lutego 18, 2019

Tajemniczy, niepokorni mężczyźni, romans i czyhające niebezpieczeństwa!

Tajemniczy, niepokorni mężczyźni, romans i czyhające niebezpieczeństwa!

„Tajemniczy mężczyzna”
Autor: Kristen Ashley
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 544
Tłumaczenie: Anna Lisowska

Od pewnego czasu miałam tę książkę na liście do przeczytania, aż w końcu trafiła w moje ręce. Uwielbiam taką tematykę, gdzie przeplatają się ze sobą niebezpieczeństwa z tajemnicami, miłosne uniesienia z zagadkami, a to w dodatku w ramionach silnych mężczyzn. Mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą. Co zrobi kobieta, gdy spotka swojego rycerza na białym koniu? Każda z płci pięknej pragnie odnaleźć miłość swojego życia. Marzenia są piękne, a stają się jeszcze piękniejsze, gdy są spełniane. Motylki w brzuchu, maślane spojrzenia, czułe gesty, bezpieczny kokon ramion, czy mają szansę istnienia w świecie pełnym niebezpieczeństw i zagrożeń? Czy miłość jest w stanie przetrwać w tak mrocznym otoczeniu?

„— Gdy zamknę oczy, wciąż widzę cię taką roześmianą  — szepnął”

Muszę przyznać, że dawka humoru nie opuszczała mnie przez całą książkę. Najbardziej ubawiła mnie Gwen, główna bohaterka, której zaćmienie umysłu niekiedy doprowadziło mnie do śmiechu. Śmiałam się, ale i płakałam. Od razu ją polubiłam, bo zauważyłam w niej siebie, osobę, która zbyt często buja w obłokach, gdyż świat fantazji jest o niebo lepszy od szarej rzeczywistości. Różniło nas jedno, a mianowicie to, że jej marzenie się spełniło, nie było już fikcją, a realnością. Co się stanie, gdy uczucie zaczyna kiełkować pomiędzy obojgiem ludzi? Niektórzy wypierają to, zaś inni chronią się przed miłością.

„— Tacy mieliśmy być, takich nas chciałaś, Gwen”

W tej pozycji wiele się dzieje, a i czytelnikowi jest serwowana akcją, która przyprawia o palpitację serca, przerażenie i adrenalinę. Zostałam zasypana emocjami, których ja sama się bałam. Zaczęłam odczuwać to samo, co bohaterowie, czułam się tak, jakbym to ja była w takiej sytuacji. Półtora roku trwał romans pomiędzy Gwen i Tajemniczym Mężczyzną, który zawrócił kobiecie w głowie do reszty, ale czy bohaterka będzie w stanie się zaangażować? Miłosne uniesienia przeplątane z uczuciem silniejszym niż oboje są w stanie sobie wyobrazić. Czy mężczyzna, który przychodzi wraz z mrokiem do Gwen będzie w stanie przejrzeć na oczy i zobaczyć to, co miał tuż pod swoim nosem?

„— A czy doświadczysz stresu pourazowego, jeśli będziesz musiała mi zrobić warzywa na parze i wyjąć z pudełka serek wiejski? — zapytał w odpowiedzi.
Uniosłam brwi.
— Naprawdę to chcesz na kolację?
— Tak — potwierdził.
— To obawiam się, że tak. Czy moje konto zakłada wydatki na psychologa?”

Gwendolyn wpada w oko trzem mężczyznom, a mianowicie swojemu Tajemniczemu Mężczyźnie, przywódcy bandy motocyklistów, a także czarującemu policjantowi z Denver. Niestety ściąga na siebie uwagę groźnych i bezwzględnych gangsterów. Kiedy jej życiu zagraża niebezpieczeństwo ruszy jej z odsieczą, ale czy nie będzie już za późno, by wtargnąć w codzienne istnienie kobiety? Czy Gwen pozwoli, by w jej otoczeniu pojawił się jej wymarzony Tajemniczy Mężczyzna? Czy da mu szansę? Czy da szansę, by te uczucie, które w nich zakiełkowało będzie miało okazję przerodzić się w głębokie uczucie?

„— Dbając o nasze dzieci, czujemy się wiecznie młodzi, bez względu na to, ile te dzieci mają lat.
— W takim razie ja robię, co mogę, żeby mój ojciec się nie zestarzał”

Niebezpieczne akcje i intrygi przeradzają się w konflikty, a one w wojnę. Powiem, że byłam mocno zaintrygowana tą pozycją, a gromada mężczyzn naładowanych testosteronem, czy to grupa komandosów, policjantów, motocyklistów, nie ułatwiała skupienia się na jednym z nich, gdyż każdy był ciekawy, a już najbardziej Tajemniczy Mężczyzna i policjant Mitch Lawson. Rozpoczął się wyścig o względy kobiety, ale i o jej życie i bezpieczeństwo, które wisiało na włosku. Autorka pokazała mi świat, który nie był bezpieczny, gdy w grę wchodziło zainteresowanie groźnych ludzi, a raczej potworów, którzy nie wahali się przed niczym.


Strzelanina, porwania, czy też okup, a w tle romantyczna, gorąca miłość i ciągła walka o jedną kobietę. Autorka sprawiła swoją książką, że ta pochłonęła mnie bez reszty. Odczuwałam każdą cząstką siebie emocje, które co rusz zaskakiwały mnie i wciągały w swój wir, w swoją gamę barw. Pokochałam pióro autorki i wiem, że to pierwsze, ale i nie ostatnie spotkanie z jej książkami. Lekkie, przyjemne, a w dodatku z pazurem. Porwała mnie, a ja jej się dałam ponieść. Zabójczo seksowny mężczyzna z ciężką przeszłością i kobieta o pięknych marzeniach zarówno z niezbyt kolorową przeszłością, i bólem przepełniającą każdą najmniejszą cząstkę jej ciała. Czy obie zranione dusze mają szansę na szczęśliwe zakończenie? Piękna, mroczna, intrygująca, wciągająca, można by wymieniać dalej, ale to zależy od czytelnika, gdyż nie każdemu pasuje, podoba się to samo. Ja z mojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że gorąco polecam tę pozycję! Dawka humoru, niebezpieczna, a zarazem piękna historia o dwojgu bohaterach z bolesnymi ranami.




„Niepokorny mężczyzna”
Autor: Kristen Ashley
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 512
Tłumaczenie: Anna Lisowska

Powiem szczerze, że jak pierwsza część mnie wciągnęła to tak w drugiej części cyklu „Mężczyzna marzeń” nie poczułam tej chemii. Jednakże po pewnym czasie wciągnęłam się bez reszty, a magia tej historii sprawiła, że czekałam z zapartym tchem na kolejne wydarzenia. Zabójcza, intrygująca, piękna, piekielnie seksowna historia o miłości dwojga zranionych dusz. Poznałam Brocka przy pierwszym tomie, gdzie się do niego zniechęciłam i patrzyłam nań nieprzechylnym okiem. Sądziłam z początku, że to było jego kolejne zlecenie, kolejne udawanie, lecz czytając, zauważyłam pewne rzeczy, dzięki którym wiedziałam, że temu dzikiemu mężczyźnie zależało na Tessie. To wtedy zaczęłam się do niego przekonywać.


Zdania na temat drugiej części są podzielone, ale powiedzmy sobie szczerze, przy której książce nie są? Jednym się podoba, a zaś innym nie, natomiast ja należę do pierwszej grupy. Autorka ma przyjemny styl, dzięki któremu czytanie szło mi znacznie szybciej. Moja przygodą z Kristen Ashley kwitnie w najlepsze, a jej pióro stało się jednym z ulubionych. Przy tej pozycji nie skupiałam się wyłącznie na scenach erotycznych, lecz na problemach, z którymi mierzyli się bohaterowie. Demony z przeszłości wciąż powracały i przypominały o swoim istnieniu w najmniej oczekiwanym momencie. Serce ściskało mi się za każdym razem, gdy przeszłość upominała się o jednego z bohaterów, czy to był Brock, czy Tessa.

„— O ja cię — szepnął Rex. — Ona jest jak kuchenny superman.
— I to taki, co umie upiec tartę — dorzucił Joel”

Dziki, niebezpieczny, mroczny, pełen sekretów, to właśnie Brock Lucas, przed którym ostrzega Tess jej przyjaciółka Martha i inne nowo poznane kobiety. Ale czy mają one rację? Za bohaterką podąża niestety cień przeszłości, która nie chce jej pozwolić zapomnieć. Nie rozumiałam, dlaczego kobieta o tak pięknej duszy, która zawierała w sobie tyle słodyczy, spotykało tyle zła i niesprawiedliwości w postaci nękającego byłego męża, od którego nie sposób się uwolnić, gdyż próbuje odzyskać względy byłej żony.
Dwie dusze skrzywdzone przez ludzi, którzy stanęli na ich drodze. Dwa ciała i miłość, która ich połączyła. Magiczne przyciąganie, iskry, które wzniecają się podczas miłosnych uniesień, podczas jednoczenia w pięknym, intymnym spotkaniu ciał. W tańcu, który sprawia, że wyrastają skrzydła dodając tym samym niesamowitych wrażeń. Ognisty taniec, swoboda, dzikość wyrażają niezwykłe uczucie, które zakiełkowało między Tess a Brockiem. Wydawałoby się, że zostali złamani, ale nic z tych rzeczy. Przeszłość ich umocniła i dała szansę im się zejść, stanąć na wspólnej ścieżce, po której los ich połączył. Dano im możliwość na zaznanie prawdziwego szczęścia, a zarazem miłości.

„— Zawsze tak cię rozstawia po kątach? — spytał Levi, a ja ruszyłam w stronę ekspresu do kawy.
— Nie, normalnie jest słodka, ale święta coś takiego robią z ludźmi… — odparł Brock, idąc na górę”

Każdy z nas zajmuje się pracą, która jest jego powołaniem albo by pomóc innym wyjść na prostą. Jedni wykonują spokojną pracę, zaś inni zajmują się czymś niebezpiecznym, by reszta mogła czuć się bezpieczna. Brock wykonuje swoje zadania, by pokonywać problemy, zagrożenia, z którymi borykają się inni. Z jednej strony podziwiam takich ludzi, gdyż podejmują ogromne ryzyko, a z drugiej wizja takiej pracy mnie przeraża i nie sądzę, że mogłabym w niej zostać. Powieść uświadomiła mi również, że trzeba mieć dobrą, a także silną psychikę do takiego zawodu, jakim jest walka policji z przestępczością. Natomiast Tessa wykonuje spokojną pracę cukiernika, widać, że dekorowanie ciast oraz ich pieczenie jest pasją kobiety.
Czarne charaktery mieszają się z tymi dobrymi. Oczywiście znienawidziłam kilku bohaterów, a mianowicie Olivii, Damiana. To jeden jedyny duet, którego szczerze nie znoszę i wkurzałam się za każdym razem na wzmiance o nich. Rosła we mnie nie tylko nie chęć, a także złość, którą opanowywałam zamykając na momencik książkę.
Zostałam porwana przez autorkę i zbombardowana masą emocji w różnych barwach. Przeżywałam tę historię całą sobą. Kristen wywołała u mnie kaskadę łez, złamała mi serce, a także posklejała je na nowo. Nie dało się nie pokochać jej bohaterów, gdyż zarażali dobrą energią i swoją słodyczą. Powieść zmiażdżyła i porwała mnie. Uniosłam się razem do gwiazd z Tess i Brockiem. Po tej historii została ze mnie emocjonalna miazga. Nie potrafię się po niej pozbierać, a z drugiej strony jestem ciekawa trzeciego tomu cyklu „Mężczyzna marzeń”.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

lutego 14, 2019

A co na Walentynki? Książkowe propozycje!

A co na Walentynki? Książkowe propozycje!

Cześć, kochani!

Jako że dziś słynne święto zakochanych postanowiłyśmy umilić wam trochę czas i przygotować porcję książek o tematyce miłosnej lub zahaczającej o miłość. Nigdy jakoś bardzo nie świętowałyśmy ze swoimi drugimi połówkami tego dnia, gdyż wciąż twierdzimy, że kocha się cały rok, a nie tylko 14 lutego, to przynajmniej dobra powieść przywołująca na policzki rumieniec sprawi, że może trochę przyjemniej spędzicie dzień, w trakcie którego słodkie serduszka, baloniki i kwiatuszki wprawiają tylko w mdłości.
Starałyśmy się dobierać książki z różnych gatunków, żeby było znacznie ciekawiej. Mamy gorące erotyki, przyziemne i lekko smętne romanse z dawką pięknych uczuć, mamy literaturę obyczajową z dużą porcją dobrego humoru połączonego z miłosnymi perypetiami bohaterów, mamy melancholię, fantastykę, tajemnicze ubran fantasy i oczywiście, co najważniejsze, wszędzie jest miłość. Zaczynamy od pierwszej porcji książek:


„MDS: Miłosne Rewolucje” grupy Ailes oraz La Noir
To zbiór wielu opowiadań, które łączy jedno, a mianowicie skrót „MDS”. Każdy tekst ukazuje inną formę miłości, jej inne oblicze, innych bohaterów i inną fabułę. Jest to spory kloc, który może być idealnym prezentem na Walentynki. Tyle stron o uczuciach! Wspomnimy również, że zysk ze sprzedaży antologii idzie na cele charytatywne, autorzy nic nie zarabiają, a na dodatek...tum, tum, tum, w zbiorze znajduje się mój tekst! (Aga)

„Duma i uprzedzenie” Jane Austen
Co tu dużo mówić. Klasyk nad klasykami. Pan Darcy i panna Bennet. Powieść choć z XIX wieku, wciąż jest uwielbiana przez czytelników na całym świecie, a miłość poruszana w książce bywa inspiracją dla wielu autorów tworzących własne dzieła. Ja powieść uwielbiam! Jako żona pana Darcy nie mogę mówić o niej w negatywnym świetle, zresztą nie ma potrzeby, uwierzcie. (Aga)

„Revved” Samantha Towle
Miłość, szybkie samochody, wyścigi, humor i płomienne uczucie. To wszystko zapewni wam książka pani Towle, o której więcej napisałam w recenzji. Na Walentynki jak znalazł! (Jula)

„Bridget Jones. Szalejąc za facetem” Helen Fielding
Duża dawka humoru, szalona, zwariowana, kompletnie niedojrzała i irracjonalna kobieta poszukująca miłości. Kto nie przepada za książką, może jeszcze obejrzeć filmy. Są naprawdę zabawne, poprawiające humor i oczywiście poruszają naszą główną tematykę, czyli uczucia. (Aga)

„Trzy razy miłość” Jolanta Kosowska
Trochę toksyczności, trochę miłości, sporo wspomnień, silne i wciąż buzujące w bohaterach uczucie. Mnóstwo emocji, mnóstwo rozterek, złamanych serc i ciężkich powrotów. (Aga)

„Paleta uczuć” Renata Czaban-Kryczka
Wakacyjna, przyjemna atmosfera, budząca się w postaciach miłość, idealny klimat, idealny kloc. Jak mówi tytuł, ta książka to istna paleta różnorakich uczuć, które zachwycają, powodując, że chce się ich więcej i więcej! (Jula)

„Confess” Colleen Hoover
Dawno przeczytana książka, ale wciąż niezapomniana. To, co robi pani Hoover, jeśli chodzi o tematykę miłość, czasami przechodzi ludzkie, czytelnicze pojęcie. Tak pięknie operuje piórem, że uczucia wręcz wylewają się z kart powieści. Mnóstwo emocji i mnóstwo sztuki. (Aga & Jula)

Druga porcja książek to dwie pozycje z gatunku urban fantasy, trochę mitologii, trochę mroku, trochę melancholii, smutku, pasji, ale przede wszystkim uczuć.


„Kiedy znów się spotkamy” Nina Nirali
Indyjska atmosfera, miłosne uniesienia, płomienne, gorące uczucie, które na tych niewielu stronach wręcz zachwyca. Krótka, lecz pełna miłości powieść. (Aga)

Powieści pani Hoover to już mówi samo przez się. Nie musimy chyba tłumaczyć, dlaczego wybrałyśmy je jako pozycje idealne na Walentynki, prawda? Dużo miłości, dużo emocji, barwne historie i bohaterowie z krwi i kości. Niezapomniane przeżycia i zapadające w pamięć fabuły.

„Larista” Melissa Darwood

„Krople deszczu” Kathryn Andrews

„Forever My Girl” Heidi McLaughin

„Gordian” Melissa Darwood

„Poświęcenie” Adriane Locke
Mawia się, że stara miłość nie rdzewieje i to bardzo mi przypomina o książce Adriane. To powieść, przy której czytelnik zatraca się bez reszty, a tamtejsza miłość wyzwala w nas najlepsze cechy. Strach, potok łez i miłość aż po śmierć. (Jula)

„Moja irlandzka piosenka” Anna Olszewska
Historia zapisana pięknymi słowami, a tle muzyka, która tylko dodaje ostrości, pikanterii. Sarkazm i ironia na krok nie opuszczają bohaterów; iskry, które sprawiają, że zapiera dech w piersi. (Jula)

To pozycje, o których już pisałyśmy na blogu i które również idealnie wpasowują się w naszą porcję książkowych propozycji na Walentynki. Jedne to smutniejsze powieści, drugie bardziej płomienne i gorące. Wszystkie poruszają ten sam temat. Miłość.

„Raven” Sylvain Reynard, „Spętani przez bogów” Josephine Angelini oraz „Bez słów” Mii Sheridan to również pozycje poruszające miłosną tematykę, lecz inaczej robi to Sylvain, który w swojej powieści dołącza także element fantastyki, mroku i pikantnego uczucia, a inaczej robi to subtelniejsza Mia, czy Josephine w jej książce łączącej wątki mitologiczne, przeznaczenia. Wszystkie książki, które zestawiłyśmy tutaj, to lektury polecane przez nas same. Każda się czymś wyróżnia, czymś przyciąga i powoduje, że stają się zapamiętane na długi czas. Osobiście ciężko wybrać faworytów, dlatego jest ich tak dużo.

W komentarzu możecie napisać, czy już znacie którąś z pozycji, a może macie o wiele lepsze pomysły na książki o miłości. Też dajcie nam znać. My pędzimy do czytania, a wam życzymy udanych Walentynek!

Do poczytania,
Arystokratki (Aga & Jula)

lutego 13, 2019

Przedpremierowa polecajka. Mrok, gorący romans i piętrzące się tajemnice, czyli "Run Away"

Przedpremierowa polecajka. Mrok, gorący romans i piętrzące się tajemnice, czyli "Run Away"

„Run Away”
Autor: Weronika Dobrzyniecka
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 550

Co w stanie jest zrobić człowiek, by obronić swoje marzenia, swoją codzienność? Do czego doprowadzona jest istota ludzka, gdy w grę wchodzi stawka o jej przetrwanie? Etinet w krótkim czasie musi się nauczyć nowego życia. Życia, które na każdym kroku stawia przed nią co rusz nowe niebezpieczeństwo. Umiejętności, które dotychczas nabyła w szkole nie przydadzą się jej tak bardzo jak sztuka przetrwania, której musiała się nauczyć. Ocalić swoje istnienie, czy dać zabić siebie i marzenia? A co zrobić z przeszłością, która chcąc nie chcąc podąża za Etinet jak cień? Nie da się jej w żaden sposób zagłuszyć, gdyż przypomina o sobie co jakiś czas. Zdaje się, że jest jeszcze mroczniejsza, niż była.

„— Mówiłaś, że nie wypada całować się na pierwszej randce, ale czy to, że jesteśmy prawie przed ślubem, nie zmienia postaci rzeczy? — szepnął mi do ucha, subtelnie zahaczając o nie ustami i pieszcząc moją szyję swoim ciepłym, miętowym oddechem”

Weronika stworzyła świat tak mroczny, który sprawił, że odczuwałam zarówno przerażenie jak i ekscytację. Nie sądziłam, że zostanę tak miło zaskoczona podczas czytania tej lekturki. Powiedzieć, że mnie wciągnęła to za mało. Ona mnie całkowicie pochłonęła, a na końcu nie zostawiła nic prócz pragnienia następnej części. Muszę przyznać, że „Run Away” wykończyła mnie swoją emocjonalnością. Zostałam zbombardowana tyloma uczuciami, że nie potrafiłam się pozbierać po tej książce, pozostawiła po sobie miazgę, papkę. Autorce udało się poruszyć we mnie wiele uczuć. Od strachu po radość, od łez do śmiechu. To ważne, by autor/autorka potrafiła wywołać u swego czytelnika każdy rodzaj uczuć, emocji.


Weronika Dobrzyniecka pokazała mi świat, który stworzyła oczami bohaterki, co dało mi szansę poznania jej bliżej, a także polubienia jej. Czytelnik ma okazję zobaczyć fragment dawnego życia oraz przemianę kobiety. Doznała olśnienia w pewnym momencie i postanowiła zmienić swoje dotychczasowe życie, co wyszło jej na dobre i pomogło nie skończyć jej z uzależnieniem, czy w innym bagnie, w którym dawniej była zagłębiona po uszy. Powiem szczerze, że tak samo jak główna bohaterka kocham szybkie samochody, motory, a na ich widok przechodzą mnie ciarki. Przyjaciółka bohaterki rozbroiła mnie nie raz. Mowa oczywiście o Vanessie, która swoimi tekstami rozśmieszała i doprowadzała do łez. Nie dało się nie zobaczyć jej wielkiego serca, którym obdarzała Etinet.

„— Idź do diabła — warknął.
— To diabeł przyjdzie do mnie. Akurat rano wyjechał coś załatwić”

Lepiej poznałam także blondwłosego przystojniaka, do którego początkowo byłam sceptycznie nastawiona. Muszę przyznać, że mrok, który chował w swoim sercu przeraził mnie. Nie sądziłam, że mógł nosić w sobie tyle bólu i cierpienia. Podczas podróży z Etinet postać Austina nie przestawała mnie intrygować. Za wszelką cenę chciałam tak jak Etinet poznać jego sekrety, mrok, tajemnice, które skrywał. Nie zauważyłam, kiedy i mnie pochłonął mrok mężczyzny. Zdawało mi się, że stałam się powiernikiem jego sekretów. Czułam się tak, jakby to były moje tajemnice. Oprócz Austina w książce znalazło się jeszcze trzech innych bohaterów, których także polubiłam, a mianowicie Louis, Maxwell i Castiel. Od razu dało się zauważyć specjalną więź, którą łączyła czwórkę przyjaciół.

„Nie zawsze zło jest do końca złem”

„Run Away” to jedna z tych książek, od których nie da się uwolnić po przeczytaniu, gdyż nadal się jest w tym świecie. W świecie niebezpieczeństw, morderstw oraz walki o przetrwanie i marzenia. Nie da się też zapomnieć o dawce humoru, która jest nieodłącznym i obowiązkowym elementem tejże książki. Czytając tę powieść nie czułam się tak, jakby to był debiut autorki, a jej kolejna książka. Mrok, który mnie ogarnął, sprawił, że otworzyłam oczy na wartości, które starał się przekazać. Przygoda z tymi bohaterami była piękna, przepełniona bólem, strachem, pożądaniem, wylanymi łzami. Mam nadzieję, że będzie druga część, która skończy się po mojemu (śmiech)! Nie zgadzam się z takim zakończeniem! Z niecierpliwością będę jej wyczekiwać, gdyż tak nie może się to skończyć! Szczerze nienawidzę ojca bohaterki i jego decyzji.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res.



Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

Książka została zrecenzowana w ramach współpracy barterowej.



lutego 13, 2019

Klątwa, mroczna wyspa i nierozwiązane zagadki, czyli krótka opinia o "Serce w kawałkach"

Klątwa, mroczna wyspa i nierozwiązane zagadki, czyli krótka opinia o "Serce w kawałkach"

„Serce w kawałkach”
Autor: Kathrin Lange
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: MUZA
Stron: 414
Tłumaczenie: Miłosz Urban

Po literaturę młodzieżową sięgam coraz rzadkiej, gdyż mało co mnie już w niej fascynuje, a jednak są serie, których nie odpuszczam. Taką trylogią jest właśnie cykl „Serce ze szkła”. Mimo że mamy tu młodzież, to jest ona bardziej dojrzała niż w wielu książkach, które miałam okazję czytać. Od początku polubiłam główną bohaterkę Juli, ponurego, tajemniczego Davida, rezydencję Sorrow, a także okropnie irytującą z tymi jej historiami o duchach Grace, czyli pomoc domową. Recenzja pierwszego tomu pojawiła się na naszym blogu jeszcze w zeszłym roku, więc jeśli macie ochotę dowiedzieć się, co takiego kryło „Serce ze szkła”, to możecie kliknąć tutaj. Druga część tej trylogii przedstawia dalsze losy Davida i Juli po wyjeździe z mrocznej, owianej licznymi legendami czy nawet klątwami wyspy. W Bostonie bohaterów nadal prześladują wydarzenia zeszłej zimy, kiedy wszystkie tajemnice wyszły na jaw. Mimo wszystko to nie koniec. Postacie wracają do Sorrow, gdzie czeka ich zmierzenie się z brutalną prawdą, z dopadającym ich obłędem.

„W jego wspomnieniach pojawiła się wyrwa, ciemność, której nie potrafił przeniknąć. Człowiek stara się wtedy i wciąż próbuje, lecz wszystkie starania spełzają na niczym, aż pojawia się przeświadczenie, że coś jest nie tak. Że to obłęd”

Książka ponownie wprowadziła mnie do mrocznego Sorrow, ponownie zawiało grozą, nawarstwiającymi się tajemnicami, legendami czy rzekomymi duchami. Druga część jest definitywnie lepsza od swojego poprzednika, gdyż mimo uczuć bohaterów, kwestie wydarzeń z przeszłości, konfliktu pomiędzy członkami rodziny, Charlie czy legend nie odchodzą na dalszy tor, wręcz przeciwnie, są one przedstawione o wiele lepiej. Powieść jako literatura młodzieżowa sprawdza się idealnie dla fanów nie tylko wątku romantycznego, ale i dla fanów piętrzących się tajemnic, posmaku grozy oraz wszechobecnego mroku, który nie opuszcza wyspy ani bohaterów. Osobiście uważam tę trylogię za jedną z ciekawszych młodzieżówek, gdyż nie skupia się wyłącznie na głównych postaciach i ich wielkiej miłości. Co to, to nie. Pojawia się mnóstwo nierozwiązanych spraw, mnóstwo nadchodzącej ciemności, która wprawi czytelnika w mocniej bijące serce. Jedynym minusem jest zakończenie, które absolutnie mi się nie spodobało. Uważam, że książkę można byłoby zakończyć zupełnie inaczej, by nie musieć pisać dodatkowego, trzeciego tomu. To był totalnie niepotrzebny plot twist, z którym nie potrafię się pogodzić. Przyzwyczaiłam się do zupełnie inaczej wyglądającej sprawy, jeśli chodzi o pewne wydarzenie. Nasuwające się pytanie po skończonej lekturze, to „po co była pierwsza część, jeśli mam zamiar zepsuć klimacik zakończeniem drugiej?”. Dosłownie. Nie wierzę, że autorka zrobiła to czytelnikom. To zarazem plus jak i najgorszy minus tej książki. Szanuję za ten niezapowiedziany plot twist (chociaż miałam momenty, kiedy go przewidywałam), a z drugiej nienawidzę za niego. Nie obędzie się oczywiście od przeczytania ostatniej części, która, mam nadzieję, rozwieje wszelkie wątpliwości i zakończy się o wiele lepiej niż „Serce w kawałkach”.


Mimo wszystko bardzo, ale to bardzo lubię oba tomy, jestem więc ciekawa ostatniego i na pewno dam Wam znać, co uważam, kiedy tylko go przeczytam. Trylogię oczywiście polecam i zachęcam do przeczytania.

Do poczytania,
Arystokratka A.

Książka została zrecenzowana na nasze własne potrzeby czytelnicze.

lutego 11, 2019

Walentynkowa propozycja, czyli "Trzy razy miłość"

Walentynkowa propozycja, czyli "Trzy razy miłość"

„Trzy razy miłość”
Autor: Jolanta Kosowska
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 297

Walentynki tuż tuż, więc warto byłoby wybrać sobie lekturę, która od miłości i uczuć nie stroni. Ja w poszukiwaniu takiej powieści ruszyłam także do polskich autorów, których twórczości wcześniej nie znałam. Tak trafiłam na Trzy razy miłość Jolanty Kosowskiej. Wiem, że o tej pięknej książce była już mowa na wielu portalach literackich, gdzieś na grupkach czytelniczych mi się przejawiła, ale i tak dorzucę swoje zdanie na jej temat. Od początku czułam, że będzie to powieść dla mnie. Śliczna okładka, dobry, intrygujący opis, który zapowiadał historię pełną miłości. Czy rzeczywiście tak było? O tym poniżej.

„Dziwna to miłość, która każe ci wszystko oddać... Według mnie prawdziwa miłość polega na tym, że coś się daje, ale i coś otrzymuje w zamian... Prawdziwa miłość buduje, nie uśmierca”

Historia w Trzy razy miłość opowiada o losach dwojga zupełnie różnych od siebie ludzi. Mamy sympatyczną, życzliwą, pomocną i dobrą Martynę, wybitną studentkę medycyny oraz Łukasza, wydawałoby się, rozpieszczonego dzieciaka z bogatego domu, który serce oddaje jedynie piłce ręcznej i przyjemnościom cielesnym. Do głowy by mu nie przyszło, by się zakochiwać, kiedy tyle ciekawych perspektyw przed nim, jednak serce nie zawsze lubi słuchać właściciela, czasami postępuje zupełnie inaczej, niż my zakładamy. Rodzi się miłość, rodzą się również problemy. Wierzę, że to prawdziwe uczucie jest w stanie pokonać nawet największe mury i Trzy razy miłość udowadnia, że tak właśnie bywa.


Książka pani Jolanty od pierwszej strony znalazła małe miejsce w moim własnym sercu. Autorka w tak piękny sposób operuje językiem, że powieść czyta się w mgnieniu oka. Subtelność i wyczucie „smaku” sprawiło, że mimo tylko niecałych trzystu stron, książka wywarła spory wpływ na odbiorcę. Bardzo polubiłam opisy znajdujące się we wnętrzu tej czerwonej piękności. Dzięki nim sama zechciałam na chwilę przenieść się do malowniczego Wrocławia (do którego, swoją drogą, wyprowadzam się jeszcze w tym roku), do zabytkowego Krakowa czy nawet do Włoch, prosto nad jezioro, o którym mowa w lekturze. Miłości w tej powieści jest w nadmiarze, ale to chyba dobrze, jeśli szukamy czegoś wpasowującego się w klimat Walentynek. Mimo wszystko muszę uprzedzić. W książce nie znajdziemy tylko subtelnych, pozytywnie nacechowanych uczuć. Książka kryje w sobie również ziarenko toksyczności, rozterek, walki z sumieniem i sercem, walki o własne marzenie i trudne, mogące zranić, wybory. Bohaterowie są zbudowani z krwi i kości. Czują, cierpią, cieszą się z sukcesów, radują wzlotami, smucą upadkami. Chociaż Łukasz oraz Martyna to główne postaci tej powieści, nie zabraknie także wzmianki o innych osobach występujących w fabule. Można zaprzyjaźnić się z wyjątkowym, pomocnym i sympatycznym Krzyśkiem czy nawet zakonnicą Elką. Można znienawidzić ojca Łukasza albo przestać pałać sympatią do tajemniczej Małgorzaty. Bohaterów jest do wyboru, do koloru! Na szczęście każdego cechuje coś zupełnie innego, dlatego łatwo ich rozróżnić. To może dziwne, ale moim sercem zawładnęła poboczna postać, bo Krzysiu. To tak dobry, pełen empatii i wyrozumiałości człowiek, że z przyjemnością spędziłabym z nim więcej czasu na kartach powieści. Z jednej strony potrafiłam go zrozumieć, z drugiej było mi strasznie żal tego mężczyzny. Miłość, o której dziś dość dużo mówię, potrafi być naprawdę... brutalna.

„Pojawiła się we mnie pustka, która wspólnie z żalem i rozpaczą zastąpiła wszelkie inne uczucia i emocje. Jakby nagle wszystko wypaliło się we mnie w środku. Jedna chwila, gwałtowny, niszczący wszystko pożar, a po nim już tylko popiół, ruiny i zgliszcza... Pustka, która nagle zastąpiła burzę emocji, wszystkie bliższe i dalsze plany. Taka cisza po nawałnicy. Dno, z którego trudno będzie się podnieść i odbudować”

Trzy razy miłość było właśnie taką lekturą na samotny wieczór, kiedy potrzebuje się dużej dawki czułości, subtelności i uczuć. Ta powieść ukaże prawdziwą, silną i wytrzymałą na porażki czy upadki miłość. Miłość również o toksycznym wymiarze. Może właśnie dlatego nie potrafiłam zapałać ogromną sympatią do Martyny czy Łukasza. Byli oni wplątani w toksyczny związek, na nowo schodząc się i rozchodząc, wszczynając awantury o nic, kłócąc się o nieistotne rzeczy. Wielokrotnie zastanawiałam się wtedy, ile potrzeba rozstań, żeby zrozumieć, żeby otworzyć szerzej oczy, zdjąć te różowe okulary. Potem do mnie dochodziło, że właśnie tak funkcjonują toksyczne relacje i nie mogę się dziwić niekiedy denerwującemu zachowaniu bohaterów. Cała fabuła jest zbudowana z licznych retrospekcji. Postaci poznajemy kilka lat po poznaniu się Martyny i Łukasza, kiedy przypadkiem na siebie wpadają. To spotkanie uruchamia wszelakie powroty do przeszłości, do osadzonych w kurzu wspomnień. Powieść pokazuje zarówno początku ich znajomości, jak i to, co się dzieje już wiele lat później.

„Ponoć miłość bywa ślepa, głucha, pozbawiona rozumu i zdrowego rozsądku, ufna bezgranicznie, bezkrytyczna i naiwna. Ponoć bywa też inna, ale moja była chyba właśnie taka – głupia, ślepa i pozbawiona rozumu”

Chociaż książka nie wpisała się w moich ulubieńców, na pewno miło zapełniła mi czas. Pióro autorki stało się piórem, z którym jak najbardziej mogę się zaprzyjaźnić i nie zwlekać z przeczytaniem jej kolejnych tworów. Trzy razy miłość to historia, którą może przeczytać każdy, kto chce ujrzeć inny wymiar tego uczucia. Nie wszystko, co piękne się wydaje, piękne jest. I to także pokazuje nam książka pani Kosowskiej.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.




Do poczytania,
Arystokratka A./Aga


Książka została zrecenzowana w ramach współpracy barterowej.




lutego 08, 2019

Przenieśmy się do szkoły, czyli "Zeszyt do historii"

Przenieśmy się do szkoły, czyli "Zeszyt do historii"

„Zeszyt do historii”
Autor: Angelika Jędryka
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 408

Nieśmiałość dotyka każdego z nas w pewnym etapie naszego życia, z niektórymi zostaje przez dłuższy czas, a innych opuszcza szybciej. W przypadku Zosi, która od bolesnych wspomnień z gimnazjum, zamknęła się w sobie,  nieśmiałość nie pozwala jej przezwyciężyć lęku przed ludźmi. Strach trzyma nas często gęsto w ryzach, nie pozwalając nam żyć pełnią naszego istnienia. Strach trzyma nas na uwięzi, na smyczy, by się wyzwolić spod jego władzy trzeba mu się przeciwstawić. Każdy ma swoje patenty, by pokonać swoje lęki, a i Zosia znalazła sposoby, by pomału wyzwolić się ze smyczy wroga.

„— Ani mi się waż, elektryku za piątaka! — rzucił. — Nie mam zamiaru dzwonić na pogotowie!”

Owymi sposobami głównej bohaterki jest prowadzenie pamiętnika oraz miłość do muzyki, która pomaga jej przezwyciężyć lęki. Z początku nie potrafiłam się wczuć w lekturę. Czułam się jakbym czytała pamiętnik nastolatki i jej problemy. Dlatego czytanie szło mi opornie. Ale, kiedy pojawił się Max, chłopak, który oczarował mnie swoim charakterem, osobowością, czytanie szło mi błyskawicznie. Od tej pory poczułam powera, który ta książka ma w sobie. Początki znajomości głównych bohaterów są burzliwe. Uśmiałam się przy tych scenach do łez. Nie miałam wątpliwości, że Max i Zosia razem wyglądają tak pięknie.


 „Zeszyt do historii” to słodko-gorzka historia o miłości. Koniec roku, a i z nim pojawiają się pewne rozterki, z którymi każda młoda osoba musi sobie poradzić, a mianowicie o maturę, obawa o przyjaźnie, ale także rozterki o miłości. W każdym z nas rodzi się pewien stopień odpowiedzialności, czy też popuszczają zahamowania, które dość często rodzą problemy. Jak to w książce trafiają się postacie dobre, ale także takie, na których reagujemy złością, żywiąc do nich urazę, dla mnie takimi postaciami był Patryk oraz Kasia.

„— Jak bardzo można poznać człowieka w ciągu dwóch miesięcy, kiedy przynajmniej połowę tego czasu zajmują kłótnie i awantury? Ile on właściwie o mnie wie? Co ja wiem o nim? Nie znam jego rodziny, przeszłości, marzeń, poglądów… Jak miałabym zakochać się w facecie, o którym nie wiem prawie nic?„

Miłość potrafi płatać przedziwne figle, ale nasuwa się najważniejsze pytanie, czy miłość może być lekiem na nieśmiałość? Ta książka skradła moje serce, zawróciła mi w głowie. Mam po niej takiego kaca książkowego, że na razie nie potrafię sięgnąć po jakąś inną pozycję. Nie umiem się otrząsnąć z emocji, jakie dostarczył mi „Zeszyt do historii”. Jestem nią zachwycona mimo, iż na początku nie było tak bajecznie i kolorowo. Dopiero po pojawieniu się bohatera Maxa, poczułam, że to książka dla mnie. Max nadał jej charakteru, ale i powera.
Postać dziewczyny nie była dla mnie tak bardzo interesująca jak postać Maxa, może to też przez to, że nie potrafię się wczuć w takie szkolne problemy. Powoli wyrastam z takiej tematyki, ale sięgam po nią, by na nowo przeżyć niektóre rzeczy, i zobaczyć, czy coś mnie zaskoczy. Niektóre postacie mnie zaskakują, a przy innych nie czuję magii książki. Niektóre książki mają w sobie coś tak magnetycznego, co mnie przyciąga, a niektóre nie mają w sobie niczego.

„— Zosiu, stare odchodzi, nowe przychodzi. Tak już na tym świecie jest i nic na to nie poradzimy — odezwał się łagodnie Max. — Nie myśl o tym, co mija, ale o tym, co przychodzi.. korzystaj z życia, ciesz się nim.. kilka znajomości pewnie rzeczywiście skończy się razem ze szkołą, ale będą następne. A teraz też nie musisz się czuć samotna. Może nie mam cycków Kaśki — uśmiechnął się drwiąco — ale ze mną też możesz szczerze pogadać. A jeśli ci mało kłótni, to mogę to szybko naprawić”

Ta historia pokazuje nie tylko rozterki młodych ludzi, ale i zawarte przyjaźnie oraz pierwsze miłości, pierwsze pocałunki, kłótnie. Bohaterowie, którzy dostarczają wielu emocji i wrażeń. Pióro autorki jest lekkie i przyjemne, dzięki czemu dobrze się czytało jej książkę. Zdenerwował mnie, i zarówno zdezorientował epilog, po którym mam niedosyt i chcę więcej historii Maxa i Zosi. Mam nadzieję, że autorka niedługo wyda kolejną część i wyjaśnią się rzeczy dla mnie niezrozumiałe.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

Książka została zrecenzowana w ramach współpracy barterowej.

lutego 07, 2019

Przedpremierowo! Romans, tajemnica i świat prawa w tle, czyli "Prawnicy", recenzja patronacka!

Przedpremierowo! Romans, tajemnica i świat prawa w tle, czyli "Prawnicy", recenzja patronacka!

„Prawnicy”
Autor: Lilianna Garden
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: ebookowo
Stron: 432
Premiera: 08.02.2019

Świat prawa to doprawdy interesujący, niekiedy mroczny, fałszywy, okryty nienawiścią, zazdrością i ambicją świat, który od zawsze nas fascynował. I chociaż na prawnika się nie nadajemy ani na studia prawnicze nie wybieramy, to miło od czasu do czasu jest się zetknąć z taką rzeczywistością chociażby w serialach jak Sędzia Anna Maria Wesołowska, czy też w książkach. Powieść Lilianny Garden to naprawdę wyjątkowy debiut, który na debiut wcale nie wygląda, gdyż wnętrze tejże książki jest tak świetne, że śmiało mogłybyśmy rzec, iż to kolejny z rzędu twór autorki. Prawnicy to bardzo, bardzo dobry romans z fascynującym tłem, jakim jest świat prawa, kancelarii, trudnych spraw, dziwnych zbiegów okoliczności oraz bolesnej przeszłości, która nie daje spokoju. To romans, który nie jest ani przesłodzony, ani nudny, ani za szybki, ani za wolny. Jest w sam raz, ukazując prawdziwie rozwijające się uczucie dwojga ludzi z ciężkim balastem na barkach. Cordelia i Matt to para, której będziemy kibicować, którą szanujemy i którą uwielbiamy. Jednak zacznijmy od początku.

„ — Czy nasze życie nigdy nie będzie normalne? — zapytała Tamara, wyrywając ją z ponurych rozważań nad własnym losem.
— Czy ja wiem... Może pewnego dnia”

Powieść, dość sporych rozmiarów, ukazuje historię wyjątkowej, ambitnej, pełnej empatii i dobroci Cordelii, która stara się o posadę w jednej z najlepszych kancelarii w Bostonie. Dziewczyna dostaje się tam na staż razem z trójką innych kandydatów i od tej pory ma udowodnić, że to właśnie ona zasługuje, by pozostać w tym miejscu na dłużej. Cordelia to osoba, która zawsze walczyła o swoje i nie zamierza spocząć na laurach, nawet jeśli zaskarbiła sobie sympatię Rebeki, sekretarki dwóch szefów: Elliota i Matta. Praca rozpoczyna się od skoku na głęboką wodę, gdyż wokół toczy się trudna sprawa, świadkowie giną, prokurator węszy tam, gdzie nie trzeba, a sam Matt Barden mierzy się również z własnymi demonami, które utrudniają mu skupienie się na pracy. Przed Cordelią naprawdę spore wyzwanie, które albo przyniesie jej wymarzoną posadę w kancelarii dwóch ambitnych, nie dających za wygraną szefów, albo straci wszystko, na co tak ciężko pracowała.


Prawnicy od początku porwali nas do akcji, która powoli rozkręcała się na dobre. Nie dało się nie polubić sympatycznej, profesjonalnej Cordelii, jej szalonej, pewnej siebie, pełnej energii przyjaciółki Tamary, ekscentrycznej, pakującej się w kłopoty Kate, sekretarki Rebeki czy dwóch głównych prawników, jeśli tak możemy powiedzieć. Te wszystkie postaci sprawiły tylko, że rozstanie z lekturą było o wiele cięższe, niż się tego spodziewałyśmy. 432 strony mignęły nam jak z bicza strzelił, gdyż romans pomieszany jest z kryminałem, a to niemalże idealne połączenie dla naszych kubków czytelniczych. Czasami gubiłyśmy się w wątku kryminalnym, gdzie mowa było o kluczowej, przewodniczej sprawie niejakiego Ghazala, ale to pewnie z powodu nikłej znajomości prawa i umysłom raczej mało prawniczym. Mimo wszystko Lily stworzyła naprawdę interesującą sprawę, wplatając pełen profesjonalizm, gdyż wszystko było dopięte na ostatni guzik i dało się to wyczuć w trakcie czytania. Prawnicy z pewnością dostarczą wam niezłych wrażeń nie tylko na sali sądowej, gdzie Matt wkroczy do akcji, ale także w więzieniu na przesłuchaniu oskarżonego albo w rozmowach prawników, w trakcie których omawiają wiele zagadnień w związku ze sprawą. Romans, który powoli kwitnie to romans, któremu czytelnik kibicuje od samego początku. Tych dwoje to jak przyjemna mieszanka wybuchowa, a czytanie o ich perypetiach, zmaganiach z przeszłością, walce o przyszłość było ciekawym przeżyciem.

„Pragnęła osiągnąć dawno wyznaczone cele i nie zamierzała dopuścić do tego, by legły one w gruzach. Nie chciała wracać do złotej klatki, w której kiedyś została zamknięta. Nie chciała, by znów ktoś odebrał jej możliwość zrobienia jakiegokolwiek ruchu, bez uprzedniej zgody właścicieli klucza”

W Prawnikach autorka nie stroni od dobrego humoru, który w wielu momentach rozładowuje napiętą atmosferę. Elliot dopiekający Bardenowi, Tamara z Cordelią, a nawet urocza mała Olivia, to bohaterowie, którzy dostarczali sporo śmiechu. Kolejnym plusem powieści są świetnie ukazane relacje między bohaterami. Mowa nie tylko o dwójce postaci, między którymi ewidentnie widać chemię, ale także o innych. Widać niesamowitą przyjacielską więź między Cordelią a Tamarą oraz między Elliotem a Mattem czy chociażby między rodzeństwem Cordelii. Relacje rodzinne również zostały ukazane na wysokim poziomie, bez żadnego pomijania czegoś niewygodnego. Lilianna Garden poświęciła wiele uwagi pobocznym bohaterom, dzięki czemu czytelnik jest w stanie wszystkich poznać, rozróżnić, przedstawić ich charakterki czy typowe cechy. Wiecie, co jest najcięższe w pisaniu recenzji? To, kiedy książka naprawdę jest piekielnie dobra i nie ma już słów, by móc ją wychwalić na całego. Prawnicy po prostu zasługują na to, by ich przeczytać. To złożona, pełna emocji, tych dobrych i tych złych, tajemnicza oraz subtelna historia o ludziach, którzy chcą żyć tak jak wszyscy. Szczęśliwie, z prawdziwą miłością u boku, ambitnie, pracowicie, na pełnych, dobrych, pozytywnych obrotach.
  
„ — Wiesz, czego nauczyłem się od matki? — Cordelia z westchnieniem pełnym rezygnacji, spojrzała na Elliota. — Nie ma daty ważności dla miłości. Po prostu nagle się pojawia i nieważne, czy po kilku miesiącach, latach, czy po jednym spojrzeniu, ona nie kończy się, bo tak jest napisane na etykiecie”

My jesteśmy zachwycone debiutem Lily, nie będziemy więc stronić od pozytywnych słów na temat książki, gdyż jest co chwalić. Prawnicy mają wszystko to, czego wymagamy od dobrej powieści. Humor, romans, tajemnicę, świetnie ukazane relacje i charaktery bohaterów. Mimo objętości książki nie zrażajcie się. 400 stron mignie Wam tak szybko, że nim się obejrzycie, będziecie już na końcu. 

Ze swojej strony dziękujemy Liliannie za możliwość objęcia patronatem tej niesamowicie dobrej powieści. Życzymy Ci dalszych wielkich sukcesów zarówno w świecie literatury, tak i w świecie prawa.
Dziękujemy również Wydawnictwu e-bookowo.

Do poczytania, kochani!
Arystokratki
(Aga & Jula)



„Nie zastanawiałeś się nigdy nad tym, że przeszłość w końcu każdego dopada w najmniej odpowiedniej chwili? Od tego, co kiedyś zrobiliśmy, nie ma po prostu ucieczki, jest tylko bezsilne czekanie na sprawiedliwość”

Tajemniczy, niepokorni mężczyźni, romans i czyhające niebezpieczeństwa!

„Tajemniczy mężczyzna” Autor: Kristen Ashley Kategoria: literatura obyczajowa/romans Wydawnictwo: Akurat Stron: 544 Tłumaczenie:...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger