sam dotyk kogoś sprawiłby u mnie zawał.

„—  Coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby zadzwonić do psychiatry i zgłosić się na leczenie”

Po pewnym czasie nawet zapałałam sympatią do Megan, choć nasze początki były trudne, a jej historię czytało mi się z trudem, bo zraziła mnie na samiuteńkim początku, na szczęście już potem szło lepiej. Sama historia nie jest zła, jest dobra, ale brakowało większego powiewu świeżości. Nie oszalałam na punkcie głównego bohatera, polubiłam go, ale czegoś więcej nie czułam. Historia gdzieś w połowie wciągnęła mnie w swoje szpony, zanurzyłam się w świecie paranormalnym. Zwiedziłam dwie strony, tą dobrą, ale i tą złą. Byłam zachwycona opisem dwóch światów, bo widziałam oczyma jej zarysy, krajobrazy.

„—  Już ci wspominałem, że z każdego życia zawsze coś ci zostanie. Czy to z dobrego, czy to ze złego, zawsze wnosisz coś nowego do swojego charakteru.
— Tak, pamiętam o tym. Pytam bardziej o to, czy do tej pory uwidoczniło się coś złego z mojego minionego życia?
Zastanawiał się przez chwilę, a mnie ogarnął strach.
— Stałaś się odważniejsza, ale i mniej cierpliwa”

Przyznam, że na początku czytelnik jest zalany informacjami ze świata paranormalnego i nie ma zbytnio szans poznać bliżej głównej bohaterki. Dowiedziałam się, że Megan była popularną i dobrze uczącą się uczennicą, każdy chce się z nią przyjaźnić, a co dalej? Dalej jesteśmy świadkami dziwnego spotkania dziewczyny z chłopakiem. Ponowne odrodzenie i szukanie swojego anioła? Anioł odradza się wtedy, gdy wie, że już jest jego czas. W książce zafascynowała mnie wizja Światła. Nie zdradzę zbyt dużo, gdyż zabrałabym Wam radość z czytania, natomiast warto zwrócić na to uwagę podczas lektury. Piękne opisy skrzydeł, drugiej z głównych postaci – to zachwyca. Dzięki temu bez reszty wciągnęłam się w powieść, sama zastanawiając nad wieloma aspektami związanymi ze światem paranormalnym, ze światem, którego nie widać, a w który mało osób potrafi uwierzyć.

„— Nie zawiodę cię — oznajmiłam z dumą. — Zaraz ruszam w drogę.
— Wiem — oznajmił z przekonaniem. — Tylko ty potrafisz to zrobić”

Powiem tak. „Światło Anioła” nie jest powiewem świeżości w tematyce aniołów czy demonów, trochę odgrzewa stare kotlety, ale nie mogę powiedzieć, że była to zła, niedobra, nieciekawa książka. Uwielbiam motyw zawarty w powieści, a autorka sprawiła, że naprawdę dało się wciągnąć w czytanie, z zainteresowaniem śledzić losy naszych postaci. Chociaż nie zapałałam do Megan sympatią, mimo wszystko odnalazłam w książce kilka wątków czy bohaterów, którzy tylko dodawali plusów. „Światło Anioła” to lekturka na jeden z mroźniejszych wieczorów z herbatą u boku. Izabela Zawis napisała lekką, przyjemną powieść dla młodzieży, mówiąc już o tym, co było w wielu innych, lecz mimo to potrafiła zachwycić. Jeśli lubicie tematykę dobra i zła, aniołów i upadłych oraz walki, to ta książka jest dla Was. Autorka ma świetny styl pisania, dzięki czemu szybciej czytało mi się tę powieść. Teraz pozostaje mi tylko czekać na historię opowiedzianą z perspektywy Angel, która bardzo mnie zafascynowała. Czekam na nią z niecierpliwością!


Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.
Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

stycznia 05, 2019

PODSUMOWANIE GRUDNIA I CAŁEGO ROKU 2018!

PODSUMOWANIE GRUDNIA I CAŁEGO ROKU 2018!

Podsumowanie grudnia 2018:


 Grudzień to czas, kiedy od samego początku człowiek rzuca się w wir przedświątecznych zakupów, Mikołajek, solidnego sprzątania, a coraz mniej poświęca książkom czy innym rozrywkom. My na szczęście zawsze znajdziemy chwilkę spokoju w tym szaleńczym pędzie, by zaczerpnąć powietrza, przeczytać kilka stron powieści, obejrzeć dobry film, zrobić wspólnie babeczki, tańcząc i śpiewając do „Last Christmas”. Mimo wszystko grudzień to również czas refleksji, zebrania do kupy wszelakich osiągnięć z mijającego roku, tak więc i my pozwolimy sobie na moment zadumy. W 2018 roku działo się naprawdę wiele dla nas obu. Postanowiłyśmy zebrać się w sobie i wreszcie założyć bloga, który przetrwa dłużej niż miesiąc. Udało się! W kwietniu Arystokratki spod księgarni pokazały się światu jako dwie anonimowe dziewczyny pałające miłością do czytania. Dziś, po kilku miesiącach, zebrałyśmy na IG ponad 600 obserwujących, wspaniałych ludzi, których i my podziwiamy za swoją działalność w mediach, za rzetelne i dobre recenzje. Zawarłyśmy także kilka solidnych współprac, z których ogromnie się cieszymy, dlatego jeszcze raz dziękujemy Wydawnictwu Novae Res za naszą stałą, naprawdę świetną współpracę; dziękujemy grupie Ailes, Wydawnictwu Znak (OMG Books), Wydawnictwu Czarna Owca, grupie dziewczyn z NieGrzeczne Dziewczyny Recenzują za zaufanie i wielokrotne powierzanie nam książek, które trafiały pod nasze baczne oko recenzentek. Dziękujemy również Wydawnictwu NieZwykłemu, z którym dopiero stawiamy małe kroczki, oraz dwóm znakomitym autorkom: D.B. Foryś i Samancie Louis za to, że dały nam możliwość patronowania ich świetnym powieściom. To był doprawdy owocny rok dla naszego raczkującego bloga! Trafiłyśmy na Targi Książek w Katowicach dwa dni pod rząd, spotkałyśmy wspaniałe autorki i autorów, jak chociażby Melissę Darwood czy Federico Moccię. Pojawiłyśmy się także w Krakowie na Międzynarodowych Targach Książki jako pełnoprawne bloggerki, spotykając tam Agatę Czykierdę-Grabowską, Augustę Docher czy wiele, wiele innych autorów! Teraz pozostaje nam życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, który, mamy nadzieję, będzie dla Was kolejnym zaskakującym, dobrym, pełnym wrażeń rokiem.
Tym miłym akcentem przechodzimy do stałego podsumowania grudnia.

Podsumowanie według Arystokratki A.:

W tym miesiącu przeczytałam dwanaście książek, z czego jestem bardzo dumna, więc zaczynamy!

„Odzyskane szczęście” Abbi Glines -> recenzja znajduje się tutaj.
To krótka, lecz piękna, wzruszająca powieść o walce z samym z sobą, o walce o miłość, o przyjaźni, bliskiej relacji, która sprawia, że jesteśmy w stanie wreszcie stanąć na nogi, pokazać swoją wewnętrzną siłę. Książka pomimo wielu lukrowych momentów stanowiła dla mnie coś naprawdę wyjątkowego i pięknego, nawet jeśli utarła parę schematów.

„Siła, która ich przyciąga” Brittainy C. Cherry -> recenzja znajduje się tutaj.
Książki Brittainy cieszą się u mnie wielką aprobatą i za każdym razem, gdy po nie sięgam, kończę z chusteczkami w ręce, naprawdę! Ta powieść nie odstępowała od reszty, była niesamowitą historią, która rozłożyła mnie na łopatki. Emocjonalna bomba! Każda strona była przesiąknięta tyloma uczuciami naraz, że nie dało się nie wzruszyć czy nie zaśmiać. „Siła” wysoko postawiła poprzeczkę podobnym w tematyce książkom.

„Zapytaj astronautę. Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie” Tim Peake.
Świetnie napisana, poruszająca ciekawe zagadniena książka dla fanów nie tylko podróży w kosmos, ale i życia astronauty. Autor w naprawdę fajny i przystępny sposób odpowiadał na zadawane przez internautów pytania, dzięki czemu czytelnik dostaje niezłą księgę ciekawostek, faktów i opowiadań o kosmosie, o zawodzie astronauty, o życiu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Powieść przeczytałam w mgnieniu oka, była rewelacyjna, a przez pana Tima jeszcze bardziej zapragnęłam zobaczyć kosmos!

„Kosmiczne zachwyty” Neil deGrasse Tyson -> recenzja znajduje się tutaj.
Pozostając w kosmicznej tematyce sięgnęłam po pozycję pana Tysona i wchłonęłam ją niczym odkurzacz śmietki na podłodze. Osiemnaście rozdziałów opowiadających o zagadnieniach dotyczących Wszechświata, Układu Słonecznego, planet, asteroid, planetoid, antymaterii, materii czy prędkości światła. Interesujące, ciekawie napisane artykuły są idealne nawet dla takiego laika jak ja.

„Szkoła szpiegów” Denis Bukin, Kamil Guliev -> recenzja znajduje się tutaj.
Marzyliście, by kiedyś zostać szpiegami, poprawić koncentrację oraz pamięć? Ta książka jest właśnie dla Was! I żeby nie brzmieć jak typowa kobieta z reklamy, rozwinę wątek. „Szkoła szpiegów” to nie tylko cenne ciekawostki na temat pracy agenta dla KGB, ale i mnóstwo praktycznych ćwiczeń oraz porad dla każdego z nas. W książce znajduje się wiele fajnych ćwiczeń, które można wykonać w domu, a które po czasie przynoszą super rezultaty w postaci poprawionej koncentracji i pamięci. O tak, moi drodzy, ta powieść działa cuda!

„Tylko oddech” Magdalena Knedler
Wzruszająca historia o dwóch siostrach, które by zacisnąć więzi, by poznać przeszłość jednego z bliskich dla kobiet mężczyzny, postanawiają wyruszyć w krótką wyprawę na Hel. Książka ta pokazała piękno rodzinnej miłości, pokazała piękne, ale również te niszczące relacje między  dwojgiem ludzi; pokazała ciężką przeszłość oraz uczucie wręcz zakazane. Rodzinna, wzruszająca, po prostu piękna historia, która łapie za serce!

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko” J.K. Rowling, Jack Thorne i inni.
Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki i bardzo dobrze, tak właściwie mogłam jej nie czytać. Kocham Pottera, naprawdę, ta seria jest ze mną od dziecka, dlatego znam ją na pamięć i nadal uwielbiam całym sercem, jednak uważam, że ten scenariusz, który powstał przez kilku autorów, mógłby nie istnieć. Wydaje mi się, iż historia dziecka Pottera oraz dziecka Draco jest zbyt naciągana i zbyt niepotrzebnie się dłużąca. Cieszę się, że mogłam odstawić książkę na półkę, gdyż na pewno nigdy więcej do niej nie wrócę. O wiele bardziej kocham dawnego Pottera, aniżeli czterdziestoletniego ojca trójki dzieci.

„Zatoka” Agnieszka Wolińska-Wójtowicz 
Romantyczna, urokliwa historia otoczona krajobrazem polskiego Morza Bałtyckiego, małym miasteczkiem, sympatycznymi mieszkańcami. Powieść ciepła, ujmująca, przypominająca o pięknych, słonecznych wakacjach, o nowych początkach, lepszych startach, o sile przyjaźni i miłości od pierwszego wejrzenia.

„Światło anioła” Izabela Zawis
Książka przeczytana na jednym wdechu. Choć napisana bardzo przystępnym, dobrym stylem, historią nie urzekła mnie w żadnym stopniu. Przypomniała mi tylko o serii „Szeptem” oraz „Upadli”, lecz nie wniosła prawie nic nowego w świat aniołów czy demonów, pomijając inne nazwy. Mimo wszystko sama fabuła całkiem interesująca, jednak bardziej skierowana do młodzieży aniżeli osób dorosłych.

„Zła Miłość” Samanta Louis -> recenzja patronatu znajduje się tutaj.
Dobre, pochłaniające New Adult, które jest drugim dzieciątkiem autorki, a robi naprawdę świetne wrażenie. Historia nie taka łatwa jak się na pierwszy rzut wydaje; historia o trudnej miłości, o walce z samym sobą, o utraconej przyjaźni, wielkich zmianach w życiu. Naprawdę urzekająca powieść!

„Forever My Girl” Heidi McLaughlin -> recenzja znajduje się tutaj.
Porywająca, wzruszająca historiia o dawnej miłości. Jak to mówią „stara miłość nie rdzewieje”, i ta książka jest na to żywym dowodem. Mimo że na rynku jest wiele powieści o podobnej tematyce, to właśnie „Forever My Girl” potrafiło czymś do siebie przyciągnąć, czymś skusić i pozostawić w czytelniku ogromną chęć do obejrzenia filmu na podstawie książki!

„Jestem żoną terrorysty” Laila Shukri
Jak zawsze mocna, mrożąca krew w żyłach historia. Tym razem o żonie terrorysty. Temat jest wciąż aktualny, a Laila w doskonały sposób przybliżyła czytelnikom świat terroru, małych dzieci zwanych „lwiątkami kalifatu”, świat kobiet bojowników i tego, co nimi kieruje. Chociaż poprzednie książki Laili bardziej mną wstrząsnęły, ta również była dobra, mocna i brutalna w prawdzie, którą głosi.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o książki przeczytane w grudniu. Teraz możemy skupić się na kilku polecanych filmach, które obejrzałam w tym miesiącu. Zaczynamy od komedii romantycznej czyli „Bajecznie bogaci Azjaci” reżyserii Jona M. Chu; komedii wręcz porywającej. Może i ktoś by powiedział, że tematyka lekko oklepana, a nawet żałosna, jednak produkcja urzekła nas obie. Nawet nie wspomnę, ile już razy oglądała film Julia! Wspólnie obejrzałyśmy również bajkę (tak wiecie, dla rozluźnienia oczywiście) „Hotel Transylwania 3” reż. Genndy Tartakovsky, a na koniec istna wisienka na torcie, czyli „Narodziny gwiazdy” reżyserii wspaniałego Bradleya Coopera. Film zrobił ogromną furorę, wywołał burzę emocji, lawinę płaczu i wszystkiego, co najgorsze, a zarazem najlepsze. Muzyka odurza, aż chce się jej więcej, aktorzy grają fenomenalnie, natomiast całość prezentuje się wręcz niesamowicie!

Podsumowanie według Arystokratki J.:

W tym miesiącu ciut poprawiłam swoje czytanie, choć powiem szczerze, że było ciężko ze względu na święta. Mimo wszystko mogę powiedzieć, że łącznie przeczytałam osiem książek, jeśli oczywiście przewodniki się wliczają. Nie każdą jednak recenzowałam. Zaczynamy!

„Konsorcjum” A.S. Sivar -> recenzja znajduje się tutaj.
Ciekawa, piękna, erotyczna książka, która zachwyciła mnie w tym miesiącu! Bohaterowie nie raz sprawili, że śmiałam się do rozpuku, a akcja totalnie zaskakiwała! Bohaterki przypominały mi moją przyjaźń z Arystokratką A. Świat, który przedstawiła autorka spodobał mi się, a miłość, którą tam opisała, niejednokrotnie sprawiła u mnie dreszczyk ekscytacji!

„Forever My Girl” Heidi McLaughlin
Zniewalająca, obłędna i mocna! Z piękną muzyką dodatkowo. Wzruszająca historia o walce o rodzinę, dawną miłość. Łzy gwarantowane. Autorka zabiera czytelnika w swój świat i zaskakuje go barwną akcją i wspaniałymi bohaterami. Czy pierwsza, prawdziwa miłość jest w stanie wygasnąć na zawsze? Czy jest się w stanie zapomnieć o mężczyźnie, którego się tak mocno kochało, że w efekcie pękło serce? To wszystko zapewnia „Forever My Girl”, książka fenomenalna!


„Misfit” Kamila Głowacka -> recenzja znajduje się tutaj.
Kolejna książka, gdzie muzyka gra ważną rolę w życiu bohaterów. Tajemnica, którą skrywa, sprawia, że chce się ją jak najszybciej odkryć. Postacie z marzeniami, które napędzają ich do działania, do walki Uporanie się z przeszłością jest trudne, a patrzenie na to, jak robią to bohaterowie, pokazuje, że nie można się poddać.

„Mleko i miód” Rupi Kaur
Od zawsze kochałam poezję, a z Rupi zaczęła się moja głębsza przygoda z jej twórczością. Autorka pokazała mi każdy odcień, fragment kobiecości. Zachwyciła i ujęła mnie swymi tekstami, choć przyznam, że brakowało mi w nich czegoś, czego nie potrafię skonkretyzować. Mimo wszystko polecam za świetne wiersze!

„Miała dzikie serce” Atticus
Muszę przyznać, że zakochałam się w poezji Atticusa! Jego wiersze dotknęły mojej duszy i sprawiły, że miałam niedosyt jego poezji. Gdzie u Rupi Kaur zabrakło mi czegoś, to znalazłam to tu w „Miała dzikie serce”. Może chodziło o to, że ten przekaz był tak prosty, a zarazem tak prawdziwy, że podbił moje serce. Piękna, wzruszająca poezja Atticusa, którą gorąco polecam!

„Przewodnik. Miami i Florida Keys” National Geographic
Zawsze uwielbiałam czytać o innych miastach, ich najciekawszych miejscach czy ciekawostkach, a tu znalazłam wszystko to, czego szukałam. Poznałam bliżej Miami oraz Florydę, czułam się tak, jakbym tam była dzięki znakomitym fotografiom oraz opisom.

„Przewodnik. Wiedeń” National Geographic
Poznalam jedno z licznych miast bliżej, które tak pragnę zwiedzić, a dzięki przewodnikowi wiem lepiej, które miejsca zachwycają i sprawiają, że chce się je odwiedzić. Tak jak w przypadku pierwszego przewodnika, miałam wrażenie, że i w Wiedniu byłam. Piękne miasto, które mam nadzieję w przyszłości zwiedzić.

„Zła Miłość” Samanta Louis -> recenzja znajduje się tutaj.
Dobre New Adult, jednak zabrakło mi pewnego powera i ognia, dzięki któremu książka byłaby znacznie lepsza. Autorka dobrze opisała emocje, a czytelnik mógł niejednokrotnie mocniej wczuć się w lekturkę. „Zła Miłość” to już druga pozycja autorki, która zadebiutowała pozycją „Chłopak, który pokazał mi, jak żyć”.

Z filmów, które obejrzałam to „Alpha” reż. Alberta Hughes, następnie „Bajecznie bogaci Azjaci”, „Hotel Transylwania 3”, „Król Skorpion: Księga Dusz” reż. Chucka Russela. Właściwie w tym miesiącu sporo oglądałam, gdyż poszło jeszcze „Młodzież bez Boga” reż. Alaina Gsponera, „Narodziny Gwiazdy”, „Zamiana z księżniczką” reż. Mike’a Rohl oraz na koniec „Jumanji: Przygoda w dżungli” reż. Jake’a Kasdana.

Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!

Wywiad z Joanną Jarczyk, autorką "Zgromadzenia"!

Wywiad z Joanną Jarczyk! 1.    Skąd pomysł na taki gatunek powieści? Nie bała się Pani, że wśród tylu książek „Zgromadzenie” moż...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger