listopada 26, 2018

Wywiad z D.B. Foryś! Autorką "Tylko Żywi Mogą Umrzeć"

Wywiad z D.B. Foryś! Autorką "Tylko Żywi Mogą Umrzeć"
Dzień dobry, kochani! 

Ku Waszej uciesze przychodzimy dziś z czymś całkiem nowym, z czymś, czego jeszcze na naszym blogu nie było. O czym mowa? Oczywiście, że o wywiadzie z autorką książki, której Arystokratki patronują!


Żeby móc w pełni cieszyć się tym wywiadem, koniecznie przed rozpoczęciem czytania sięgnijcie po coś do picia (najlepiej jednak skorzystać z propozycji napojów bez procentowych!), coś do przekąszenia (mmm, czekolada aż woła z półki, by ją otworzyć!), jakiś ciepły kocyk, i jazda. Przed nami pierwszy na blogu wywiad z autorką, której debiut będzie miał premierę jeszcze w tym miesiącu! Mowa oczywiście o D.B. Foryś, niesamowitej Wrocławiance, wybuchowej mieszance humoru oraz dobrego pióra. Wykształcona programistka, zapalona miłośniczka literatury raczej fantastycznej. Jak mówi „ciężko mi tworzyć fabułę, w której nic z nieba nie spada lub spod ziemi nie wychodzi”. Cieplutko (i może trochę demonicznie) zapraszamy na wywiad z autorką debiutującego „Tylko Żywi Mogą Umrzeć”, książki objętej naszym patronatem! 



1.   Podstawowe, lecz zawsze gnębiące nas, pseudodziennikarzy, pytanie brzmi zwyczajnie prosto: co daje ci możliwość pisania? Oczywiście, to na pewno rozwija umiejętności twórcy, ale z pewnością jest coś poza tym, prawda?

Chyba po prostu szczęście. Kiedy siadam do pisania, ogarnia mnie stan flow. Wszystko robi się samo. Życzę każdemu, aby znalazł dla siebie coś, co go tak pochłonie bez reszty.

2.   Czy inspirowałaś się czymś konkretnym przy tworzeniu swojej debiutanckiej powieści? Serialem, filmem, książką, a może muzyką lub czymś, co wydawałoby się mało istotne dla odbiorcy? Jeśli powiesz, że jakimś cudem zainspirowałaś się słynnymi (wiem, że je znasz!) puszkami Andy’ego, to będę słać pokłony! :D

Zainspirował mnie serial „Supernatural”, chociaż książka nie ma z nim praktycznie nic wspólnego, poza oczywiście demonami. Ale sam ten motyw tak się mnie uczepił, że fabuła powstawała i rozwijała się w mojej głowie, aż postanowiłam ją spisać, bo spać po nocach nie mogłam! Sny też miewałam kolorowe :)

3.   „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” to urban fantasy, pojawiają się demony, duchy oraz wszelakie rytuały związane z tym światem. Czy były fragmenty, których osobiście się bałaś lub w jakiś sposób przerażały Cię? Słyszałyśmy przecież, że taki Stephen King boi się horrorów, a przecież je pisze, więc to całkiem dobry sposób na pozbycie się tego lęku, czyż nie?

Może zacznę od tego, że za horrorami nie przepadam, ale po obejrzeniu tylu sezonów „Supernatural”, niewiele człowieka już może wystraszyć, hihi. Nie mam pojęcia skąd, lecz ciągnie mnie do tych tematów i niezwykle łatwo przychodzi mi ich opisywanie. Znacznie szybciej stworzę scenę nawiedzenia przez ducha niż dajmy na to typowy romans. Niestety trzeba było się z tym pogodzić i pisać paranormalne fantasy…

4.   Często autorzy tworzą postaci, które mają swoje ucieleśnienie w prawdziwym życiu twórcy. Czy taka Tess lub Kilian (och, ile bym dała, żeby taki istniał!) także są bohaterami, których tworzyłaś na wzór kogoś znajomego, kto stąpa sobie po naszym świecie?

Och, takiego Kiliana to i ja bym przygarnęła :) Kiedy tworzyłam bohaterów, nie wzorowałam ich na nikim realnym. Przynajmniej nie celowo. Jak to zawsze mówią? Zbieżność sytuacji, osób i nazwisk jest przypadkowa? Ale też nie upieram się, że nie otrzymali oni jakichś cech po ludziach z mojego otoczenia. Tessa boi się duchów po mnie, imię nosi po mojej mamie. Remi jest irytujący po moim eks, haha. Za to Gabriela porównałabym do Roba Lowe w serialu „You, Me and the Apocalypse”. Gdybym się tak zaczęła zastanawiać, pewnie znalazłoby się tego więcej.

5.   Swoje prace publikowałaś, i do dziś publikujesz, na Wattpadzie. Co Cię kiedyś podkusiło, aby to właśnie tam wrzucić swoje teksty? Czy miałaś kiedykolwiek jakieś obawy związane z publikowaniem w sieci?

Nie, nie miałam żadnych obaw. Wtedy nigdy bym nie pomyślała, że uda mi się kiedyś wydać powieść. Dopiero zaczynałam bawić się pisaniem i szukałam po prostu opinii kogoś z zewnątrz. I je otrzymałam. Nawet całkiem sporo, niektóre wręcz wiele mnie nauczyły. Poznałam tam też kilka cudownych osób. Ponadto moja praca została doceniona w Wattys, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Z perspektywy czasu uważam, że dołączenie do Wattpada było świetną decyzją.

6.   Jak działa na Ciebie krytyka? Jak dobrze wiemy niektórzy autorzy reagują agresją, inni czują się mocno urażeni, drudzy biorą na wszystko poprawkę, sprawdzając, czy krytyka jest uzasadniona czy nie. Były momenty, kiedy miałaś ochotę rzucić w kogoś pomidorem za krytykę w stronę twoich tekstów?

Nie przypominam sobie, ale też ciężko mnie obrazić. Lubię krytykę, oczywiście tę konstruktywną, która może mi pomóc w przyszłości. Jestem wręcz na nią otwarta, zachęcam każdego do pisania do mnie, jeśli będzie chciał podzielić się swoimi spostrzeżeniami po lekturze. Ważne, by mieć dobre argumenty. Podpowiem, „bo tak” do nich nie należy :)

7.   Czy było Ci ciężko wczuć się w opisywaną historię? Jako autorki niejednokrotnie mamy problem z tworzeniem pewnych scen. Ja tych bardziej emocjonalnych lub komicznych, Jula ze scenami dziejącymi się, na przykład, w kosmosie. Jak jest z Tobą? Co sprawia Ci największą trudność?

Koszmarem, po prostu makabrycznym, jest pisanie z męskiej perspektywy. Nie czuję tego totalnie i mam wrażenie, że nie brzmi to ani trochę prawdziwie, więc trzymam się od tego z daleka. Poza tym też teksty obyczajowe czy typowe romansidła jakoś ze mną nie współpracują. Mogę przez godzinę wpatrywać się w pustą kartkę i nic, ale daj mi kwadrans, a opiszę niezłą scenę walki!

8.   W trakcie pisania masz jakieś swoje własne rytuały? (Boże broń, żebyś przypadkiem nie wyjawiła nam tu, że tak naprawdę zanim przystąpisz do pisania, składasz ofiarę jakiemuś bóstwu, by wena tak szybko nie wygasła! :D). Musi być kawka, herbatka, spokój, muzyka?

Cisza, że ani mrumru, kawusia, papierosek i wysiedziane już miejsce na łóżku w mojej sypialni. Inaczej nie umiem. Tam jest chyba taka specjalna aura, wiecie? Jakoś mnie tak kusi, woła, przyciąga, że jak już usiądę, piszę i wsiąkam na godziny, czasem dni.

9.   Odbiegając od tematu pisarstwa. Masz może książkę, która spowodowała Twoje zamiłowanie do czytania lub nawet pisania?

Na początku był chaos. Potem pojawiły się znienawidzone lektury czytane z przymusu, następnie długo, długo nic, aż odkryłam „Alchemika” Paulo Coelho. To pierwsza książka, którą przeczytałam z własnej woli. I od razu pojawiła się miłość. Dozgonna, wieczna, fantastyczna.

10.        Gdybyś miała dać trzy konkretne rady dla początkujących autorów, którzy dopiero zabierają się za pisanie, jak by brzmiały?

Pisz, pisz i jeszcze raz pisz. Potem pytaj, poprawiaj, zaczynaj od nowa. Następnie powtórz i tak aż do skutku. A, i jeszcze dużo czytaj!

11.        Masz jakieś motto, którym kierujesz się w życiu? A może to cytat z ulubionej książki czasami daje Ci porządnego kopa do działania?

Oczywiście, że mam. Jednak lekko niecenzuralne, więc może zachowam je dla siebie… Natomiast „Jak czegoś nie wolno, ale się bardzo chce, to można” całkiem do mnie pasuje. Plus oczywiście nieśmiertelny tekst Marii Czubaszek: „Życie jest za piękne, żeby żyć normalnie”.

12.        Co odczuwasz, mając świadomość, że niebawem Twoja pierwsza książka ma trafić w ręce czytelników?

Podekscytowanie, odrobinę strachu i dumę, że udało mi się spełnić swoje życiowe marzenie. Mogę już spokojnie umierać z uśmiechem na ustach.

13.        Skąd pomysł na właśnie taką tematykę powieści?

Zdaje się, że stąd, żeby dodać do szarego życia odrobiny koloru. Fantastyka jest nierealna, więc można zaszaleć i stworzyć coś mało prawdziwego, a i tak nikt nie powie, że nie można.

14.        Z jaką postacią „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” najbardziej się utożsamiasz? Komu oddałaś swoje serce, kogo pokochałaś, a kogo szczerze znienawidziłaś w trakcie procesu twórczego?

Napiłabym się whisky z Tessą, zjadła tort z Kilianem, pozwoliła się zaadoptować Gabrielowi i zapolowałabym na duchy z lekko irytującym Remielem. Więcej grzechów nie pamiętam.

15.        Kto jest twoim guru pisania, przewodnikiem po świecie literackim?

Paulo Coelho oczywiście. Chociaż ma sporą konkurencję, gdy zastanawiam się, czy czytać, czy obejrzeć film. Wtedy tylko Tarantino. Uwielbiam też Marię Czubaszek. Właśnie tak wyobrażam sobie siebie na starość. Wesołą, uzbrojoną w sarkazm i papierosa :)

16.        Pisząc, autor często nieświadomie przypisuje swoim bohaterom pewne swoje cechy osobowości, a jak było w Twoim przypadku? Któremuś z bohaterów dałaś jakąś cząstkę swoich cech?

Możliwe, że Tessa jest lekko narwana i niecierpliwa po mnie. Gdy coś jej się przytrafia, mimowolnie patrzę na to ze swojej perspektywy. Zastanawiam się, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. A ja bym nie czekała!

17.        Wprowadziłaś do świata powieści jakieś wydarzenie ze swojego życia, które potrzebowałaś przelać na papier? Niewątpliwie nie mówię tu o walce z demonami, bo to raczej mało prawdopodobne, prawda? Chyba że o czymś nie wiemy :D

Codziennie walczę ze swoimi demonami, jak chyba każdy. Sporo było takich wydarzeń, dialogów czy sytuacji, które kiedyś mi się przytrafiły i które gdzieś tam wplotłam w fabułę.

Na pewno kojarzę jedną, kiedy ktoś mi zarzucił, że nie da się przejść w samochodzie z przedniego siedzenia na tył i zajrzeć do bagażnika, jadąc (oczywiście jako pasażer) sto na godzinę. Cóż, da się. Nawet paląc papierosa.

18.        Na zakończenie pytamy o dalsze plany wydawnicze. Jak to z nimi wygląda?

Najpierw chciałabym dokończyć cykl Tessa Brown. W zamyśle będzie miał łącznie trzy części (druga już napisana) oraz trzy krótkie opowiadania. Jedno można przeczytać w antologii grupy literackiej Ailes „Godzina Diabła”, drugie przeczytacie w jeszcze nieopublikowanym zbiorze „Deszczowe Sny”, natomiast trzecie znajdzie pewnie niedługo dla siebie dom. Potem zobaczymy. Mam już pomysł i plan na kolejne powieści, ale najpierw chcę skończyć to, co zaczęłam. Małymi kroczkami do celu.

Oczywiście ogromnie dziękujemy za poświęcony czas i odpowiedzi, to zaszczyt móc patronować Twoją książkę, która jest niezwykle zabawna, pełna akcji oraz świetnych bohaterów, których nie da się nie polubić. Życzymy jeszcze więcej sukcesów i do usłyszenia!

Dzięki! :)





Przypominamy, że recenzja książki D.B. Foryś znajduje się właśnie tutaj.

listopada 23, 2018

Przedpremierowo pierwszy patronat. Demony, apokalipsa i ciasteczka, czyli "Tylko Żywi Mogą Umrzeć!" debiutującej D.B. Foryś

Przedpremierowo pierwszy patronat. Demony, apokalipsa i ciasteczka, czyli "Tylko Żywi Mogą Umrzeć!" debiutującej D.B. Foryś

„Tylko Żywi Mogą Umrzeć”
Autor: D.B. Foryś
Kategoria: fantastyka, romans
Wydawnictwo: e-bookowo
Stron:  388
PATRONAT ARYSTOKRATEK!

Recenzja Arystokratki A.:

Czy są na sali jacyś fani urban fantasy z domieszką romansu, dużej dawki humoru, fenomenalnych bohaterów i wartkiej akcji? No oczywiście, że znajdzie się parę takich osób, a to bardzo dobrze, gdyż dziś przychodzimy do Was z podwójną recenzją naszego pierwszego patronatu. Powieść D.B. Foryś to debiut, który naprawdę jest warty zakupu. Pierwotną wersją poznałam na Wattpadzie, portalu dla pisarzy-amatorów, i zakochałam się w tej historii doszczętnie. Z ręką na sercu oświadczam, że ani nie da się nudzić, ani ziewać, ani bezczelnie przewijać stron, nie czytając każdego fragmentu (niektórych nawet po kilka razy, aby ponownie móc się pośmiać!). „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” to pierwszy tom z cyklu Tessa Brown o niezastąpionej, niesamowitej łowczyni demonów, która sama jest bytem… raczej nie do końca w pełni człowieczym. Zacznę jednak od początku, gdyż wraz z Julią postanowiłyśmy napisać dwie recenzje w jednej.
Historia opowiada o wspomnianej Tessie Brown, za dnia sarkastycznej barmanki, w nocy groźnej Nocnej Zmorze, łowczyni demonów, która z przyjemnością posyła te podstępne kreatury z powrotem do Piekieł, lub zabija je, jeśli zajdzie taka potrzeba. Gdy któregoś dnia z klasztoru znika stary krucyfiks, życie Tessy nabiera tempa i całkowicie się zmienia, kiedy wyrusza na misję, a w międzyczasie poznaje tajemniczego, a zarazem uroczego Kiliana, demona imieniem Deamon, czy rusza na łowy w wiele miejsc na świecie, by ukończyć ciężkie zadanie. Nadchodzi Apokalipsa, świat zmierza ku końcowi, ale spokojnie, za tym całym chaosem czeka niezła ekipa, która ma w planie uratować ludzkość, a nawet zrobić coś znacznie więcej.

„Uświadomił, że miałam do wyboru dwie opcje: poddać się i pozwolić, by diabeł przejął całkowitą kontrolę, lub walczyć, aby udowodnić sobie oraz innym, iż ludzie nie byli z natury źli, a jedynie stawali się tacy, bo tak było łatwiej”

Tak, jak wspomniałam, historię poznałam już kilka lat temu, jednakże czytając ją ponownie, teraz, byłam tak samo przejęta, tak samo zafascynowana. Tę książkę po prostu się pochłania ze względu na lekkie pióro autorki, humorystyczne wstawki, świetne opisy akcji, dialogi bohaterów, nienudną fabułę, która została dopięta na ostatni guzik, tak więc szczyci się wszystkim tym, co powinno spodobać się fanom nie tylko fantastyki, ale także romansu. Od początku aż do końca mamy do czynienia z narracją z perspektywy Tess, głównej postaci, z którą, gdyby była taka możliwość, z przyjemnością napiłabym się szklanki whisky i pogadała na ciekawe, demoniczne tematy. To świetnie stworzona bohaterka, prawie nic jej nie brakuje, poza faktem, że czasami mogłaby spuścić z tonu, uspokoić te swoje zszargane nerwy i ładnie pokiwać głową w stronę tego, kto ewidentnie ma rację. To typowa niezależna kobieta, da sobie radę nawet w najtrudniejszych sytuacjach, niełatwo się zakochuje, ale jeśli to robi, to całym sercem. Nie pała uczuciowością czy romantycznością, powiedziałabym, że pewnie uważa to za żałosne, jednak gdy spotyka tego kogoś potrafi trochę bardziej się rozczulić, oczywiście wtedy, kiedy nikt nie patrzy. Wraz z Kilianem, swoim partnerem w zbrodni, tworzą niezastąpiony, mój ulubiony duet! Ich cięte riposty, docinki, dokuczanie czy nawet ta scena w camaro Kiliana, to fragmenty, które czyta się z bananem na twarzy. Śmiech i łzy ze śmiechu to nieodłączna część przy czytaniu tej historii.

„— Lodówka jest pusta — mruknął Gabe, gdy powolnym krokiem dotarłam do kuchni. — Są tylko pikle i słoik majonezu, ale możesz zjeść batoniki, jeśli chcesz.
— Skąd je masz? — zapytałam ze zdziwieniem zauważając arabskie znaki na opakowaniu.
— Zabrałem z minibarku.
— Ukradłeś to z hotelu? — pisnęłam. — Gabe, tak nie wolno!
— Aj tam. — Machnął ręką. — Jak czegoś nie wolno, ale się bardzo chce, to można”

Nie mogę pominąć Gabriela, jednego z moich ukochanych bohaterów (rany boskie, a kto tu nie jest moim ulubieńcem?). To egzorcysta i proboszcz, a zarazem mały złodziejaszek, dobry przyjaciel oraz żartowniś. Nie da się go nie polubić za całokształt! Oczywiście na liście ulubieńców znajduje się także Kilian i ten jego zapał do słodyczy oraz Deamon, nawet bez wkurzającego Remiela nie wyobrażam sobie tej powieści.


Ogromnie podoba mi się obrana tematyka, połączenie elementów fantastycznych z przyziemnymi. Autorka zresztą nie pisze nam o głupotach, pojawia się wiele wątków bardziej znanych lub mniej, choćby skarabeusze. Mamy demony, mamy misję, którą trzeba doprowadzić do końca, mamy fantastycznych, wielobarwnych, charakterystycznych bohaterów, akcję na pełnym gazie (niekiedy także zwalnia, co pozwala na chwilowe zatrzymanie się, przemyślenie, co się wokół dzieje, obadanie sprawy i przyjrzenie się postaciom), podróże, uczucia, konflikty (nawet te rodzinne!), rozwijającą się, emocjonalną relację, żarty, sarkazm, ironię i oczywiście ciasteczka!

„— Nic. — Przyciągnął mnie bliżej siebie. — Myślałem, że zemdlałaś, czy coś.
— To się nazywa „spanie” — stwierdziłam z irytacją. — Pojechałeś z tym dramatyzmem. Nie ma co…”

„Tylko Żywi Mogą Umrzeć” to książka warta przeczytania, to książka, którą pochłania się w zawrotnym tempie, dając czytelnikowi to, co lubimy najbardziej. Nie brakuje niczego, naprawdę niczego!, chyba że mówimy o kolejnym tomie, to tak, już mi go brak, gdyż smutno mi rozstawać się z moimi ulubionymi bohaterami, świetną akcją i całą tą otoczką znaną dla powieści. Horror, romans, fantastyka — to wszystko zapewni Wam TŻMU. Osobiście bardzo, ale to bardzo dziękuję Di, autorce, za dopisek w podziękowaniach, jest mi niezmiernie miło i cieszę się, że uwzględniłaś mnie w tym zacnym gronie! Bardzo dziękuję również za możliwość ponownego wkręcenia się w ten znakomity świat przedstawiony, za ebooka oraz w późniejszym czasie papierową wersję, której nie mogłam się doczekać od lat, oraz za możliwość objęcia Twojego debiutu patronatem. To cudowna chwila i mam nadzieję, że jeszcze będzie takowych wiele!

Buziaki i do poczytania!
Arystokratka A./Aga

Recenzja Arystokratki J.:

Cześć, kochani! Na dziś mam dla Was debiutancką książkę D. B. Foryś pt: „Tylko żywi mogą umrzeć”. Powiem Wam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a czytało mi się ją bardzo dobrze. Temat, który poruszyła autorka w książce jest bardzo dobrze znany czytelnikom. Czytałam już kilka książek o takiej tematyce, ale tylko kilka skradło moje serce, w tym „Tylko Żywi Mogą Umrzeć”. Pokochałam styl D.B. Foryś. Jest lekki, dzięki któremu czyta się tę lekturkę szybko, ale też przyjemnie. Moja przygoda z Tessie dopiero się zaczęła i już nie mogę się doczekać, kiedy poznam jej dalsze części. Ale zacznijmy od początku.


„— Piwo? — powtórzyłam. — Ty chyba nigdy piwa nie piłeś, skoro uważasz, że to coś zasługuje na takie miano”

Od pierwszych stron polubiłam, a wręcz pokochałam główną bohaterkę. Spodobał mi się świat, który został wykreowany przez autorkę. Uwielbiam tę mroczną, pełną tajemnic, emocjonalną rzeczywistość z domieszką miłości. Każdy z nas wierzy w co innego, w inną prawdę, czy chociażby w istoty nadnaturalne, w niebo, czy piekło. Każdy kryje w sobie inną tajemnicę, jedną mroczniejszą od reszty, tak też jest z Tessie, z łowczynią demonów. Większość ludzkości odrzuca myśl o istnieniu demonów albo po prostu nie chce w to wierzyć. Nie dopuszczają do tego, a w chwili zagrożenia jest już za późno. To właśnie rzeczywistość, w której po uszy zanurzona jest główna bohaterka. Rzeczywistość mroczna, a zarazem niebezpieczna.

„— Tylko nie mów, że ci to smakuje. — Skrzywiłam się na samo wspomnienie tej mulastej zawiesiny.
— Żartujesz? — stęknął. — Najgorszemu wrogowi bym tego nie podał”

Część osobowości Tessie należy do świata Podziemi, do świata demonów. Wyczuwa je, poluje na nie. Usuwa je z rzeczywistości ludzi, by ci nie byli krzywdzeni. Gardzi demonami, które patrzą tylko na swoje dobro, na swoją korzyść. Kiedy poznałam opiekuna Tessie, Gabriela, polubiłam go, za jego teksty, za jego poczucie humoru, za jego charakter, który jest niepowtarzalny. Inna sprawa się ma w przypadku Remiela, którego nie potrafiłam zdzierżyć od pierwszych stron, kiedy tylko się pojawił. Z miejsca chciałam zrobić mu krzywdę, bo nie podobało mi się to, w jaki sposób traktował Tessie. Znacie magnetyzm fizyczny, który sprawia, że tracimy rozum razem ze zdrowym rozsądkiem? Mimo braku miłości pomiędzy Tessie i Remielem pozostał między nimi fizyczny magnetyzm, przez który bohaterka nie mogła myśleć logicznie i dała upust swoim pragnieniom, swojemu pożądaniu.

„— A chcesz się o tym przekonać, debilu?! — krzyknął wściekle.
— Sam jesteś debilem, debilu! — Demon wyszedł mu naprzeciw.
— Obaj jesteście debilami”

Jak w każdej książce znajdzie się jeden, a nawet kilku bohaterów, do których czytelnik nie zapała zadowoleniem ani chęcią, prędzej  niechęcią czy choćby nawet nienawiścią. Tak też było w moim przypadku. Znienawidziłam  Remiela, a także Leo. Inna sprawa miała się w przypadku Kiliana, w którym się zakochałam i oddałam serce. Zdobył je niemal natychmiast, gdy poznałam jego poczucie humoru wraz z charakterem. Kiedy główni bohaterowie spotkali się, widać było brak zaufania, którym wzajemnie się obdarowali. Zabawnie było czytać o sytuacjach, gdzie robili sobie nawzajem złośliwości albo walczyli ramię w ramię.

„— Normalny facet dałby dziewczynie kwiaty albo jakąś czekoladę. — Kucnęłam. — Wiesz o tym?
— Przecież sama stwierdziłaś, że nie jestem normalny”

Jak daleka jest granica pomiędzy nienawiścią a miłością? Bardzo cienka. Fajnie było patrzeć jak z rozdziału na rozdział, z akcji na akcję, Tessie wraz Kilianem nabierali do siebie zaufania, ale także zaczynało kiełkować uczucie, które jak się wydawało nie mogło być szczęśliwe. Apokalipsa, która rozpętała się na Ziemi sprawia, że bohaterowie zacierają ręce i próbują ją powstrzymać. Na to słowo u człowiek roi się od przeróżnych myśli, czy chociażby wizji końca świata. Podświadomie szykuje się na to, co ma się stać albo chce stawić temu czoła i zapobiec tragedii.

„— Suka! — prowokująco rzucił obelgą.
— Mawiano gorzej. — Wzruszyłam ramionami. — Będzie się mazać, czy pokażesz, na co cię stać?”

Odczuwałam te same emocje, te same humorki, te same rozterki, ten sam strach, co bohaterowie. Czułam się tak, jakbym siedziała w głowie Tessie. Odbywałam każdy wyjazd, każdą wyprawę w nieznane. Co byś zrobił, gdyby ktoś powiedział ci, że istnieje możliwość zatrzymania apokalipsy? Tessie wraz z Kilianem, Gabrielem, Leo i Remielem poszukują ważnych artefaktów, które są w stanie pomóc w całej procedurze powstrzymania końca świata. Podziwiałam każdy zakątek, w który się udawali. O mały włos zapomniałabym o jednej postaci, o postaci tak samo pięknej, jak i mrocznej, a mianowicie o Deamonie, w którym także się zakochałam.

„— Tak, jestem gotowy — poinformował, wycierając ręcznikiem wilgotne włosy. — Dzięki, staruszku, że mogłem skorzystać z prysznica. — Zerknął na Owena. — Ta narwana baba nie pozwoliła zrobić żadnego dłuższego postoju, abym mógł się odświeżyć.
— Nie marudź — warknęłam. — Dobrze wiedziałeś, że nie jedziemy na wakacje”

Gorąco polecam tę pozycję! Kochani warto warto i jeszcze raz warto! Wciąga od pierwszych do ostatnich stron, nie pozwalając się wyrwać ze swoich szpon. Historia Tessie i Kiliana jest piękną, wzruszającą i pełną emocji opowieścią o miłości, a dokładnie o powstawaniu miłości, o jej rozkwitaniu, o walce o lepsze jutro, a także poznawaniu lepiej swojej natury i swego celu w życiu. Płakałam, śmiałam się, wzruszałam, bałam, a wręcz momentami byłam przerażona. Moim zdaniem autorka spisała się na medal wydobywając u czytelnika każdy rodzaj emocji po strach do łez, do śmiechu. Kocham tę historię, kocham Deamona, Kiliana, pokochałam Tessie, a u mnie to różnie bywa z głównymi bohaterkami. Jedne uwielbiam, a zaś innych nie cierpię. Tessie zdecydowanie jest w pierwszej kategorii. Uwielbiam Gabriela za jego podejście do życia. Ta książka trzyma mnie i powiem szczerze, że mam kaca książkowego. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części o losach moich ukochanych bohaterów. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego pierwszego patronatu. „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” to rewelacyjna książka, która sprawi u niejednego czytelnika wachlarz emocji, to szalona jazda bez trzymanki na rozpędzonym rollercoasterze!

Jeszcze raz ogromnie dziękujemy za możliwość objęcia powieści patronatem, jesteśmy bardzo uradowane i ogromnie polecamy tę książkę! 

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

listopada 18, 2018

Cztery bohaterki, jedna ujmująca historia i brutalna przeszłość w tle, czyli "Ślad po złamanych skrzydłach"

Cztery bohaterki, jedna ujmująca historia i brutalna przeszłość w tle, czyli "Ślad po złamanych skrzydłach"

„Ślad po złamanych skrzydłach”
Autor: Sejal Badani
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Kobiece
Stron: 488
Tłumaczenie: Barbara Kardel-Piątkowska

„Ślad po złamanych skrzydłach” to nie taka łatwa lektura, na jaką wygląda. Z pozoru piękna, barwna historia o rodzinie w środku okazuje się być ujmującą, przygnębiającą, smutną opowieścią o przeszłości, o przemocy, o brutalnym dzieciństwie i rodzicu, który nie potrafił uchronić własnych dzieci, kiedy działa się im krzywda. Przyciągająca wzrok okładka sprawiła, że musiałam sięgnąć po tę książkę, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się, by była tak dobra, jak zakładałam na początku. Jakże się pomyliłam, gdy zamknęłam powieść, odkładając na półkę. „Ślad” zrobił na mnie ogromne wrażenie, a zarazem przeraził smutną historią. Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. Była zwyczajnie dobra i warto o niej pamiętać.


Historia opowiada nam o czterech wyjątkowych kobietach, trzech córkach i matce, Ranee. Rodzina dawniej mieszkała w Indiach, lecz ojciec, by zapewnić swoim dzieciom znacznie lepszy poziom życia, zdecydował za wszystkich o emigracji do Ameryki. Po indyjskiej sielance pozostał zaledwie ślad, małe wspomnienie, gdyż to właśnie za Oceanem zaczynają dziać się potworne rzeczy, które zostawiają w umyśle każdej z tych kobiet ogromne piętno. Gdy z nastolatek dziewczyny zamieniają się w dorosłe, dojrzałe kobiety, odnajdują szczęście w małżeństwie czy macierzyństwie, pojawia się spory problem w postaci ojca, który zapadł w śpiączkę. Siostry wraz z matką spotykają się tuż przy jego łożu, by jeszcze raz wrócić do przeszłości.

„Skoro na świecie jest siedem miliardów ludzi, to jak to jest, że głos jednej osoby może wywrzeć na ciebie taki wpływ? Wyobrażam sobie, że jestem silniejsza niż kiedyś, odporniejsza. Że jestem panią swojego losu, a reszta ludzi to tylko pionki w mojej grze – nigdy odwrotnie”

„Ślad po złamanych skrzydłach” porusza trudne problemy, i ja osobiście musiałam dawkować sobie czytanie tej książki. Nie połknęłabym jej w całości ze względu na problematykę oraz skrajne emocje spotykane przy każdym z rozdziałów. Powieść została podzielona na cztery perspektywy, i choć na początku zakładałam, że będzie mi się koszmarnie czytało, również w tej kwestii się pomyliłam. Dobrze było zajrzeć do głowy i życia wszystkich głównych bohaterek. Dowiedzieć się, co kierowało matką dziewczyn, kiedy przyglądała się tragediom mającym miejsce na jej oczach. Zrozumieć, dlaczego Marin wyrosła na taką poważną, władczą, niezdystansowaną, zimną i odległą kobietę, dla której liczy się jedynie sukces zarówno jej własny, jak i jej córki. Poznać cierpienie oraz ból najmłodszej z sióstr: Sonyi, biednej, pokrzywdzonej dziewczyny, wypartej przez własną matkę. Odkryć sekret Trishy, najłagodniejszej, najbardziej kochanej przez rodziców. Każda z postaci intrygowała swoim charakterem, myślami, historią i tym, jak je odbierały; każda z nich była w pewien sposób machiną, wyuczoną swej roli damą, która musi wiedzieć, jak się zachować, co powiedzieć, ale czasami nerwy puszczają, emocje wyruszają na wzburzona morze, a potok prawdy bywa bolesny, lecz potrzebny, aby zrozumieć, co czuje druga osoba.

„Kiedy kogoś tracisz, przechodzisz przez stadia żałoby. Szok, gniew, rozpacz i wiele innych emocji. Każda z nich ściska cię jak imadło. Nie możesz oddychać, myśleć i zrozumieć. Ale co, jeśli ktoś nie umiera, tylko nie chce mieć z tobą nic wspólnego?”

Przez całą książkę pojawia się trudny wątek pod tytułem „przeszłość”. To nie jest coś, co wszyscy mogą określić mianem sielanki. Nie wszystkim trafia się możliwość spędzenia dzieciństwa w otoczeniu miłości rodziców, sukcesów, szczęścia oraz radośnie upływających lat. Niektórym z nas przytrafia się życie z piekła rodem. Pojawia się dręczenie, brutalność, wyśmiewanie czy, co najgorsze z tej i tak okrutnej wyliczanki, przemoc; przemoc zarówno psychiczna, jak i fizyczna. W „Śladzie” autorka naprawdę bardzo dobrze opisywała to, co czuje dana bohaterka w związku ze swoją przeszłością, w jaki sposób to, co się działo, wpłynęło na nią później, gdy już ma własną rodzinę czy nawet dziecko. Każda z nich, Sonya, Trisha, Marin oraz mama dziewczyn, Ranee, przez okropną przeszłość związaną z głową domu, Brentem, po trosze utraciła swoją tożsamość. Wszystkie cztery przywykły, że okazywanie słabości, strachu, mówienie na głos o tym, co potworne, jest zabronione; że trzeba udawać, zgrywać, wcielać się w rolę idealnej kobiety, żony, matki czy siostry. Nikt jednak nie jest idealny i czasami przychodzi czas, kiedy trzeba zrzucić maskę, ukazując prawdziwą siebie. Tak też stało się z naszymi bohaterkami.

„Nie tylko ciemność przywołuje mrok. Światło dzienne też ma swoją formę piekła”

„Ślad po złamanych skrzydłach” to dobra książka, którą trzeba sobie dawkować, żeby w pełni zrozumieć jej głębie. Sejal opisywała tak dokładnie, że czułam się, jakbym naprawdę uczestniczyła w życiu zranionych bohaterek. Tak, jak wspominałam, powieść spodobała mi się, gdyż lubię od czasu do czasu sięgnąć po coś mniej lekkiego, z przesłaniem, z mocną historią, którą dostałam właśnie tutaj. Trauma z dzieciństwa, przemoc, niesamowicie dobrze wykreowane i przedstawione bohaterki, które wyróżniają się swoją osobowością, zachowaniem czy przyzywczajeniami, a nawet stylem życia. To wszystko tylko w „Śladzie”, który ląduje na mojej półce chwały. Oczekuję również kolejnych książek Sejal Badani, ponieważ zachwyciła mnie tym, co tworzy.

Do poczytania,
Arystokratka A.

listopada 15, 2018

Muzyka, Irlandia i szalona dwójka bohaterów, czyli "Moja irlandzka piosenka"

Muzyka, Irlandia i szalona dwójka bohaterów, czyli "Moja irlandzka piosenka"

„Moja irlandzka piosenka”
Autor: Anna Olszewska
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 354

Cześć, Kochani! Na dziś mam dla Was książkę Anny Olszewskiej pt. „Moja irlandzka piosenka”. Powiem Wam, że styl autorki urzekł mnie od pierwszych stron. Historia Mii i Willa zachwyciła moją osobę i nie mogłam się od niej oderwać aż do ostatnich stron. Pochłonęłam tę książkę i mam nadzieję, że autorka napisze coś jeszcze, a najlepiej związanego z tymi bohaterami. Nie da się nie zakochać w Williamie, który jest wrednym, wręcz nieznośnym, muzykiem dla swoich asystentów, aż nagle pojawia się Mia Orwell, do której zapałał sympatią i wybrał na swoją osobistą asystentkę.

„— I co masz mi do zaproponowania, królu Londynu?
— No! I takie podejście to ja rozumiem”

Pokochałam głównych bohaterów, którzy skradli moje serce w mig. Gdy tylko przeczytałam jedną z wielu rozmów, w których dogryzali sobie nawzajem, czułam, że będę się z nimi dobrze bawiła przez całą książkę. Nie wiedziałam, czy miałam płakać, czy się śmiać, bo szczerze to chciałam zrobić te dwie rzeczy jednocześnie. Mawia się, że oznaką inteligencji u człowieka jest sarkazm i ironia, bowiem nie każdy jest w stanie tak sprawnie operować nimi. Przez całą książkę czułam się tak, jakbym aktywnie uczestniczyła w życiu Mii i Willa. Odczuwałam te same emocje, ten sam strach, smutek, czy też zalążek uczucia, które zaczęło się kiełkować w postaciach. Charakterowo się ze sobą ścierali, a to czyniło tę relację piękniejszą. W miłości, czy w jakiejkolwiek relacji, byłoby zbyt nudno i przede wszystkim za kolorowo i bajkowo, gdyby po drodze nie pojawiła się żadna kłótnia, czy chociażby mała sprzeczka. Czasem są one potrzebne w życiu bardzo mocno, żeby zrozumieć buzujące w nas emocje, nawet jeśli bywają złe i negatywne. Nie znieczulają nas na drugą osobę, a pokazują, że nadal nam zależy na relacji. Najgorsza byłaby obojętność, przez którą nie da się nic zrobić.


Autorka spisała się na medal i stworzyła świetnych bohaterów, z którymi obcowało mi się niesamowicie. Główną damską postać mocno polubiłam i była jedną z tych bohaterek, które uwielbiam. Z początku może się wydawać szarą myszką, styl życia, który poznajemy Mii może na to wskazywać, ale w głębi siebie jest szaloną dziewczyną, która ma w sobie wiele uczuć, emocji. Przypomina mi trochę mnie z początku ciut wycofaną i skrytą, która boi się ryzyka, ale chęć zrobienia na złość przyjaciółce była silniejsza. Dzięki temu wysłała CV do pracy, o której normalnie, by nie pomyślała i nie zrobiła nic, by ją dostać. Znalazłam kilka cech charakteru w Mii, które ja sama posiadam.

„ — Tylko mi tu nie zemdlej — mruknęłam.
— Ha, ha — skomentował moje uwagi”

Za to Willa dało się poznać z innej strony, tej zranionej. Widać to po jego nowym i szybkim stylu życia. Panienki na jedną noc? To ewidentnie czymś zalatuje. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że nowe życie pochłonęło go bez reszty i upaja się swoim sukcesem i popularnością, jaką zdobył. Widziałam, że coś go dręczyło. Zraniona dusza nie zawsze daje jasne sygnały swoim bliskim. Na początku był strasznym dupkiem w stosunku do Mii, ale po czasie zrozumiałam jego zachowanie. Zwyczajnie obawiał się kolejnego zranienia ze strony kobiet.
Gorąco polecam tą pozycję! To jedna z najlepszych książek, które czytałam. Powiem Wam, że mam po tej powieści niezłego kaca i nie potrafię zapomnieć o historii Mii i Willa. Pokochałam pióro autorki i mam nadzieję na dalsze książki od niej (w duchu trzymam kciuki za kontynuację tej historii albo chociażby książkę z bohaterami, którzy pojawili się w tle). Ta dwójka skradła mi serce i nie sposób o nich zapomnieć. „Moją irlandzką piosenkę” czytało mi się szybko i lekko. Anna Olszewska z miejsca wskoczyła na liście ulubionych autorów/autorek bardzo wysoko. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej powieści, która zapewne będzie tak samo wyśmienita jak „Moja irlandzka piosenka”

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

listopada 14, 2018

Mroczny, bestialski świat Niny, czyli "Bang"!

Mroczny, bestialski świat Niny, czyli "Bang"!

„Bang”
Autor: E.K. Blair
Kategoria: romans/erotyk/sensacja
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron: 400
Tłumaczenie: Dorota Lachowicz

Mocna, odurzająca, uzależniająca, przerażająca i ostra! Taka właśnie się jest lektura, którą dziś wzięłam na warsztat. „Bang” to książka, która zachęca aurą tajemniczości, czającego się gdzieś gorącego romansu, smutkiem, boleścią i intrygującą bohaterką, która od początku pragnie zemsty. Czytelnik nie ma bladego pojęcia, o co chodzi, kogo nienawidzi Nina, kim właściwie jest, co się stało w przeszłości. Zostajemy wprowadzeni do, na pozór, idealnego świata, który po jakimś czasie ukazuje swoją prawdziwą twarz. „Bang” zmiotło mnie całkowicie i już planuję zakup drugiej części, jednak to, co zrobiła ze mną ta książka, to całkowicie inny temat, dlatego skupmy się najpierw, co nam serwuje ta powieść.

„Mówią, że ten, kto mści się na drugiej osobie, traci część swojej niewinności. Ale ja nie jestem niewinna. Już od dawna. Zostałam okradziona z niewinności. Odebrano mi los, który był mi pisany. Duszę, z którą przyszłam na świat. Rubinowe serce gotowe na życie pełne nadziei i marzeń. To wszystko odeszło. Przepadło”

Historia przedstawia losy pięknej, zamożnej Niny żyjącej w, wydawałoby się, idealnym, perfekcyjnym świecie z perfekcyjnym mężem, w ślicznym penthousie na jednym z najwyższych pięter budynku. Wiedzie spokojne życie u boku bogatego Bennetta, podczas gdy tuż za rogiem tak naprawdę wiadome jest, że to wszystko tylko fikcja, obłuda, zwyczajne kłamstwo, które pomaga bohaterce w dążeniu do brutalnej zemsty, zaplanowanej już od wielu, wielu lat. Wiadome jest tylko tyle, że Nina została potwornie skrzywdzona, zarówno na płaszczyźnie fizycznej, tak i tej psychicznej. Pokrzywdzona dziewczynka zmieniła się w mściwą, bezduszną kobietę idealnie odgrywającą swoją rolę.


Bohaterka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tak ogromne, że zbieram szczękę z podłogi do teraz. Na początku nie miałam bladego pojęcia, o co chodzi, jaka zemsta, co się w ogóle dzieje na kartach tej powieści. Tajemniczy klimat tej powieści został wprowadzony od pierwszych stron, kiedy poznajemy świat Niny z teraźniejszości, aż po jej przerażającą przeszłość. Retrospekcje, które przeczytałam, niejednokrotnie sprawiały, że aż żółć podchodziła mi do gardła, gdyż nie spodziewałam się takiego bestialstwa, tak wielkiego stopnia brutalności, której może doświadczyć młoda osoba w, rzekomo, bezpiecznym miejscu. Przez większość tej książki odczuwałam potworny smutek, obrzydzenie niektórymi sytuacjami oraz złość. Byłam nawet w stanie zrozumieć główną bohaterkę, motywy, które nią kierowały, zachowanie, manię wykorzystywania, manipulacji. Ostatnio sama zresztą podpadłam jakiejś manii zaczytywania się w historiach, w których bohaterki są ofiarami podłych zachowań, są skrzywdzone, a ich dusze wyprane z pozytywnych emocji. Najpierw ponowne spotkanie z Sarai, potem trafiłam na historię Faridy Khalaf, natomiast teraz Nina oraz jej przerażająco-smutny los. To tak przygnębiające, że długo nie będę mogła się pozbierać po „Bang”.

„Kiedyś może faktycznie byłam krucha, ale to stare dzieje. Teraz jestem silna jak diabli. Słabość pochodzi z duszy, a większość ludzi takową posiada, co daje kobiecie takiej jak ja przewagę”

„Bang” jest mocną powieścią. Od początku do końca utrzymywana jest w mrocznej, klimatycznej atmosferze zemsty, erotyki, władzy, pożądania oraz demonów przeszłości. Wątek kryminalny świetnie splata się w bieżącymi wydarzeniami w sferze romantycznej. Ze strony na stronę uczucia i skrajne emocje aż wyskakują z książki, by dotrzeć prosto do serca oraz umysłu czytelnika. Bolało mnie, kiedy czytałam retrospekcje Niny, ale czułam dreszczyk adrenaliny, gdy wyczuwałam, co planuje bohaterka wiele lat po tragicznych wydarzeniach. Powoli poznawałam każdą z postaci, w tym Declana, kontrolującego wszystko, co tylko się da faceta, przystojnego, elokwentnego, ciepłego Bennetta, który skrywa mnóstwo odpowiedzi na podświadome pytania czytelnika w trakcie lektury; poznałam również Pike’a, znaczącego bohatera w życiu Niny, oraz wiele innych, pobocznych, które, jak się okazuje, później przypisuje się im znacznie większą rolę w rozwoju akcji.
Najbardziej zdumiało mnie ostatnie pięćdziesiąt stron. To był już całkowity wybuch nagromadzonych emocji, szaleństwa, zemsty; tego, do czego doprowadziły działania głównej postaci. Strach mieszał się z rozpaczą, rozpacz z nienawiścią, przerażenie oraz pytanie „co będzie dalej?” z pytaniami „co robić, aby cofnąć czas?”. Nina to świetnie psychologicznie złożona postać, ukazuje, co człowiek jest w stanie zrobić w akcie desperacji oraz żądzy zemsty, do czego prowadzi okrutna manipulacja, granie na czyichś uczuciach.

„Już w młodym wieku nauczył mnie, jak żyć bez emocji, jak zamknąć serce w stalowej klatce. Zawsze mi powtarzał, że nikt nigdy nie zdoła mnie zranić, jeśli nic nie czuję – więc nic nie czuję”

Myślę, że „Bang” nie jest dla wszystkich. Powinnam to ująć inaczej. Nie tyle co myślę, a mam świadomość, że nie jest dla wszystkich czytelników. Erotyka łączy się z brutalną, bolesną przeszłością, z kryminalnym wątkiem, który ze strony na stronę coraz bardziej się otwiera, ukazując, co się za nim kryje. W tej powieści dominuje mrok, smutna, a jednocześnie okrutna i niezamknięta przeszłość, erotyka, bestialstwo oraz stek iluzji, kłamstw czy wspomnianej wielokrotnie manipulacji. Jeśli jesteście gotowi na takie przeżycia, na historię Niny, to śmiało sięgajcie po „Bang”, ale uważajcie, to mocna lektura!

Do poczytania,
Zszokowana Arystokratka A., która musi pozbierać szczękę z podłogi.

Duża dawka emocji czyli „Paleta uczuć”

„Paleta uczuć” Autor: Renata Czaban-Kryczka Kategoria: literatura obyczajowa/romans Wydawnictwo: Novae Res Stron: 488 Pierwsza...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger