stycznia 14, 2019

Duża dawka emocji czyli „Paleta uczuć”

Duża dawka emocji czyli „Paleta uczuć”

„Paleta uczuć”
Autor: Renata Czaban-Kryczka
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 488

Pierwsza bomba rozpoczęta w tym Nowym Roku przeze mnie. Powiem szczerze, że na początku nie poczułam powera, który ta książka ma w sobie, dopiero później zostałam pochłonięta przez nią. „Paleta uczuć” wciągnęła mnie bez reszty, wielokrotnie łamiąc serce, po czym je łatając. Sam tytuł zdradza, że czytelnik będzie porwany przez ilość intensywność emocji jakie zawiera w sobie ta piękna książka. Paleta posiada każdy rodzaj uczuć: od nienawiści do miłości, każda ma swoją barwę, jak i miejsce. Autorka porwała mnie zarówno swoim lekkim, przyjemnym piórem, jak i opisanym światem. Zachwyciła również mnie kreatywnymi, dojrzałymi bohaterami, miejscami z powieści. Pokochałam tę historię i nie mogę się doczekać kolejnej części z przygodami Łucji, Pauliny ich drugich połówek, jak i rodzin. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej emocjonującej bomby. „Paleta uczuć” sprawiła, że pojawił się u mnie kac książkowy.


Poznając główne bohaterki podświadomie czułam, że spędzę z nimi miło, a wręcz cudownie czas, czytając o ich wakacjach. Dostrzegłam jak i u jednej, tak i u drugiej bohaterki kilka swoich cech osobowości. Obydwie polubiłam od razu. Co się stanie, gdy obie zyskają miłość swojego życia? Czy piękna i usłana różami miłość, idealna sielanka potrwa wiecznie? Poznając rodziny dziewcząt, byłam mile zaskoczona. Czytając o miłości, która kwitła w najlepsze między obiema małżeństwami, to dowiodło temu, że jeżeli się naprawdę spotka miłość swojego życia, pielęgnuję się ją, dba, to przezwycięża wszystko nawet czas. Większości kobiet marzy o takim życiu u boku mężczyzny jej życia.

„ — Może faktycznie masz rację. Byłem tak w nią zapatrzony, że nie zwróciłem na to najmniejszej uwagi. Chociaż, wiesz co? Ostatnio zaczęła mi trochę działać na nerwy. Może to dobrze, że tak to wszystko się potoczyło. Facet przecież nie powinien się tak podporządkowywać kobiecie. Dziękuję, że mnie uświadomiliście”

Spodobali mi się mężczyźni Łucji i Pauliny, którzy tak żarliwie o nie zabiegali. Wspólne wieczory, wypady, spacery, czy miłosne wyznania i droczenia, sprawiały, że czytelnik odczuwa te same emocje równie silnie, co bohaterowie. Nie dało się oderwać wzroku od tekstu i czytało się o wielkich uczuciach, które rozkwitały z dnia na dzień. Czułam się tak samo zakochana, co bohaterki i wzdychałam za każdym razem, gdy czytałam o kolejnych spotkaniach par. Nie było żadnych wątpliwości, że te pary były swoimi miłościami, swoimi drugimi połówkami.

„— Ja też tobie dziękuję, ale wybacz, mam zawroty głowy, więc nie rzucę ci się w ramiona — powiedział żartobliwie Dominik do Adriana”
Oczywiście i w tej książce nie zabrakło postaci, których szczerze nienawidziłam, i jak zwykle są to kobiety. Nie potrafiłam zrozumieć jednego, a mianowicie, dlaczego płeć piękna potrafi być tak mściwa, zła i tak okrutna. Manipulacja i intrygi mają niestety to do siebie, że zawsze wychodzą na jaw, a ich karty, brudy ujrzą światło dnia. Znielubiłam dziewczynę jednego z braci Łucji, która nie była dobrą kandydatką na jego partnerkę.

„Był jej wielką miłością. Był kimś więcej. To on sprawił, że chciała dalej żyć, że mogła być obok mężczyzny, że mogła żyć z mężczyzną i tym, który sprawił, że uwierzyła w siebie jest teraz bardzo zadowolona ze swojego życia.”

Gorąco polecam tę pozycję! Czytelnik zasypany jest intensywnością uczuć, które pojawiają się w życiu bohaterów. Gdy pojawią się kłopoty z wyborami, decyzjami z przeszłości, jak postąpią bohaterowie? Tego dowiecie się czytając „Paletę uczuć”! W bohaterach tej książki nie da się nie zakochać! To wspaniała historia o miłości, o trudnościach jakie się napotyka, gdy dochodzi do wielkich uczuć. „Paleta uczuć” to tykająca bomba naładowana emocjami, z którymi niełatwo sobie poradzić i przejść obok nich obojętnie. Lekturka sprawiła, że dostałam kaca książkowego i nie mogę się doczekać kolejnej części spod pióra autorki. Jeżeli uwielbiacie taką tematykę to ta książka jest właśnie dla Was!

Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

stycznia 12, 2019

Życie na emigracji we Francji, czyli "Zapiski Julietty emigrantki"!

Życie na emigracji we Francji, czyli "Zapiski Julietty emigrantki"!

„Zapiski Julietty emigrantki”
Autor: Julita Miżejewska
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 333

Życie na emigracji, życie w pięknym, artystycznym, malowniczym Paryżu; życie jak w bajce. Tak niektórzy myślą o wyjeździe do Francji, ale czy rzeczywiście prowadzi się tam bajkowe życie? Nie dowie się ten, kto tego nie przeżył. Mimo wszystko Julita Miżejewska w interesujący sposób przybliża czytelnikowi to, jak wygląda prawdziwy obraz Polaków mieszkających we Francji. My, Polacy, często sobie myślimy, że jak ktoś z bliskich wyjeżdża za granicę, od razu jest mu lepiej, od razu żyje jak pączek w maśle, śpi na pieniądzach i rozumie obcy język. Niestety, jako osoba, która sama żyła na emigracji w Niemczech, doskonale zdaję sobie sprawę, jak ciężko bywa na początku, a wsparcie rodziny jest niemalże najważniejsze, aby jakoś przeżyć pierwsze miesiące. Inna kultura, inne obyczaje, inna mentalność. To również spotkało naszą główną bohaterkę Juliettę, która zdecydowała się dołączyć do męża w Paryżu. Zaczniemy jednak od początku.


Julietta to dojrzała matka uroczej córeczki Weroniki. Jej mąż od lat pracuje za granicą, gdyż sytuacja finansowa rodziny nie prezentuje się zbyt dobrze. W pewnym momencie kobieta ma dość takiego życia z dala od ukochanego, patrzy również na dobro córki oraz drugiego dziecka w drodze, żeby dziewczynki nie musiały się wychowywać bez ojca. Po dość krótkim namyśle decyduje się zostawić wszystko w Polsce, odciąć się i ruszyć w świat ku lepszej przyszłości, ku pięknej Francji. Już od samego początku pojawiają się liczne problemy, głównie związane z językiem, którego bohaterka nie zna tak dobrze, żeby dogadać się z rodowitymi Francuzami. Na miejscu pojawiają się również konflikty z gospodarzami, z kartą tak ważną we Francji, z rozmawianiem, z nową, obcą kulturą. Przed Juliettą naprawdę spore wyzwanie. Bez dobrej znajomości języka francuskiego, bez przyjaciół musi poradzić sobie z wychowaniem dzieci, z ciągłymi plotkami czy oszczerstwami na temat Polaków. Czy bohaterka wytrzyma presję i życie we Francji będzie na tyle udane, aby tam zostać, czy jednak podda się i wróci do Polski? Żeby poznać odpowiedź na to pytanie, koniecznie musicie zerknąć do „Zapisków Julietty”!

„Przyjaciel to osoba będąca obok, potrafiąca wysłuchać, wesprzeć. To osoba zdystansowana, która niekoniecznie angażuje się emocjonalnie. Miłość zaś to emocje. Decyzje osoby, którą kochamy, mogą nam się nie podobać”

„Zapiski Julietty” to dobra pozycja jeśli chodzi o tematykę emigracji. W przystępny sposób pokazuje nam, jak się czują, co myślą i jak się zachowują Polacy w obcym kraju. Autorka ciekawie ukazała czytelnikowi kulturę Francji, ich odmienne obyczaje, mentalność, przyswoiła kilka prostych francuskich zwrotów czy przyzwyczajeń. Dowiadujemy się, co sobie myślą Francuzi o tej naszej Polsce, jak śmieszne i absurdalne bywają plotki i jak dziwnie wychodzimy w oczach tych ludzi. Polska jakoby była drugą Syberią? Pijacy, złodzieje... Te wszystkie stereotypy być może nie kierują każdym Francuzem, ale w tej książce zostaje ukazana ta gorsza strona widzenia Polaków. Niemyjący się brudasi, źle wychowujący dzieci nieporadni rodzice. Julietta, główna bohaterka, ma naprawdę nie lada zadanie, a jej cierpliwość zostaje wystawiona na próbę, kiedy przychodzi zmierzyć się z tymi wszystkimi oszczerstwami. Na rodzinę z Polski nie ma co liczyć, to sceptyczni, starsi ludzie, którzy nie widzą żadnych pozytywów z tej emigracji, ciągle tylko narzekają i obrażają metody wychowawcze Julietty. Niestety, kobieta w ogóle nie ma wsparcia ze strony swojej rodziny, a nowi przyjaciele we Francji potrafią ją jeszcze bardziej dokopać, aniżeli pomóc.
Sposób ukazania życia na emigracji bardzo mi się spodobał, gdyż pokazał brutalną prawdę. Sama doskonale wiem, jak to bywa w takiej sytuacji. Ile człowiek nasłucha się tych wszystkich pierdół na temat swojego pochodzenia, ile oszczerstw musi znosić, ile nietolerancji wypływa z niektórych osób – doprawdy, czasami przerasta to nawet najbardziej wytrwałych i najbardziej twardych. Julietta wyjątkowo dobrze znosi te wady życia na emigracji. Mimo tych zalet sposób prowadzenia narracji niestety nie przypadł mi do gustu. Książka przypominała raczej dziennik, który niekiedy nużył, męczył lub zaskakiwał chaotycznością. Jeden akapit to poranek, kolejny już inny dzień, inna sytuacja. Akcja pędziła jak szalona i nim zdołałam się obejrzeć, dzieci Julietty podrosły, zaczęły rozumieć język francuski, a w małżeństwie kobiety pojawiały się coraz to większe problemy. Absurdalną postacią był dla mnie mąż bohaterki. Niby wszędzie go pełno, ale tak naprawdę czytelnik nie jest w stanie dobrze go poznać. Autorka nie urozmaiciła jego charakteru, przez co po zamknięciu książki, nie byłam w stanie określić Mateusza. Tak samo z małżeństwem tych dwojga. Za wiele to się o nich nie dowiedziałam, odbywało się jakby za mgłą, ukazując jedynie jakiś drobny zarys. Niestety, postacie słabo scharakteryzowane, mało dowiedziałam się o mężu Julietty, o ich relacji, o przeszłości kobiety. To były bardzo pominięte wątki, a szkoda, bo mogło powstać z tego coś naprawdę świetnego. Główna postać bywała strasznie irytująca. Dorosła, rzekomo dojrzała kobieta, lecz jej zachowanie niejednokrotnie pozostawiało wiele do życzenia. Relacja z dziećmi wyglądała tak jak to małżeństwo. Ukazane zostało lekko za mgłą. Większość książki to opisy poszczególnych dni na emigracji we Francji. Dużo można dowiedzieć się o samym kraju, tamtejszych mieszkańcach, obyczajach, kulturze, nawet o jedzeniu, lecz mniej o samych bohaterach. Dla jednych może być to na plus, dla drugich na minus. Jeśli chodzi o mnie, ciężko mi jednoznacznie wypowiedzieć się na temat „Zapisków Julietty”. Powieść jednocześnie zainteresowała mnie i wymęczyła, lecz mimo wszystko oceniam ją bardziej na plus. Uwielbiam Francję, jednak właśnie ta książka uświadomiła mi, że nie wszystko to, co pięknym się wydaje, piękne w środku jest. Mowa oczywiście nie tylko o kraju i tym, co ze sobą niesie, ale i o relacjach rodzinnych, o samej emigracji.
Jeśli jesteście zainteresowanie tematyką życia na emigracji we Francji, to powieść właśnie dla Was. Pokaże Wam to wszystko, co będziecie chcieli wiedzieć. Jak to żyją sobie Polacy w wielkim świecie „żabojadów”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania,
Arystokratka A.

stycznia 09, 2019

Anioły, upadli i tajemnica w tle, czyli "Światło Anioła"!

Anioły, upadli i tajemnica w tle, czyli "Światło Anioła"!


„Światło Anioła”
Autor: Izabela Zawis
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 220

Cześć, Kochani! Ten Nowy Rok zaczęłam ze „Światłem Anioła” Izabeli Zawis. Powiem Wam, że z początku byłam zawiedziona schematem, który już wielokrotnie czytałam w innych powieściach. Mowa oczywiście o „Upadłych” Lauren  Kate. Nie pragnę spojlerować, ale ten, kto czytał będzie wiedział o jakiej odradzającej się miłości i wspomnieniom z dawnych przeżyć mówię. Przerabiałam to z autorką „Upadłych” oraz w kultowej serii „Szeptem” Becci Fitzpatrick, dlatego poczułam ukłucie zawodu, że zamiast powiewu świeżości w tej wyjątkowej tematyce, znów dostałam podobną historią. Mimo wszystko po jakimś czasie zostałam mile zaskoczona. Zacznijmy jednak od początku. Jesteście gotowi? No to zaczynamy!


Motyw dobra i zła? Temat stary jak świat, a wciąż powstają nowe teorie. Można by pomyśleć, że tematy w tej kwestii zostały już wyczerpane, ale autorzy co rusz nas zaskakują swoją twórczością. Niestety tutaj widziałam powtarzany schemat, ale opowiedziany innymi słowami, podobną wizją. Była jedna scena, gdzie poczułam coś świeżego, coś nowego u tej autorki (ale nie zdradzę tego szczególiku, bo byłby to niezły spoiler dla Was). Niezbyt polubiłam główną bohaterkę, która po zobaczeniu w lustrze odbicia nieznajomego jej chłopaka, nie ucieka, nie krzyczy z przerażenia, tylko stoi i wpatruje się w niego. Moja pierwszą reakcją byłby krzyk i ucieczka z dala od odbicia w lustrze, już sam dotyk kogoś sprawiłby u mnie zawał.

„—  Coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby zadzwonić do psychiatry i zgłosić się na leczenie”

Po pewnym czasie nawet zapałałam sympatią do Megan, choć nasze początki były trudne, a jej historię czytało mi się z trudem, bo zraziła mnie na samiuteńkim początku, na szczęście już potem szło lepiej. Sama historia nie jest zła, jest dobra, ale brakowało większego powiewu świeżości. Nie oszalałam na punkcie głównego bohatera, polubiłam go, ale czegoś więcej nie czułam. Historia gdzieś w połowie wciągnęła mnie w swoje szpony, zanurzyłam się w świecie paranormalnym. Zwiedziłam dwie strony, tą dobrą, ale i tą złą. Byłam zachwycona opisem dwóch światów, bo widziałam oczyma jej zarysy, krajobrazy.

„—  Już ci wspominałem, że z każdego życia zawsze coś ci zostanie. Czy to z dobrego, czy to ze złego, zawsze wnosisz coś nowego do swojego charakteru.
— Tak, pamiętam o tym. Pytam bardziej o to, czy do tej pory uwidoczniło się coś złego z mojego minionego życia?
Zastanawiał się przez chwilę, a mnie ogarnął strach.
— Stałaś się odważniejsza, ale i mniej cierpliwa”

Przyznam, że na początku czytelnik jest zalany informacjami ze świata paranormalnego i nie ma zbytnio szans poznać bliżej głównej bohaterki. Dowiedziałam się, że Megan była popularną i dobrze uczącą się uczennicą, każdy chce się z nią przyjaźnić, a co dalej? Dalej jesteśmy świadkami dziwnego spotkania dziewczyny z chłopakiem. Ponowne odrodzenie i szukanie swojego anioła? Anioł odradza się wtedy, gdy wie, że już jest jego czas. W książce zafascynowała mnie wizja Światła. Nie zdradzę zbyt dużo, gdyż zabrałabym Wam radość z czytania, natomiast warto zwrócić na to uwagę podczas lektury. Piękne opisy skrzydeł, drugiej z głównych postaci – to zachwyca. Dzięki temu bez reszty wciągnęłam się w powieść, sama zastanawiając nad wieloma aspektami związanymi ze światem paranormalnym, ze światem, którego nie widać, a w który mało osób potrafi uwierzyć.

„— Nie zawiodę cię — oznajmiłam z dumą. — Zaraz ruszam w drogę.
— Wiem — oznajmił z przekonaniem. — Tylko ty potrafisz to zrobić”

Powiem tak. „Światło Anioła” nie jest powiewem świeżości w tematyce aniołów czy demonów, trochę odgrzewa stare kotlety, ale nie mogę powiedzieć, że była to zła, niedobra, nieciekawa książka. Uwielbiam motyw zawarty w powieści, a autorka sprawiła, że naprawdę dało się wciągnąć w czytanie, z zainteresowaniem śledzić losy naszych postaci. Chociaż nie zapałałam do Megan sympatią, mimo wszystko odnalazłam w książce kilka wątków czy bohaterów, którzy tylko dodawali plusów. „Światło Anioła” to lekturka na jeden z mroźniejszych wieczorów z herbatą u boku. Izabela Zawis napisała lekką, przyjemną powieść dla młodzieży, mówiąc już o tym, co było w wielu innych, lecz mimo to potrafiła zachwycić. Jeśli lubicie tematykę dobra i zła, aniołów i upadłych oraz walki, to ta książka jest dla Was. Autorka ma świetny styl pisania, dzięki czemu szybciej czytało mi się tę powieść. Teraz pozostaje mi tylko czekać na historię opowiedzianą z perspektywy Angel, która bardzo mnie zafascynowała. Czekam na nią z niecierpliwością!


Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.
Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

stycznia 05, 2019

PODSUMOWANIE GRUDNIA I CAŁEGO ROKU 2018!

PODSUMOWANIE GRUDNIA I CAŁEGO ROKU 2018!

Podsumowanie grudnia 2018:


 Grudzień to czas, kiedy od samego początku człowiek rzuca się w wir przedświątecznych zakupów, Mikołajek, solidnego sprzątania, a coraz mniej poświęca książkom czy innym rozrywkom. My na szczęście zawsze znajdziemy chwilkę spokoju w tym szaleńczym pędzie, by zaczerpnąć powietrza, przeczytać kilka stron powieści, obejrzeć dobry film, zrobić wspólnie babeczki, tańcząc i śpiewając do „Last Christmas”. Mimo wszystko grudzień to również czas refleksji, zebrania do kupy wszelakich osiągnięć z mijającego roku, tak więc i my pozwolimy sobie na moment zadumy. W 2018 roku działo się naprawdę wiele dla nas obu. Postanowiłyśmy zebrać się w sobie i wreszcie założyć bloga, który przetrwa dłużej niż miesiąc. Udało się! W kwietniu Arystokratki spod księgarni pokazały się światu jako dwie anonimowe dziewczyny pałające miłością do czytania. Dziś, po kilku miesiącach, zebrałyśmy na IG ponad 600 obserwujących, wspaniałych ludzi, których i my podziwiamy za swoją działalność w mediach, za rzetelne i dobre recenzje. Zawarłyśmy także kilka solidnych współprac, z których ogromnie się cieszymy, dlatego jeszcze raz dziękujemy Wydawnictwu Novae Res za naszą stałą, naprawdę świetną współpracę; dziękujemy grupie Ailes, Wydawnictwu Znak (OMG Books), Wydawnictwu Czarna Owca, grupie dziewczyn z NieGrzeczne Dziewczyny Recenzują za zaufanie i wielokrotne powierzanie nam książek, które trafiały pod nasze baczne oko recenzentek. Dziękujemy również Wydawnictwu NieZwykłemu, z którym dopiero stawiamy małe kroczki, oraz dwóm znakomitym autorkom: D.B. Foryś i Samancie Louis za to, że dały nam możliwość patronowania ich świetnym powieściom. To był doprawdy owocny rok dla naszego raczkującego bloga! Trafiłyśmy na Targi Książek w Katowicach dwa dni pod rząd, spotkałyśmy wspaniałe autorki i autorów, jak chociażby Melissę Darwood czy Federico Moccię. Pojawiłyśmy się także w Krakowie na Międzynarodowych Targach Książki jako pełnoprawne bloggerki, spotykając tam Agatę Czykierdę-Grabowską, Augustę Docher czy wiele, wiele innych autorów! Teraz pozostaje nam życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, który, mamy nadzieję, będzie dla Was kolejnym zaskakującym, dobrym, pełnym wrażeń rokiem.
Tym miłym akcentem przechodzimy do stałego podsumowania grudnia.

Podsumowanie według Arystokratki A.:

W tym miesiącu przeczytałam dwanaście książek, z czego jestem bardzo dumna, więc zaczynamy!

„Odzyskane szczęście” Abbi Glines -> recenzja znajduje się tutaj.
To krótka, lecz piękna, wzruszająca powieść o walce z samym z sobą, o walce o miłość, o przyjaźni, bliskiej relacji, która sprawia, że jesteśmy w stanie wreszcie stanąć na nogi, pokazać swoją wewnętrzną siłę. Książka pomimo wielu lukrowych momentów stanowiła dla mnie coś naprawdę wyjątkowego i pięknego, nawet jeśli utarła parę schematów.

„Siła, która ich przyciąga” Brittainy C. Cherry -> recenzja znajduje się tutaj.
Książki Brittainy cieszą się u mnie wielką aprobatą i za każdym razem, gdy po nie sięgam, kończę z chusteczkami w ręce, naprawdę! Ta powieść nie odstępowała od reszty, była niesamowitą historią, która rozłożyła mnie na łopatki. Emocjonalna bomba! Każda strona była przesiąknięta tyloma uczuciami naraz, że nie dało się nie wzruszyć czy nie zaśmiać. „Siła” wysoko postawiła poprzeczkę podobnym w tematyce książkom.

„Zapytaj astronautę. Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie” Tim Peake.
Świetnie napisana, poruszająca ciekawe zagadniena książka dla fanów nie tylko podróży w kosmos, ale i życia astronauty. Autor w naprawdę fajny i przystępny sposób odpowiadał na zadawane przez internautów pytania, dzięki czemu czytelnik dostaje niezłą księgę ciekawostek, faktów i opowiadań o kosmosie, o zawodzie astronauty, o życiu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Powieść przeczytałam w mgnieniu oka, była rewelacyjna, a przez pana Tima jeszcze bardziej zapragnęłam zobaczyć kosmos!

„Kosmiczne zachwyty” Neil deGrasse Tyson -> recenzja znajduje się tutaj.
Pozostając w kosmicznej tematyce sięgnęłam po pozycję pana Tysona i wchłonęłam ją niczym odkurzacz śmietki na podłodze. Osiemnaście rozdziałów opowiadających o zagadnieniach dotyczących Wszechświata, Układu Słonecznego, planet, asteroid, planetoid, antymaterii, materii czy prędkości światła. Interesujące, ciekawie napisane artykuły są idealne nawet dla takiego laika jak ja.

„Szkoła szpiegów” Denis Bukin, Kamil Guliev -> recenzja znajduje się tutaj.
Marzyliście, by kiedyś zostać szpiegami, poprawić koncentrację oraz pamięć? Ta książka jest właśnie dla Was! I żeby nie brzmieć jak typowa kobieta z reklamy, rozwinę wątek. „Szkoła szpiegów” to nie tylko cenne ciekawostki na temat pracy agenta dla KGB, ale i mnóstwo praktycznych ćwiczeń oraz porad dla każdego z nas. W książce znajduje się wiele fajnych ćwiczeń, które można wykonać w domu, a które po czasie przynoszą super rezultaty w postaci poprawionej koncentracji i pamięci. O tak, moi drodzy, ta powieść działa cuda!

„Tylko oddech” Magdalena Knedler
Wzruszająca historia o dwóch siostrach, które by zacisnąć więzi, by poznać przeszłość jednego z bliskich dla kobiet mężczyzny, postanawiają wyruszyć w krótką wyprawę na Hel. Książka ta pokazała piękno rodzinnej miłości, pokazała piękne, ale również te niszczące relacje między  dwojgiem ludzi; pokazała ciężką przeszłość oraz uczucie wręcz zakazane. Rodzinna, wzruszająca, po prostu piękna historia, która łapie za serce!

„Harry Potter i Przeklęte Dziecko” J.K. Rowling, Jack Thorne i inni.
Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki i bardzo dobrze, tak właściwie mogłam jej nie czytać. Kocham Pottera, naprawdę, ta seria jest ze mną od dziecka, dlatego znam ją na pamięć i nadal uwielbiam całym sercem, jednak uważam, że ten scenariusz, który powstał przez kilku autorów, mógłby nie istnieć. Wydaje mi się, iż historia dziecka Pottera oraz dziecka Draco jest zbyt naciągana i zbyt niepotrzebnie się dłużąca. Cieszę się, że mogłam odstawić książkę na półkę, gdyż na pewno nigdy więcej do niej nie wrócę. O wiele bardziej kocham dawnego Pottera, aniżeli czterdziestoletniego ojca trójki dzieci.

„Zatoka” Agnieszka Wolińska-Wójtowicz 
Romantyczna, urokliwa historia otoczona krajobrazem polskiego Morza Bałtyckiego, małym miasteczkiem, sympatycznymi mieszkańcami. Powieść ciepła, ujmująca, przypominająca o pięknych, słonecznych wakacjach, o nowych początkach, lepszych startach, o sile przyjaźni i miłości od pierwszego wejrzenia.

„Światło anioła” Izabela Zawis
Książka przeczytana na jednym wdechu. Choć napisana bardzo przystępnym, dobrym stylem, historią nie urzekła mnie w żadnym stopniu. Przypomniała mi tylko o serii „Szeptem” oraz „Upadli”, lecz nie wniosła prawie nic nowego w świat aniołów czy demonów, pomijając inne nazwy. Mimo wszystko sama fabuła całkiem interesująca, jednak bardziej skierowana do młodzieży aniżeli osób dorosłych.

„Zła Miłość” Samanta Louis -> recenzja patronatu znajduje się tutaj.
Dobre, pochłaniające New Adult, które jest drugim dzieciątkiem autorki, a robi naprawdę świetne wrażenie. Historia nie taka łatwa jak się na pierwszy rzut wydaje; historia o trudnej miłości, o walce z samym sobą, o utraconej przyjaźni, wielkich zmianach w życiu. Naprawdę urzekająca powieść!

„Forever My Girl” Heidi McLaughlin -> recenzja znajduje się tutaj.
Porywająca, wzruszająca historiia o dawnej miłości. Jak to mówią „stara miłość nie rdzewieje”, i ta książka jest na to żywym dowodem. Mimo że na rynku jest wiele powieści o podobnej tematyce, to właśnie „Forever My Girl” potrafiło czymś do siebie przyciągnąć, czymś skusić i pozostawić w czytelniku ogromną chęć do obejrzenia filmu na podstawie książki!

„Jestem żoną terrorysty” Laila Shukri
Jak zawsze mocna, mrożąca krew w żyłach historia. Tym razem o żonie terrorysty. Temat jest wciąż aktualny, a Laila w doskonały sposób przybliżyła czytelnikom świat terroru, małych dzieci zwanych „lwiątkami kalifatu”, świat kobiet bojowników i tego, co nimi kieruje. Chociaż poprzednie książki Laili bardziej mną wstrząsnęły, ta również była dobra, mocna i brutalna w prawdzie, którą głosi.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o książki przeczytane w grudniu. Teraz możemy skupić się na kilku polecanych filmach, które obejrzałam w tym miesiącu. Zaczynamy od komedii romantycznej czyli „Bajecznie bogaci Azjaci” reżyserii Jona M. Chu; komedii wręcz porywającej. Może i ktoś by powiedział, że tematyka lekko oklepana, a nawet żałosna, jednak produkcja urzekła nas obie. Nawet nie wspomnę, ile już razy oglądała film Julia! Wspólnie obejrzałyśmy również bajkę (tak wiecie, dla rozluźnienia oczywiście) „Hotel Transylwania 3” reż. Genndy Tartakovsky, a na koniec istna wisienka na torcie, czyli „Narodziny gwiazdy” reżyserii wspaniałego Bradleya Coopera. Film zrobił ogromną furorę, wywołał burzę emocji, lawinę płaczu i wszystkiego, co najgorsze, a zarazem najlepsze. Muzyka odurza, aż chce się jej więcej, aktorzy grają fenomenalnie, natomiast całość prezentuje się wręcz niesamowicie!

Podsumowanie według Arystokratki J.:

W tym miesiącu ciut poprawiłam swoje czytanie, choć powiem szczerze, że było ciężko ze względu na święta. Mimo wszystko mogę powiedzieć, że łącznie przeczytałam osiem książek, jeśli oczywiście przewodniki się wliczają. Nie każdą jednak recenzowałam. Zaczynamy!

„Konsorcjum” A.S. Sivar -> recenzja znajduje się tutaj.
Ciekawa, piękna, erotyczna książka, która zachwyciła mnie w tym miesiącu! Bohaterowie nie raz sprawili, że śmiałam się do rozpuku, a akcja totalnie zaskakiwała! Bohaterki przypominały mi moją przyjaźń z Arystokratką A. Świat, który przedstawiła autorka spodobał mi się, a miłość, którą tam opisała, niejednokrotnie sprawiła u mnie dreszczyk ekscytacji!

„Forever My Girl” Heidi McLaughlin
Zniewalająca, obłędna i mocna! Z piękną muzyką dodatkowo. Wzruszająca historia o walce o rodzinę, dawną miłość. Łzy gwarantowane. Autorka zabiera czytelnika w swój świat i zaskakuje go barwną akcją i wspaniałymi bohaterami. Czy pierwsza, prawdziwa miłość jest w stanie wygasnąć na zawsze? Czy jest się w stanie zapomnieć o mężczyźnie, którego się tak mocno kochało, że w efekcie pękło serce? To wszystko zapewnia „Forever My Girl”, książka fenomenalna!


„Misfit” Kamila Głowacka -> recenzja znajduje się tutaj.
Kolejna książka, gdzie muzyka gra ważną rolę w życiu bohaterów. Tajemnica, którą skrywa, sprawia, że chce się ją jak najszybciej odkryć. Postacie z marzeniami, które napędzają ich do działania, do walki Uporanie się z przeszłością jest trudne, a patrzenie na to, jak robią to bohaterowie, pokazuje, że nie można się poddać.

„Mleko i miód” Rupi Kaur
Od zawsze kochałam poezję, a z Rupi zaczęła się moja głębsza przygoda z jej twórczością. Autorka pokazała mi każdy odcień, fragment kobiecości. Zachwyciła i ujęła mnie swymi tekstami, choć przyznam, że brakowało mi w nich czegoś, czego nie potrafię skonkretyzować. Mimo wszystko polecam za świetne wiersze!

„Miała dzikie serce” Atticus
Muszę przyznać, że zakochałam się w poezji Atticusa! Jego wiersze dotknęły mojej duszy i sprawiły, że miałam niedosyt jego poezji. Gdzie u Rupi Kaur zabrakło mi czegoś, to znalazłam to tu w „Miała dzikie serce”. Może chodziło o to, że ten przekaz był tak prosty, a zarazem tak prawdziwy, że podbił moje serce. Piękna, wzruszająca poezja Atticusa, którą gorąco polecam!

„Przewodnik. Miami i Florida Keys” National Geographic
Zawsze uwielbiałam czytać o innych miastach, ich najciekawszych miejscach czy ciekawostkach, a tu znalazłam wszystko to, czego szukałam. Poznałam bliżej Miami oraz Florydę, czułam się tak, jakbym tam była dzięki znakomitym fotografiom oraz opisom.

„Przewodnik. Wiedeń” National Geographic
Poznalam jedno z licznych miast bliżej, które tak pragnę zwiedzić, a dzięki przewodnikowi wiem lepiej, które miejsca zachwycają i sprawiają, że chce się je odwiedzić. Tak jak w przypadku pierwszego przewodnika, miałam wrażenie, że i w Wiedniu byłam. Piękne miasto, które mam nadzieję w przyszłości zwiedzić.

„Zła Miłość” Samanta Louis -> recenzja znajduje się tutaj.
Dobre New Adult, jednak zabrakło mi pewnego powera i ognia, dzięki któremu książka byłaby znacznie lepsza. Autorka dobrze opisała emocje, a czytelnik mógł niejednokrotnie mocniej wczuć się w lekturkę. „Zła Miłość” to już druga pozycja autorki, która zadebiutowała pozycją „Chłopak, który pokazał mi, jak żyć”.

Z filmów, które obejrzałam to „Alpha” reż. Alberta Hughes, następnie „Bajecznie bogaci Azjaci”, „Hotel Transylwania 3”, „Król Skorpion: Księga Dusz” reż. Chucka Russela. Właściwie w tym miesiącu sporo oglądałam, gdyż poszło jeszcze „Młodzież bez Boga” reż. Alaina Gsponera, „Narodziny Gwiazdy”, „Zamiana z księżniczką” reż. Mike’a Rohl oraz na koniec „Jumanji: Przygoda w dżungli” reż. Jake’a Kasdana.

Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!

stycznia 03, 2019

Chwytające za serca „Forever My Girl”!

Chwytające za serca „Forever My Girl”!

„Forever My Girl”
Autor: Heidi McLaughlin
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron: 253
Tłumaczenie: Izabela Żukowska

Cześć, kochani! Na dziś mam dla Was debiutancką książkę Heidi McLaughlin pt: „Forever My Girl”. W swoim czytelniczym życiu przeczytałam wiele romansów, ale wiele z nich nie było tak mocne jak ten debiut. Zaskoczył mnie, a historia wciągnęła dogłębnie. Gdy tylko zaczęłam czytać, nie potrafiłam się od niej oderwać, to było totalnie wciągające! Często szukając swojego prawdziwego „ja” uciekamy od teraźniejszego życia, od otaczających nas ludzi, niejednokrotnie ich krzywdząc. Czy podejmując pewne decyzje jesteśmy do końca pewni ich słuszności oraz konsekwencji? Zawsze jakiś głosik z tyłu głowy mówi, że jest jakieś „ale”. Bywa tak, że wyjeżdżając, by spełnić własne marzenie, możemy skrzywdzić osobę, która była dla nas całym światem. Tak się właśnie stało w przypadku Liama i Jojo.
Chłopak łamie serce ukochanej dziewczynie, z którą wiązał przyszłość, typowe idealne amerykańskie marzenie.


Liam wiódł życie usłane różami. Był szkolną gwiazdą futbolu, złotym chłopcem, jednakże zostawia wspólne plany z wymarzoną dziewczyną dla kariery muzycznej. Podejmuje egoistyczną decyzję mając na uwadze swoje dobro. Wyjeżdżając i zrywając z Jojo, łamie jej serce, które pod wpływem opuszczenia, pęka. Chłopak w nowym mieście wspina się po szczeblach kariery, dzięki czemu zostaje sławną gwiazdą rocka, za którą szaleje niejedna kobieta. Mimo wszystko po głowie wciąż chodzą mu myśli na temat dawnej ukochanej, myśli dotyczące powrotu. Dopiero nagła śmierć najlepszego przyjaciela powoduje jego przyjazd do miasteczka, z którego uciekł. Ten powrót wywróci życie Liama do góry nogami.

„Przeraża mnie myśl o umieraniu w samotności”

Ucieczka za swoim marzeniem ma swoje konsekwencje zwłaszcza, kiedy zostawia się ukochaną kobietę zamiast zabrać ją ze sobą. Życie Jojo po rozstaniu z chłopakiem rozpada się tak samo jak jej biedne, zranione serce. Nie potrafi uwierzyć w fakt, że Liam rzeczywiście ją zostawił, odchodząc. Nie dostała żadnych odpowiedzi na pytania, po prostu została z pustką. Porzucona z dnia na dzień próbuje radzić sobie jak najlepiej potrafi, a otaczający ją bliscy wspierają młodą kobietę, jak mogą. Po dekadzie jej myśli wciąż uciekają do byłego ukochanego. Minęło naprawdę sporo czasu, dzięki któremu Jojo pozbierała się, ułożyła życie u boku innego mężczyzny, w dodatku jest szczęśliwą matką Noaha. Gdy jednak dochodzi do straszliwej tragedii, jaką jest śmierć bliskiego przyjaciela, dziewczyn znów przechodzi załamanie, a przyjaciółka przeżywa istne piekło. Josephine nie spodziewa się, że Liam pokaże się na pogrzebie ich wspólnego przyjaciela. Kiedy ten zaskakuje wszystkich i pojawia się, przyciąga sporą uwagę mieszkańców oraz dawnych znajomych.

„— Muszę jednak wrócić do kota, bo wiesz, futrzak tęskni.
— Ale on cię nienawidzi”

Liam nie mógł zapomnieć o swojej byłej dziewczynie Jojo, do której nadal pałał uczuciem. Gdy pojawia się w rodzinnym miasteczku, postanawia najpierw zobaczyć dawną ukochaną. Piszę o niej piosenki, o ich miłości, której mu brakuje. W Beamount wszystko w nim odżywa na nowo, a czytelnik przeżywa to razem z bohaterem, który cierpi, patrząc na to, jak ukochana ułożyła sobie życie bez niego. Liam, pomimo wielu nocnych przygód z różnymi kobietami, nigdy nie zapomniał o największej miłości, czyli Josephine, którą pieszczotliwie nazywał Jojo.

„Uruchamia motocykl, którego drgania sprawiają, że po moich plecach przebiega dreszcz i natychmiast zaczynam rozumieć, dlaczego kobiety uganiają się za motocyklistami”

Uważam, że pierwsza, a zarazem ta prawdziwa miłość nigdy nie wygasa, a siedzi w naszych sercach, przypominając o sobie co jakiś czas. Tak też jest w przypadku głównych bohaterów Liama i Jojo. Muzyka, która jest jednym z ważniejszych elementów, dopełnia wspaniałe uczucie między postaciami, które połączyło ich dekadę temu. „Forever My Girl” jest jedną z ujmujących, słodko-gorzkich książek. Zachwyca swoją historią, ale i bohaterami, którzy dostarczają wielu emocji, tych radosnych, lecz i tych smutnych. Czytelnik zostaje rzucony na głęboką wodę, jeśli chodzi o ilość wylewanych uczuć. Od początku Heidi zabiera do smutnego, pogrążonego w cierpieniu świata Liama, w którym dominują przygody na jedną noc oraz muzyka, jakby nic innego się nie liczyło. Autorka po prostu zachwyca lekkim, naprawdę przyjemnym piórem, od którego nie sposób się oderwać. Pozycja pochłania, trzymając do ostatnich stron. Pamiętam, że co odłożyłam książkę na chwilę odsapnięcia, zaraz musiałam do niej wracać, gdyż tak kusiła i kusiła, a ja chciałam dowiedzieć się, co takiego wydarzy się dalej!

„— Mam na imię Peyton. Obejrzysz ze mną niedzielny mecz?
Patrzę na małą — to cały Mason, ma nawet na sobie jego druzynową bluzę.
— Cześć, Peyton. Jestem Liam i z przyjemnością obejrzę z tobą mecz”

Gorąco polecam tę powieść! Jest fenomenalna, a historia sprawia, że czytelnik ma ochotę bardziej się w niej zagłębić. Czytając „Forever My Girl” przeżywałam wiele emocji, a łzy lały się strumieniami. Paczka chusteczek jest konieczna! Oczywiście pojawili się tam bohaterowie, których szczerze nienawidziłam, a mianowicie Sam i Nick, natomiast do reszty zapałałam miłością! Utożsamiłam się z niektórymi cechami osobowości Liama i Jojo. Przeżywałam razem z nimi najgorsze, ale i najlepsze chwile. Autorka wprowadziła mnie w swój świat, w którym totalnie się zatraciłam, pokochałam i obecnie nie potrafię zabrać się za żadną inną książkę. Chociaż pojawiło się kilka wątków, które można było bardziej i lepiej rozwinąć, sama historia zawiera w sobie jakąś cząstkę magii, i to właśnie ona zbliża czytelnika do lektury, do bohaterów, do ich trudnej codzienności. „Forever My Girl” opowiada nie tylko o dawnej, utraconej miłości, lecz o ciężkiej walce, o silnych postaciach, o rodzinie, przeszłości oraz pięknych pasjach.
Żywię ogromną nadzieję, że pokażą się inne powieści Heidi. „Forever My Girl” złamało mi serce, a potem złożyło je na nowo. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych świetnych książek autorki! Jeżeli czujecie, że to Wasze klimaty, to koniecznie sięgnijcie po nią, ale nie zapomnijcie paczki chusteczek, bo łzy są gwarantowane, a wraz z nimi mocne przeżycia! Ja tymczasem idę leczyć swojego kaca książkowego!

Za przeczytanie książki dziękuję wydawnictwu NieZwykłemu

oraz dziewczynom z bloga: NieGrzeczne Dziewczyny Recenzują

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka.

stycznia 02, 2019

Ciepła, wakacyjna przygoda z "Zatoką"!

Ciepła, wakacyjna przygoda z "Zatoką"!

„Zatoka”
Autor: Agnieszka Wolińska-Wójtowicz
Kategoria: literatura kobieca
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 333

Kiedy zima srogo puka do naszych drzwi, my możemy jedynie ratować się ciepłym kocem, zapachowymi świeczuszkami, klimatycznymi lampeczkami oraz, co oczywiście najbardziej istotne, przyjemną w odbiorze książką. A co, jeśli ta książka będzie czymś więcej niż przyjemną chwilą? Co, jeśli dostarczy Wam utęsknionej, letniej atmosfery, tego nadmorskiego klimatu i polskich realiów z uciekającą panną młodą w roli głównej? O tak, kochani, właśnie dziś mam taką oto powieść, która rozgrzeje Wasze serduszka, rozmrozi ciało, da trochę ciepła, Morza Bałtyckiego, drinków z parasolką i… ciekawych przyjaciół bohaterki. Zaczniemy jednak od początku.

„Kochała Bałtyk miłością wierną i wzajemną. Zawsze czuła się tu dobrze, zawsze morze koiło jej smutki, żale, tęsknoty. Wakacje nad morzem to był czas obowiązkowy w jej dotychczasowym życiu. Tu nabierała sił, dystansowała się do spraw codziennych i marzyła o miłości”

Historia przedstawia losy, tak jak napisałam powyżej, uciekającej panny młodej. Mowa oczywiście o Agacie, pięknej, prostolinijnej kobiecie, która wydawałoby się, spełni swoje marzenie, stanie na ślubnym kobiercu z kimś, kto ją kocha nad życie, z kim chce spędzić resztę swoich dni, z kim założy rodzinę. Niestety z pewnych przyczyn Agata ucieka sprzed ołtarza, wyjeżdżając tam, gdzie, jej zdaniem, zdobędzie upragniony teraz spokój ducha oraz poukłada sobie wiele spraw. Trafia więc na plebanię do sympatycznych, wesołych, ironicznych zakonników, chętnych do udzielenia pomocy. Zatrudniają dziewczynę jako gosposię i chociaż plotki mieszkańców rozpoczynają podróż, nikt się tym nie przejmuje. Agata rozpoczyna nowe życie, zdobywa lekką pracę, znajduje przyjaciółką w wieku całkiem odległym od jej własnego. Brakuje jedynie tego czegoś, co napędziłoby kobietę do działania. Brakuje prawdziwej, pełnej pasji i namiętności miłości. Z drugiej strony pojawia się także historia Piotra, mężczyzny dojrzałego, z ogromnym bagażem życiowym, uroczą, siedemnastoletnią córką, z którą widuje się naprawdę rzadko. Piotr, chociaż w miarę spełniony, poniekąd czuje się samotny, wiedząc, że ukochana córeczka, Amelka, niebawem wyfrunie w dorosłe życie, natomiast on pozostanie sam z zasilonym kontem bankowym, ładnym samochodem, drogimi ubraniami. Losy dwójki głównych bohaterów tak się przeplatają, że tworzą ciekawą, wybuchową mieszankę, o której warto poczytać!

„Potem ona zniknęła za wahadłowymi drzwiami hotelu, a on jak rozpalony uczniak wracał do domu grubo po północy. Na niebie pojawiały się już pierwsze zorze i co poniektóre mewy zaczynały krążyć, budząc pozostałe. A Piotr czuł tylko ciepło pocałunku i zapach mocnych kobiecych perfum”

„Zatoka” to naprawdę urocza, chwytliwa historia, którą wręcz połyka się w całości. Chciałam ją dawkować, jednak co odłożyłam książkę na bok, ciągle coś mnie do niej wzywało, kusiło. Tak więc praktycznie w jeden dzień zdążyłam zapoznać się z losami Agaty i Piotra, dwójki tak różnych bohaterów, którzy mimo wszystko gdzieś w środku mają małe, przyciągające podobieństwa. Oboje złaknieni miłości, prowadzą różny tryb życia, byleby znaleźć to, czego szukają. Moja imienniczka, która rzeczywiście wielokrotnie była tak bardzo podobna do mnie, zadomowiła się na plebanii wśród dobrodusznych zakonników. Choć taki nadmierny kontakt z kościołem czy religią niezbyt mi się podoba, tutaj wręcz polubiłam ojca Krzysztofa czy Cygana. W szczególności tego drugiego za poczucie humoru, ironicznie komentarze i jego widoczną dobroć. Nie dziwię się, że Aga miała z nimi tak świetny kontakt, to doprawdy równi sobie ludzie, z którymi można wypić herbatkę, poopowiadać zabawne historie czy zwierzyć z trudnych chwil w przeszłości. Agata znalazła więc wielu wspaniałych przyjaciół w tym jedną wybitnie sympatyczną Amelię, córkę Piotra. Te kobiety, choć dzieli ich ogromna różnica wieku, tak się ze sobą związały, że bardzo kibicowałam tej uroczej relacji.


Książka spowodowała, że na moment zapomniałam o panującym za oknie mrozie, o śniegu i przygotowaniach do Bożego Narodzenia. Miałam okazję wrócić wspomnieniami do okresu wakacyjnego, do pięknego nadmorskiego klimatu, plażowania, turystów, otwartych knajpek serwujących najlepsze jedzonko; poczuć morską bryzę, powiew wiatru znad wody. To właśnie coś, co czeka na Was, jeśli sięgniecie po „Zatokę”. To również ciepła, wzruszająca powieść, która ukazuje siłę przyjaźni pomimo różnic wieku, ukazuje poszukiwanie prawdziwej, pięknej miłości, ale i o tym, co siedzi głęboko w człowieku. Nie mogę też pominąć miejscowości, w której rozgrywa się akcja. Zatoka kupiła mnie w całości, naprawdę. Z przyjemnością wybrałabym się do tego małego miasteczka, gdyż autorka w tak świetny, zaskakujący sposób opisywała Zatokę, iż oczami wyobraźni widziałam niewyobrażalnie piękne miejsce z wyjątkowymi, sympatycznymi mieszkańcami. Co prawda powieść jak najbardziej przypadła mi do gustu, była lekka, ciepła, dająca sporo emocji, jednak mimo tych wszystkich plusów, czegoś mi zabrakło. Takiej drobnej iskierki, która rozpaliłaby do czerwoności, zabrała w wir namiętności. To była bardzo spokojna, kameralna opowieść o miłości, jednak i tak będę z ręką na sercu ją polecać. W końcu każda książka ma swe wady, nawet te z pozoru idealne! Teraz tylko niech „Zatoka” zabierze Was na krótkie, wręcz ekspresowe, wakacje nad Bałtyk, gdzie spotkacie uczucie jak z bajki!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania,
Arystokratka A. w przebojowym, wakacyjnym nastroju.

Duża dawka emocji czyli „Paleta uczuć”

„Paleta uczuć” Autor: Renata Czaban-Kryczka Kategoria: literatura obyczajowa/romans Wydawnictwo: Novae Res Stron: 488 Pierwsza...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger