listopada 18, 2018

Cztery bohaterki, jedna ujmująca historia i brutalna przeszłość w tle, czyli "Ślad po złamanych skrzydłach"

Cztery bohaterki, jedna ujmująca historia i brutalna przeszłość w tle, czyli "Ślad po złamanych skrzydłach"

„Ślad po złamanych skrzydłach”
Autor: Sejal Badani
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Kobiece
Stron: 488
Tłumaczenie: Barbara Kardel-Piątkowska

„Ślad po złamanych skrzydłach” to nie taka łatwa lektura, na jaką wygląda. Z pozoru piękna, barwna historia o rodzinie w środku okazuje się być ujmującą, przygnębiającą, smutną opowieścią o przeszłości, o przemocy, o brutalnym dzieciństwie i rodzicu, który nie potrafił uchronić własnych dzieci, kiedy działa się im krzywda. Przyciągająca wzrok okładka sprawiła, że musiałam sięgnąć po tę książkę, ale szczerze mówiąc nie spodziewałam się, by była tak dobra, jak zakładałam na początku. Jakże się pomyliłam, gdy zamknęłam powieść, odkładając na półkę. „Ślad” zrobił na mnie ogromne wrażenie, a zarazem przeraził smutną historią. Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. Była zwyczajnie dobra i warto o niej pamiętać.


Historia opowiada nam o czterech wyjątkowych kobietach, trzech córkach i matce, Ranee. Rodzina dawniej mieszkała w Indiach, lecz ojciec, by zapewnić swoim dzieciom znacznie lepszy poziom życia, zdecydował za wszystkich o emigracji do Ameryki. Po indyjskiej sielance pozostał zaledwie ślad, małe wspomnienie, gdyż to właśnie za Oceanem zaczynają dziać się potworne rzeczy, które zostawiają w umyśle każdej z tych kobiet ogromne piętno. Gdy z nastolatek dziewczyny zamieniają się w dorosłe, dojrzałe kobiety, odnajdują szczęście w małżeństwie czy macierzyństwie, pojawia się spory problem w postaci ojca, który zapadł w śpiączkę. Siostry wraz z matką spotykają się tuż przy jego łożu, by jeszcze raz wrócić do przeszłości.

„Skoro na świecie jest siedem miliardów ludzi, to jak to jest, że głos jednej osoby może wywrzeć na ciebie taki wpływ? Wyobrażam sobie, że jestem silniejsza niż kiedyś, odporniejsza. Że jestem panią swojego losu, a reszta ludzi to tylko pionki w mojej grze – nigdy odwrotnie”

„Ślad po złamanych skrzydłach” porusza trudne problemy, i ja osobiście musiałam dawkować sobie czytanie tej książki. Nie połknęłabym jej w całości ze względu na problematykę oraz skrajne emocje spotykane przy każdym z rozdziałów. Powieść została podzielona na cztery perspektywy, i choć na początku zakładałam, że będzie mi się koszmarnie czytało, również w tej kwestii się pomyliłam. Dobrze było zajrzeć do głowy i życia wszystkich głównych bohaterek. Dowiedzieć się, co kierowało matką dziewczyn, kiedy przyglądała się tragediom mającym miejsce na jej oczach. Zrozumieć, dlaczego Marin wyrosła na taką poważną, władczą, niezdystansowaną, zimną i odległą kobietę, dla której liczy się jedynie sukces zarówno jej własny, jak i jej córki. Poznać cierpienie oraz ból najmłodszej z sióstr: Sonyi, biednej, pokrzywdzonej dziewczyny, wypartej przez własną matkę. Odkryć sekret Trishy, najłagodniejszej, najbardziej kochanej przez rodziców. Każda z postaci intrygowała swoim charakterem, myślami, historią i tym, jak je odbierały; każda z nich była w pewien sposób machiną, wyuczoną swej roli damą, która musi wiedzieć, jak się zachować, co powiedzieć, ale czasami nerwy puszczają, emocje wyruszają na wzburzona morze, a potok prawdy bywa bolesny, lecz potrzebny, aby zrozumieć, co czuje druga osoba.

„Kiedy kogoś tracisz, przechodzisz przez stadia żałoby. Szok, gniew, rozpacz i wiele innych emocji. Każda z nich ściska cię jak imadło. Nie możesz oddychać, myśleć i zrozumieć. Ale co, jeśli ktoś nie umiera, tylko nie chce mieć z tobą nic wspólnego?”

Przez całą książkę pojawia się trudny wątek pod tytułem „przeszłość”. To nie jest coś, co wszyscy mogą określić mianem sielanki. Nie wszystkim trafia się możliwość spędzenia dzieciństwa w otoczeniu miłości rodziców, sukcesów, szczęścia oraz radośnie upływających lat. Niektórym z nas przytrafia się życie z piekła rodem. Pojawia się dręczenie, brutalność, wyśmiewanie czy, co najgorsze z tej i tak okrutnej wyliczanki, przemoc; przemoc zarówno psychiczna, jak i fizyczna. W „Śladzie” autorka naprawdę bardzo dobrze opisywała to, co czuje dana bohaterka w związku ze swoją przeszłością, w jaki sposób to, co się działo, wpłynęło na nią później, gdy już ma własną rodzinę czy nawet dziecko. Każda z nich, Sonya, Trisha, Marin oraz mama dziewczyn, Ranee, przez okropną przeszłość związaną z głową domu, Brentem, po trosze utraciła swoją tożsamość. Wszystkie cztery przywykły, że okazywanie słabości, strachu, mówienie na głos o tym, co potworne, jest zabronione; że trzeba udawać, zgrywać, wcielać się w rolę idealnej kobiety, żony, matki czy siostry. Nikt jednak nie jest idealny i czasami przychodzi czas, kiedy trzeba zrzucić maskę, ukazując prawdziwą siebie. Tak też stało się z naszymi bohaterkami.

„Nie tylko ciemność przywołuje mrok. Światło dzienne też ma swoją formę piekła”

„Ślad po złamanych skrzydłach” to dobra książka, którą trzeba sobie dawkować, żeby w pełni zrozumieć jej głębie. Sejal opisywała tak dokładnie, że czułam się, jakbym naprawdę uczestniczyła w życiu zranionych bohaterek. Tak, jak wspominałam, powieść spodobała mi się, gdyż lubię od czasu do czasu sięgnąć po coś mniej lekkiego, z przesłaniem, z mocną historią, którą dostałam właśnie tutaj. Trauma z dzieciństwa, przemoc, niesamowicie dobrze wykreowane i przedstawione bohaterki, które wyróżniają się swoją osobowością, zachowaniem czy przyzywczajeniami, a nawet stylem życia. To wszystko tylko w „Śladzie”, który ląduje na mojej półce chwały. Oczekuję również kolejnych książek Sejal Badani, ponieważ zachwyciła mnie tym, co tworzy.

Do poczytania,
Arystokratka A.

listopada 15, 2018

Muzyka, Irlandia i szalona dwójka bohaterów, czyli "Moja irlandzka piosenka"

Muzyka, Irlandia i szalona dwójka bohaterów, czyli "Moja irlandzka piosenka"

„Moja irlandzka piosenka”
Autor: Anna Olszewska
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 354

Cześć, Kochani! Na dziś mam dla Was książkę Anny Olszewskiej pt. „Moja irlandzka piosenka”. Powiem Wam, że styl autorki urzekł mnie od pierwszych stron. Historia Mii i Willa zachwyciła moją osobę i nie mogłam się od niej oderwać aż do ostatnich stron. Pochłonęłam tę książkę i mam nadzieję, że autorka napisze coś jeszcze, a najlepiej związanego z tymi bohaterami. Nie da się nie zakochać w Williamie, który jest wrednym, wręcz nieznośnym, muzykiem dla swoich asystentów, aż nagle pojawia się Mia Orwell, do której zapałał sympatią i wybrał na swoją osobistą asystentkę.

„— I co masz mi do zaproponowania, królu Londynu?
— No! I takie podejście to ja rozumiem”

Pokochałam głównych bohaterów, którzy skradli moje serce w mig. Gdy tylko przeczytałam jedną z wielu rozmów, w których dogryzali sobie nawzajem, czułam, że będę się z nimi dobrze bawiła przez całą książkę. Nie wiedziałam, czy miałam płakać, czy się śmiać, bo szczerze to chciałam zrobić te dwie rzeczy jednocześnie. Mawia się, że oznaką inteligencji u człowieka jest sarkazm i ironia, bowiem nie każdy jest w stanie tak sprawnie operować nimi. Przez całą książkę czułam się tak, jakbym aktywnie uczestniczyła w życiu Mii i Willa. Odczuwałam te same emocje, ten sam strach, smutek, czy też zalążek uczucia, które zaczęło się kiełkować w postaciach. Charakterowo się ze sobą ścierali, a to czyniło tę relację piękniejszą. W miłości, czy w jakiejkolwiek relacji, byłoby zbyt nudno i przede wszystkim za kolorowo i bajkowo, gdyby po drodze nie pojawiła się żadna kłótnia, czy chociażby mała sprzeczka. Czasem są one potrzebne w życiu bardzo mocno, żeby zrozumieć buzujące w nas emocje, nawet jeśli bywają złe i negatywne. Nie znieczulają nas na drugą osobę, a pokazują, że nadal nam zależy na relacji. Najgorsza byłaby obojętność, przez którą nie da się nic zrobić.


Autorka spisała się na medal i stworzyła świetnych bohaterów, z którymi obcowało mi się niesamowicie. Główną damską postać mocno polubiłam i była jedną z tych bohaterek, które uwielbiam. Z początku może się wydawać szarą myszką, styl życia, który poznajemy Mii może na to wskazywać, ale w głębi siebie jest szaloną dziewczyną, która ma w sobie wiele uczuć, emocji. Przypomina mi trochę mnie z początku ciut wycofaną i skrytą, która boi się ryzyka, ale chęć zrobienia na złość przyjaciółce była silniejsza. Dzięki temu wysłała CV do pracy, o której normalnie, by nie pomyślała i nie zrobiła nic, by ją dostać. Znalazłam kilka cech charakteru w Mii, które ja sama posiadam.

„ — Tylko mi tu nie zemdlej — mruknęłam.
— Ha, ha — skomentował moje uwagi”

Za to Willa dało się poznać z innej strony, tej zranionej. Widać to po jego nowym i szybkim stylu życia. Panienki na jedną noc? To ewidentnie czymś zalatuje. Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że nowe życie pochłonęło go bez reszty i upaja się swoim sukcesem i popularnością, jaką zdobył. Widziałam, że coś go dręczyło. Zraniona dusza nie zawsze daje jasne sygnały swoim bliskim. Na początku był strasznym dupkiem w stosunku do Mii, ale po czasie zrozumiałam jego zachowanie. Zwyczajnie obawiał się kolejnego zranienia ze strony kobiet.
Gorąco polecam tą pozycję! To jedna z najlepszych książek, które czytałam. Powiem Wam, że mam po tej powieści niezłego kaca i nie potrafię zapomnieć o historii Mii i Willa. Pokochałam pióro autorki i mam nadzieję na dalsze książki od niej (w duchu trzymam kciuki za kontynuację tej historii albo chociażby książkę z bohaterami, którzy pojawili się w tle). Ta dwójka skradła mi serce i nie sposób o nich zapomnieć. „Moją irlandzką piosenkę” czytało mi się szybko i lekko. Anna Olszewska z miejsca wskoczyła na liście ulubionych autorów/autorek bardzo wysoko. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej powieści, która zapewne będzie tak samo wyśmienita jak „Moja irlandzka piosenka”

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

listopada 14, 2018

Mroczny, bestialski świat Niny, czyli "Bang"!

Mroczny, bestialski świat Niny, czyli "Bang"!

„Bang”
Autor: E.K. Blair
Kategoria: romans/erotyk/sensacja
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron: 400
Tłumaczenie: Dorota Lachowicz

Mocna, odurzająca, uzależniająca, przerażająca i ostra! Taka właśnie się jest lektura, którą dziś wzięłam na warsztat. „Bang” to książka, która zachęca aurą tajemniczości, czającego się gdzieś gorącego romansu, smutkiem, boleścią i intrygującą bohaterką, która od początku pragnie zemsty. Czytelnik nie ma bladego pojęcia, o co chodzi, kogo nienawidzi Nina, kim właściwie jest, co się stało w przeszłości. Zostajemy wprowadzeni do, na pozór, idealnego świata, który po jakimś czasie ukazuje swoją prawdziwą twarz. „Bang” zmiotło mnie całkowicie i już planuję zakup drugiej części, jednak to, co zrobiła ze mną ta książka, to całkowicie inny temat, dlatego skupmy się najpierw, co nam serwuje ta powieść.

„Mówią, że ten, kto mści się na drugiej osobie, traci część swojej niewinności. Ale ja nie jestem niewinna. Już od dawna. Zostałam okradziona z niewinności. Odebrano mi los, który był mi pisany. Duszę, z którą przyszłam na świat. Rubinowe serce gotowe na życie pełne nadziei i marzeń. To wszystko odeszło. Przepadło”

Historia przedstawia losy pięknej, zamożnej Niny żyjącej w, wydawałoby się, idealnym, perfekcyjnym świecie z perfekcyjnym mężem, w ślicznym penthousie na jednym z najwyższych pięter budynku. Wiedzie spokojne życie u boku bogatego Bennetta, podczas gdy tuż za rogiem tak naprawdę wiadome jest, że to wszystko tylko fikcja, obłuda, zwyczajne kłamstwo, które pomaga bohaterce w dążeniu do brutalnej zemsty, zaplanowanej już od wielu, wielu lat. Wiadome jest tylko tyle, że Nina została potwornie skrzywdzona, zarówno na płaszczyźnie fizycznej, tak i tej psychicznej. Pokrzywdzona dziewczynka zmieniła się w mściwą, bezduszną kobietę idealnie odgrywającą swoją rolę.


Bohaterka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tak ogromne, że zbieram szczękę z podłogi do teraz. Na początku nie miałam bladego pojęcia, o co chodzi, jaka zemsta, co się w ogóle dzieje na kartach tej powieści. Tajemniczy klimat tej powieści został wprowadzony od pierwszych stron, kiedy poznajemy świat Niny z teraźniejszości, aż po jej przerażającą przeszłość. Retrospekcje, które przeczytałam, niejednokrotnie sprawiały, że aż żółć podchodziła mi do gardła, gdyż nie spodziewałam się takiego bestialstwa, tak wielkiego stopnia brutalności, której może doświadczyć młoda osoba w, rzekomo, bezpiecznym miejscu. Przez większość tej książki odczuwałam potworny smutek, obrzydzenie niektórymi sytuacjami oraz złość. Byłam nawet w stanie zrozumieć główną bohaterkę, motywy, które nią kierowały, zachowanie, manię wykorzystywania, manipulacji. Ostatnio sama zresztą podpadłam jakiejś manii zaczytywania się w historiach, w których bohaterki są ofiarami podłych zachowań, są skrzywdzone, a ich dusze wyprane z pozytywnych emocji. Najpierw ponowne spotkanie z Sarai, potem trafiłam na historię Faridy Khalaf, natomiast teraz Nina oraz jej przerażająco-smutny los. To tak przygnębiające, że długo nie będę mogła się pozbierać po „Bang”.

„Kiedyś może faktycznie byłam krucha, ale to stare dzieje. Teraz jestem silna jak diabli. Słabość pochodzi z duszy, a większość ludzi takową posiada, co daje kobiecie takiej jak ja przewagę”

„Bang” jest mocną powieścią. Od początku do końca utrzymywana jest w mrocznej, klimatycznej atmosferze zemsty, erotyki, władzy, pożądania oraz demonów przeszłości. Wątek kryminalny świetnie splata się w bieżącymi wydarzeniami w sferze romantycznej. Ze strony na stronę uczucia i skrajne emocje aż wyskakują z książki, by dotrzeć prosto do serca oraz umysłu czytelnika. Bolało mnie, kiedy czytałam retrospekcje Niny, ale czułam dreszczyk adrenaliny, gdy wyczuwałam, co planuje bohaterka wiele lat po tragicznych wydarzeniach. Powoli poznawałam każdą z postaci, w tym Declana, kontrolującego wszystko, co tylko się da faceta, przystojnego, elokwentnego, ciepłego Bennetta, który skrywa mnóstwo odpowiedzi na podświadome pytania czytelnika w trakcie lektury; poznałam również Pike’a, znaczącego bohatera w życiu Niny, oraz wiele innych, pobocznych, które, jak się okazuje, później przypisuje się im znacznie większą rolę w rozwoju akcji.
Najbardziej zdumiało mnie ostatnie pięćdziesiąt stron. To był już całkowity wybuch nagromadzonych emocji, szaleństwa, zemsty; tego, do czego doprowadziły działania głównej postaci. Strach mieszał się z rozpaczą, rozpacz z nienawiścią, przerażenie oraz pytanie „co będzie dalej?” z pytaniami „co robić, aby cofnąć czas?”. Nina to świetnie psychologicznie złożona postać, ukazuje, co człowiek jest w stanie zrobić w akcie desperacji oraz żądzy zemsty, do czego prowadzi okrutna manipulacja, granie na czyichś uczuciach.

„Już w młodym wieku nauczył mnie, jak żyć bez emocji, jak zamknąć serce w stalowej klatce. Zawsze mi powtarzał, że nikt nigdy nie zdoła mnie zranić, jeśli nic nie czuję – więc nic nie czuję”

Myślę, że „Bang” nie jest dla wszystkich. Powinnam to ująć inaczej. Nie tyle co myślę, a mam świadomość, że nie jest dla wszystkich czytelników. Erotyka łączy się z brutalną, bolesną przeszłością, z kryminalnym wątkiem, który ze strony na stronę coraz bardziej się otwiera, ukazując, co się za nim kryje. W tej powieści dominuje mrok, smutna, a jednocześnie okrutna i niezamknięta przeszłość, erotyka, bestialstwo oraz stek iluzji, kłamstw czy wspomnianej wielokrotnie manipulacji. Jeśli jesteście gotowi na takie przeżycia, na historię Niny, to śmiało sięgajcie po „Bang”, ale uważajcie, to mocna lektura!

Do poczytania,
Zszokowana Arystokratka A., która musi pozbierać szczękę z podłogi.

listopada 11, 2018

Rick Riordan i jego kryminalne dzieło, czyli "Big Red Tequila"!

Rick Riordan i jego kryminalne dzieło, czyli "Big Red Tequila"!

„Big Red Tequila”
Autor: Rick Riordan
Kategoria: thriller/kryminał
Wydawnictwo: Galeria Książki
Stron: 464
Tłumaczenie: Jacek Konieczny

Cześć, Kochani! Na dziś mam dla Was książkę wujka Ricka Riordana pt: „ Big Red Tequila”. Pierwszy tom Tres Navarre. Jak zawsze kochany Riordan spisał się na medal. To nie jest moja pierwsza przygoda z piórem tego autora. Przeczytałam od niego trylogię Kronik Rodu Kane, serię Percy Jackson i bogowie olimpijscy, Olimpijscy herosi. Został mi Apollo i Magnus Chase, ale wróćmy do Tresa Navarre. Powiem Wam, że wzięłam tę książkę w ciemno. To w końcu Rick Riordan, którego pokochałam już parę lat temu. Nie zawiódł mnie, a zaintrygował i kolejny raz zachwycił swoim znakomitym piórem.

„W rzeczywistości, kiedy zobaczyłem, że Robert Johnson nie zjadł jeszcze swojego taco z kociej karmy, dałem mu solidnego kopa. Potrawie, ma się rozumieć, nie Robertowi Johnsonowi”

Od pierwszych stron pokochałam głównego bohatera Tresa Navarre. Jego teksty sprawiły, że nie raz się śmiałam przez łzy i gratulowałam mu aż tak celnych uwag. Gdy Tres wraca do rodzinnego miasteczka San Antonio, próbuje dociec prawdy na temat zabójstwa jego ojca. Sprawę zamknięto, a zabójców nie schwytano. Ojciec Tres zginął dekadę temu, a w tym czasie chłopak zniknął z miasta, by zapomnieć o śmierci ojca. Poszukuje odpowiedzi na swoje pytanie, które nie mogło zginąć w tłumie innych. Swoimi poczynaniami rozpoczął lawinę zdarzeń, których nie dało się powstrzymać.

„Robert Johnson obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem, ledwie wszedłem do środka, ale zdecydował się ogłosić rozejm, kiedy usłyszał szelest rozwijanej folii aluminiowej z resztkami kolacji”

Morderstwo, które zostało dokonane dekadę temu przypisano Guyowi Whitowi. Riordan przez całą książkę wprowadza czytelnika w świat  kryminalny, w świat pełen niebezpieczeństw, które czyhały na bohatera. Pozycja ma swój klimat, powiedziałabym, że jest on ciut mroczny, którego nie traci aż do ostatnich stron. Czytelnik nie mógł od razu wpaść na trop potencjalnego zabójcy sprzed dekady i czyhającego teraz, i w dodatku aktywnego. Kolejne morderstwa przekonują Tresa, że dzieję się coś złego, a przestępca nadal jest na wolności i grasuje na większą skalę.

„Poprosiłem mamę o długopis i kartkę papieru. Spojrzała na mnie, po czym zaczęła przetrząsać zawartość swojej torebki. Na dużej samoprzylepnej kartce w kolorze fuksji napisałem: ZWRÓCIĆ NADAWCY. Na dole się podpisałem.
Kartkę przykleiłem do koszuli Rudego.
— Mimo wszystko dzięki — powiedziałem”

Polubiłam Maię Lee, a co do Lilian jakoś nie umiałam się przełamać. Od początku była jakąś taka zdystansowana i odrobinę chłodna. Nie umiałam się do niej przekonać i wydawała mi się jakąś podejrzana. Imponowała mi postać Maii, którą szczerze polubiłam. W moim sercu zapadł także przyrodni brat Tresa Garret. Ta trójka bohaterów skradła mi serce i zapadły w pamięci.


Gorąco ją polecam! Jest to jeden z wyśmienitych kryminałów, które do tej pory przeczytałam. Wujek Rick pozostał na swoim poziomie i jestem zadowolona z faktu, że z każdą jego książką styl i pióro autora pozostają na wysokim poziomie. Jestem ciekawa kolejnego tomu o losach Tresa Navarre. Pokochałam go, jak i jego kota Roberta Johnsona. Zaśmiewałam się przez łzy z tego cudnego duetu. Ponadto akcja dzieje się w Teksasie, miałam okazję poznać ten Stan oczami Navarre. Byłam zachwycona barwami i prawdą, którą kryło to miasto.
Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

listopada 09, 2018

Kraina nasiąknięta bólem, ludzką krwią oraz cierpieniem, czyli "Guerra"!

Kraina nasiąknięta bólem, ludzką krwią oraz cierpieniem, czyli "Guerra"!

„Guerra”
Autor: Melissa Darwood
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Kobiece (Young)
Stron: 240

„Guerra” to drugi tom z serii „Wysłannicy”, który zrobił na mnie spore wrażenie, jednakże nie będzie tu tak słodko i miło, jak było w poprzedniej części. Tym razem zostajemy przeniesieni do brutalnej, obozowej rzeczywistości nieludzkiej Guerry, świata, w którym dominuje pogarda, ciężka praca, niewolnictwo, rozlew krwi, brak poszanowania dla drugiej osoby i nieemocjonalność. Choć książka napisana, tak jak poprzednik, znakomicie, a fabuła bardzo wciągała, moje serce wciąż jest bardziej z „Laristą”, aniżeli z brutalniejszą „Guerrą”. Zacznę jednak od początku.


Historia w tym tomie przedstawia losy bohaterów kilka lat od zakończenia „Laristy”. Tym razem skupia się na innej parze, mianowicie na Zuzi i Patryku, przyjaciołach Lary. Oboje grają w rockowym zespole, który ma szansę zajść na sam szczyt, jednakże przez jedno złamanie starych zasad Guardianów, ukochany Zuzy zostaje zesłany do Guerry, miejsca odległego, nieznanego, tajemniczego i skrywającego mnóstwo strasznych sekretów. Okazuje się, że dziewczyna może udać się na poszukiwania Patryka do tego podłego miejsca, lecz nie wiadomo, co będzie po drugiej stronie, co ją tam czeka i czy wróci do domu sama, z chłopakiem, czy jednak na zawsze utknie w świecie, w którym nikt nie chce przebywać.

„Hmm… Takie jest życie, moje dziecko. Dorastamy, realizujemy marzenia, zakładamy rodziny… Przyjaźń to cenny dar, który należy pielęgnować. Wspólne rozmowy, szczerość, wybaczanie, dzięki nim więź potrafi przetrwać dziesiątki lat”

Zabrałam się za „Guerrę” prawie od razu, jak tylko ją kupiłam. Bardzo spodobał mi się świat, który przedstawia Melissa w tej serii. Jest wyjątkowy, pokazuje inny obraz tego, co niektórzy nazywają aniołami, demonami, strażnikami lub wrogami człowieka, istoty żyjącej lub w trakcie umierania. Ciekawy temat, ciekawi bohaterowie, którzy oddają klimat temu motywowi. „Guerra” tym razem zabiera nas nie do Starego Lasu, gdzie mieszkały wszystkie postaci z „Laristy”, a do brutalnej, nasiąkniętej ludzkim cierpieniem krainy, gdzie Zuza wyrusza na poszukiwanie ukochanego. Przez większość książki akcja dzieje się właśnie za krwawymi murami Guerry; ukazuje losy tamtejszych mieszkańców, pokazuje również przemianę głównej bohaterki, jej wewnętrzną walkę oraz siłę, którą dysponuje, a o której nie miała pojęcia. Zuza to twarda babka, niezależna kobieta XXI wieku, zraniona i niezbyt chętna do ukazywania emocji, nawet najbliższym. Nienawidzi, wręcz gardzi, litością oraz współczuciem, a jednak w tej okrutnej krainie, wybudza z siebie tę wrażliwą część. Przyznam, że bardzo kibicowałam tej bohaterce, obdarzyłam ją ogromną sympatią, ponieważ już dawno nie miałam okazji czytać o kimś, kto do złudzenia przypominałby mi o moim własnym charakterze. Z wielką przyjemnością czytałam więc „Guerrę”, mając za towarzyszkę taką dziewczynę jak Zuza. Nie raz potrafiła pokazać swoją siłę i zaciętość w najmniej oczekiwanych momentach, udowadniając, że nie jest wcale taka krucha, na jaką wygląda. Potrafi kochać, miłować, a nawet wybaczenie nie bywa jej obce. Jako bohaterka stała się również jedną z moich ulubienic.

„Rozwój rodziców sprawił, że wiedziała, jak radzić sobie z odrzuceniem, poczuciem winy, wyrzutami sumienia… Zignorować, zapomnieć i iść do przodu. To była jej recepta na bezbolesne przeżycie. Zdarzały się czasami chwile, takie jak ta, że w miejsce wygodnej obojętności wkradała się empatia”

„Guerra” przedstawia nam nie tylko postaci z poprzedniego tomu, ale i całkiem nowych i równie ciekawych co pozostali. Poznajemy Iwo, poznajemy również Blankę, Bjora czy Yrjo, osoby, które również zasługują na chwilę uwagi ze względu na swoją wyjątkowość. Wizyta w tej obrzydliwej, nieludzkiej krainie zostaje nasiąknięta potwornym bólem, cierpieniem, rozlaną krwią, brutalnością i bezwzględnością tych, którzy tam przebywają, sprawując kontrolę nad niewolnikami. Niektóre opisy wręcz przywoływały mi w głowie obraz obozów koncentracyjnych, chociażby Auschwitz-Birkenau, który odwiedziłam kilka lat temu i mogłam dokładnie wyobrazić sobie, jak wygląda również pewna część Guerry oraz codzienne życie mieszkańców baraków. Melissa wszystko opisała tak dobrze, że niejednokrotnie czułam dreszczyk adrenaliny, strach przed tym, co wydarzy się na kolejnych stronach, jak potoczą się dalsze losy Zuzki czy nawet mniej istotnej postaci, jaką jest Blanka. Wgląd w świat Tentatorów, ich obłudy, kłamstw, brutalnego życia, był w tej książce doskonały i mogłam bliżej poznać ten gatunek, dowiedzieć się o nich znacznie więcej niż w poprzedniku, którego darzę ogromnym sentymentem.
„Guerra” choć powieść naprawdę świetna, nie przekonała mnie do siebie w stu procentach. Owszem, zawierała w sobie to, co lubię, bohaterowie przyciągali, a fabuła interesowała, jednakże o wiele bardziej wolę „Laristę”. Może to ze względu na niesamowitego Gabriela, na więcej wylewanych uczuć czy emocji, na pięknie ukazujące się uczucie między bohaterami. „Guerra” jest znacznie bardziej brutalna i mocniejsza, natomiast „Larista” bardziej cukierkowa i słodka. Oba tomy są ciekawe oraz dobrze napisane, natomiast moje serce należy do pierwszej części, mimo że druga jest naprawdę wyśmienita, że tak to ujmę, i bardzo ją polecam!

„Niestety, niezależnie od tego, jak dużo osób cię kocha i wspiera, to tak naprawdę i tak jesteś sama ze swoimi problemami. Nikt nie zdoła żyć za ciebie, nikt nie weźmie na własne barki twojego krzyża, nawet jeśli bardzo tego pragnie, jest to bowiem fizycznie niemożliwe”

Do poczytania,
Arystokratka A. :’)

listopada 06, 2018

Zdrady, czatowanie i gorący romans, czyli "Klub niewiernych"!

Zdrady, czatowanie i gorący romans, czyli "Klub niewiernych"!

„Klub niewiernych”
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska & Daniel Koziarski
Kategoria: literatura kobieca, erotyk, thriller
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 524

Cześć, kochani! Na dziś mam dla Was książkę duetu, a mianowicie Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i Daniela Koziarskiego pt: „Klub niewiernych”. Powiem Wam, że jestem pod dużym wrażeniem książki, którą napisali. Duet wypadł niesamowicie i mam wielkie wooow. Pióro zarówno Agnieszki jak i Daniela spodobało mi się, a samo czytanie szło bardzo szybko. Akcja książki od samego początku mnie porwała i nie mogłam się od niej oderwać. Pochłonęłam ją w jeden dzień.

„Seks bez zobowiązań może mieć śmiertelne konsekwencje”

Temat jest bardzo ciekawy, a jednocześnie wciąż aktualny wśród społeczeństwa. Sytuacje, które zostały przedstawione w książce, są bardzo powiązane z psychiką ludzi. Człowiek został stworzony do wielkich rzeczy, ale także jest istotą, która popełnia błędy, tak jak bohaterowie „Klubu niewiernych”. Gdy w plątamy się w poważne kłopoty, to zwykle mamy problem, by je rozwiązać. Grzebiemy się w wirze kłamstw i oszustw, ale by się z nich uwolnić, trzeba wyznać prawdę, która w przypadku bohaterów bywa bolesna.


Każda kobieta zasługuje na mężczyznę, który będzie ją szanował, będzie lojalny, a przede wszystkim będzie kochał. Żadna nie chce doznać krzywdy, jaką jest zdrada. Układ dla niektórych jest prosty: tylko seks, lecz inni pragną bliskości, pragną czuć się ważni, pragną mieć kogoś dla siebie. Szukają miłości, ale także spełnienia swoich seksualnych potrzeb. Czat klub niewiernych jest miejscem dla osób, które poszukują nowych wrażeń oraz doznań. Czym kierują się ludzie, którzy się tam logują? Niczym innym jak nowym, lepszym przeżyciom zarówno seksualnych jak i przeżyciom bliskości.

„Gdzieś po drodze zdarzyło mu się coś jeszcze gorszego — zgubił namiętność"

Muszę przyznać, że tylko trzej bohaterowie skradli moje serce, a mianowicie są to Justyna, Dawid i Beata. W nich ujrzałam zarówno swoje pewne cechy osobowości, ale i zachowanie. Postać Dawida zachwyciła mnie i powiem, że to on skradł mi serce. Jak dla mnie to cudowny facet, nawet wtedy, gdy poznałam prawdę o nim, nie zmieniłam zdania, bo zakochałam się w nim. Rozumiałam powód, który nim kierował, choć nie popierałam działań, jakich się podjął. Kiedy poznałam smutną historię, jaka mu się przydarzyła, zrobiło mi się przykro, że został potraktowany przez osobę, której ufał, a co najważniejsze, którą kochał. Dostrzegłam w nim siebie, osobę zranioną i opuszczoną. Taka sytuacja zmienia człowieka, wyzwalając u jednych dobre cechy, a u drugich te złe. Sytuacja zmieniła jednakże Dawida w osobę pragnącą zemsty na innych fałszywych kobietach.
Justyna to jedna z tych kobiet, które oddają serce mężczyźnie, ale wraz z nią lojalność oraz wierność. Jest oddaną żoną Piotra, który swoją drogą w młodzieńczym wieku nie zaznał odrobiny szaleństwa i zabawy, więc postanowił sobie to wszystko odhaczyć, będąc w małżeństwie. Moim zdaniem ten facet nie dojrzał do roli męża, a co dopiero tu mówić o roli ojca. Zamknął się w swoim świecie, jednocześnie izolując się od żony, od której nie chciał odejść, bo, jak twierdził, kochał ją. Justyna przymykała oko na jego izolację, a kłótnie kończyły się tak, że po jakimś czasie mu wybaczała, bo jak to mówią: miłość zaślepia nawet najbystrzejsze oko. Było mi żal tej kobiety, bo była naiwna i głupia ślepo wierząc w miłość, którą miał obdarowywać ją jej mąż, a i zarówno wiernością, której nie potrafił dotrzymać.

„Czasami chciałabym wyjść i nie wrócić. Chciałabym, aby coś się zmieniło. Chciałabym znowu czuć. Po prostu czuć. Nie wegetować, tylko znowu mieć świadomość, że istnieje, że jestem żywa, kurwa, żywa. Rozumiesz?”

Beata, siostra Piotra, była szarą myszką, tłamszoną przez matkę, która nie potrafiła wypuścić córki spod swojej opieki. Nie zaznała w życiu prawdziwej miłości, ale i fizycznej bliskości z mężczyzną. Wszystkie zaloty ignoruje albo nie zauważa ich. Matka wpoiła jej do głowy, że mężczyźni chcą tylko jednego, a ona jest zbyt naiwna i głupia. Słowa bardzo mocno wryły się w psychikę kobiety i ta nie myślała o bliskości z nikim, ponadto wiedziała, że żaden kandydat nie zadowoli jej matki. Droga manipulacji, którą obrała matka dziewczyny nie wyszła na dobre kobiecie, bo nie była pewna swojej wartości, swojej atrakcyjności.

Gorąco polecam tę pozycję! Jest genialna! Wcześniej nie miałam okazji czytać książki napisanej przez duet, aż tu nagle trafiła się okazja na „Klub niewiernych”. Porusza temat psychiki człowieka oraz drogi manipulacji, która jest obierana. Niezwykłe w tym wszystkim jest to, jak proces ten oddziałowuje na drugą osobę. Na osobie uległej, na osobie o słabej samoocenie jest łatwiej nań wpłynąć i kierować jej życiem. W książce trafiały się osoby, których nie umiałam zdzierżyć, a mianowicie, Dominiki, Urszuli, Piotra. Te postaci działały mi na nerwy i czytając rozdziały o nich miałam w głowie jedynie „skończ gadać głupoty i weź się w garść! Weź swoje życie w swoje ręce, kuj swój los”. Warto ją przeczytać! Ma swój urok, historie zawarte w niej są poruszające oraz wzruszające. Nie zmieniłam swych uczuć względem Dawida, w którym się zakochałam i oddałam mu całe serce!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, amigo!
Arystokratka J.

listopada 03, 2018

W świecie płatnych morderców czyli "Drugie życie Izabel"

W świecie płatnych morderców czyli "Drugie życie Izabel"

„Drugie życie Izabel”
Autor: J.A. Redmerski
Kategoria: thriller/kryminał/romans
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron: 331
Tłumaczenie: Dorota Lachowicz

Drugi tom z cyklu „W towarzystwie zabójców” zrobił na mnie tak samo dobre wrażenie jak poprzednia część. To była czysta przyjemność wrócić do historii Sarai Cohen i Victora Fausta, związanych ze sobą morderstwami, sposobem na życie, tajemnicami, niedokończonymi sprawami i tym, co jeszcze przed nimi.

„Nazywaj to jak chcesz — mruczy zrezygnowany. — Kiedy różnisz się od większości społeczeństwa… od tego, co jest akceptowane przez społeczeństwo, bardzo trudno jest ci znaleźć kogoś, kto jest do ciebie podobny”

W drugim tomie ponownie zostają przedstawione losy Sarai, młodej kobiety, która w swoim niezbyt długim życiu, zdążyła doświadczyć wielu okropieństw. Po ucieczce z niewoli, trudnej przygodzie z Victorem Faustem, ponownym odnalezieniu się w zwykłej, szarej codzienności, dziewczyna postanawia wrócić do niedokończonych spraw związanych z Arthurem Hamburgiem, mężczyzną okrutnym i niezdrowym psychicznie. Mimo wszystko Sarai jest zbyt niedoświadczona, a jej plany spotykają się z niepowodzeniem. Zaczyna wieść życie płatnej morderczyni u boku profesjonalisty, który postanawia udzielać jej lekcji i pomóc w długo oczekiwanej zemście na tych, którzy zasłużyli sobie na karę. Chociaż wydaje się to idealny plan, niedługo pojawią się problemy, a Sarai zostanie wystawiona na ciężką próbę. Nie wiadomo czy Victor jest tym, komu kobieta może ufać stuprocentowe, czy jego przyjaciel, Fredrik, ma przyjazne zamiary i czy Hamburg zdoła uniknąć swej kary. Na te pytania można odpowiedzieć jedynie czytając książkę.


„Drugie życie Izabel” sprawiło, że jeszcze bardziej polubiłam głównych bohaterów. Oboje swoje życie podporządkowali brutalnemu, strasznemu światu, który tylko czeka, aby ich dopaść za całe zło. Sarai nie od razu staje się bezwzględną morderczynią, a droga, by wyzbyła się litości czy współczucia, jest pełna zakrętów i przeszkód, które ciężko pokonać. Gdzieś wewnątrz siebie to dobra, empatyczna, uczuciowa dziewczyna pragnąca zemsty, a zarazem świętego spokoju przy tym, kogo gdzieś w środku darzy głębokim uczuciem. Dzięki drugiemu tomowi możemy bliżej poznać historię przyjaciela Victora, czyli Fredrika, który zaciekawia czytelnika swoją tajemniczością, zawodem, motywami kierującymi do działania. To ktoś, kto wreszcie zaczyna grać równie ważne skrzypce co nasz Victor, Niklas czy sama Sarai. Wprowadzona zostaje również jego historia, powody, dla których stał się tym, kim jest, członkiem tajemniczego Zakonu oraz przyjacielem płatnego mordercy. Dodatek na końcu książki, promujący kolejny tom czyli „Łabędź i szakal”, jest równie interesujący co sam Fredrik i jego ciekawa osobowość, czy sama psychika.

„— Nikomu nie można już ufać. […]
— To prawda. Nie można. Może teraz zrozumiesz, dlaczego nie chcę się do nikogo zbliżyć. Tu nie chodzi tylko o moją pracę, Sarai. Ludziom nie można ufać”

Książka na pewno nie wieje nudą, możemy spodziewać się mnóstwa zwrotów akcji, mieszanki iście wybuchowej co same postaci. Ucieczka za ucieczką, niebezpieczeństwo siedzące tuż na ogonie, zemsty, przebieranki, tworzenie nowej tożsamości, nieprzewidywalność. Autorka w tym tomie skupiła się także na uczuciowości, tej głębszej stronie związku Victora oraz Sarai, chociaż nie zabraknie mroczniejszych, przyprawiających o zmrożenie krwi scen (godna zapamiętana jest ta z udziałem Fredrika i Andre Costy). „Drugie życie Izabel” daje sporo skrajnych emocji, bardzo wyczuwalnych przez czytelnika. Dylematy, trudne decyzje bohaterów zostały ukazane wyraźnie, bez zbędnej koloryzacji czy licznych przemyśleń. Prosto i na temat, bez nudnych, przydługich opisów. Wszystko brnie własnym, dobrym tempem, przekazując nam kolejne działanie postaci. Sarai choć niejednokrotnie potrafiła zdenerwować swoim lekkomyślnym postępowaniem i próbami zwrócenia na siebie uwagi, nadal utrzymuje się na liście jednej z moich ulubionych bohaterek. Jej przemiana, historia, upór i odwaga są zadziwiające i godne podziwu. Nie poddaje się, jest twardą babką, która czasami po prostu gubi się w tym, czego pragnie, a tym, co odpowiednie. Uroku dodaje oczywiście sama relacja Victora oraz Sarai, ich wzajemne przyciąganie, pożądanie czy przywiązanie, które świetnie obrazuje Victor w pewnej kluczowej scenie (fani książki na pewno wiedzą, co mi chodzi). Powieść nie należy do typowych erotyków przesiąkniętych dzikością bohaterów. Jest to thriller z subtelnym wątkiem romantycznym w tle, za co należą się pokłony pani Redmerski. Rzadko kiedy można trafić na mocną książkę, gdzie w dodatku romantyzm nie będzie przeszkodą, a wręcz przeciwnie, doda jedynie smaczku.

„— Sarai, jeśli chcesz się uczyć na własnych błędach, to musisz je przecież popełniać. Mówię poważnie, żaden trening i żadne hipotetyczne scenariusze nie przygotują cię na to, co czeka cię w prawdziwym życiu”

Książkę pochłonęłam w błyskawicznym tempie ze względu na lekkość stylu autorki oraz fantastycznie opisaną fabułę, która wielokrotnie zadziwia, mrozi krew w żyłach czy fascynuje. Tematyka poruszana w powieści nie raz i nie dwa zmusza do małego pomyślunku, zaciekawia, czy może wokół nas nie znajdują się jacyś płatni mordercy czekający na sygnał, by zmieść nas z powierzchni ziemi. Mrok, tajemnice, zaufanie, ucieczka, romans, chęć zemsty — tym określiłabym „Drugie życie Izabel”, które dorównuje swojej poprzedniczce. Z pewnością przygarnę do siebie trzeci tom i jestem niemalże pewna, iż nie zawiodę się na pani Redmerski. Ta kobieta tworzy tak świetną fabułę, tak świetnych bohaterów, że przyciąga do siebie niczym magnes.

„Chciałem, by miała normalne życie.
Żeby nie skończyła tak jak ja”

Do poczytania,
Arystokratka A. :) 

listopada 02, 2018

PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA Z ARYSTOKRATKAMI!

PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA Z ARYSTOKRATKAMI!

Podsumowanie października 2018:


Październik był przyjemnym miesiącem, jak i pod względem czytelniczym, filmowym, kosmetycznym, tak i prywatnym. Zwykle w halloweenowy miesiąc przestawiamy się już na ciąg pracy, nauki po ciężkim wrześniu, więc tak również było w naszym przypadku. Praca, praca, nauka, pasje, spotkania towarzyskie, wyjazdy (przede wszystkim na Krakowskie Targi Książki!), pisanie i oczywiście czytanie. Mówiąc o KTK bardzo dobrze wspominamy ten dzień, kurczę, co to był za fun! Spotkałyśmy mnóstwo niesamowitych czytelniczych duszyczek, aż stanie w długich kolejkach było znacznie milsze i zabawniejsze. Kupiłyśmy sporo książek, zgarnęłyśmy wiele gadżetów, a niebawem szykujemy kolejny konkurs, więc bądźcie uważni, bo nie znacie dnia ani godziny! Dziś dość rozlegle podsumujemy październik, gdyż to nasze pierwsze podsumowanie na blogu i chcemy zrobić to jak najlepiej, więc litania czas start!

Podsumowanie według Arystokratki A.:

W tym miesiącu przeczytałam 9 książek („Wesele” Wyspiańskiego pozwolę sobie pominąć w tej liście), z czego tylko parę z nich mogę polecić z całego serca. Zaczniemy od pierwszej pozycji skończonej w październiku:

„Bez uczuć” Mia Sheridan -> recenzja znajduje się tutaj.
Miła, przyjemna w odbiorze powieść, jednak czegoś mi w niej zabrakło. Naprawdę bardzo lubię książki Mii, zwykle jestem nimi w pełni zachwycona, gdyż są przesiąknięte emocjami, uczuciowością, trudnymi, bolesnymi historiami, i chociaż „Bez uczuć” również było nacechowane tym, czym wymieniłam, ewidentnie czegoś tu brakło. Połączenie romansu, tematów związanych z hazardem, utratą bliskich, długo planowaną zemstą.

„Początek” Dan Brown -> recenzja znajduje się tutaj.
Piąty tom z cyklu o profesorze Robercie Langdonie. Poruszane tematy sprawiły, że pochłonęłam lekturę w zaskakująco szybkim tempie, mimo swojej objętości. Dan Brown skupił się w tej książce na kwestii religijności, podstawowych pytań egzystencjalnych. Piękne krajobrazy Hiszpanii, ucieczka naszych głównych bohaterów oraz próby rozwiązania zagadki pozostawionej przez ważnego futurystę.

„Black Ice” Becca Fitzpatrick -> recenzja znajduje się tutaj.
Morderstwo w mroźnych górach, bestsellerowa pisarka znana z serii „Szeptem”, całkiem zacny kryminał osadzony w górskich klimatach. Śnieżna przygoda, wartka akcja, świetnie wykreowane postaci, kryminalne tło, romans w tle. Po zawodzie związanym z „Niebezpiecznymi kłamstwami” Becci, „Black Ice” definitywnie rekompensuje wszystko, zabierając czytelnika tam, gdzie góry stają się wrogiem.

„Larista” Melissa Darwood -> recenzja znajduje się tutaj.
Miłość od pierwszego wejrzenia. Piękna, romantyczna historia; pełna uniesień, zagadek i nowego świata przedstawionego przez jedną z moich ulubionych polskich autorek. Z racji na moją staroświecką duszę, temat obrany przez Melissę trafił wprost do mojego serca, a książkę pochłonęłam w jeden wieczór. Wątek miłości został przedstawiony bardzo subtelnie, a fantastyczny intrugujący. Czego chcieć więcej? Och, na pewno przeczytania drugiego tomu!

„Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam” Paulo Coelho.
Refleksyjna, mądra powieść z przesłaniem. Tym razem Paulo podjął się motywu miłości, połączywszy go z religijnością oraz tym, czego tak naprawdę pragnie człowiek, jak pobudzić w sobie tętniącą miłość. Choć nie należę do zagorzałych fanek Paula, a na półce mam tylko dwie jego książki, ta również wpisuje się na listę tych, które coś za sobą niosą i miło je wspominam. Czasami miałam chwilę zwątpienia, nie wiedząc, o czym powieść mówi, jednak po czasie przyszły również refleksje i wszystko stało się jasne.

„Podrabiany talent” Emilia Bury -> recenzja znajduje się tutaj.
Kryminał dla młodzieży, który swoim klimatem przypomina bajkę z dzieciństwa Scooby-Doo. Tajemnica z rzekomo nawiedzonym domu, straszne jęki, walenie w ścianę, zamurowany pokój. Młodzi bohaterowie, miejscami nużąca, dłużąca się akcja i niejasne wytłumaczenia wszystkich dziwnych „zjawisk”. Dla mnie książka była niestety zbyt słaba, bym mogła ją zapamiętać na dłużej, aczkolwiek młodsi odbiorcy powinni być z niej zadowoleni.

„Dylemat Oliwii Black” Barbara Taraszkiewicz -> recenzja znajduje się tutaj.
Niesamowita, przyjemna książka dla kobiet. O trudnych wyborach, o sile (nie zawsze tej napędzającej) miłości, o problemach w rodzinie; manipulacji, podejmowaniu ciężkich decyzji. Romans został ujęty w bardzo delikatny, subtelny sposób, a całą historię czyta się w oka mgnieniu. Oliwia Black oraz trud jej życia na pewno zostanie ze mną na długi czas.

„The Call: Wezwanie” Peadar Ó Guilin
Młodzieżowa fantastyka, która od początku aż do końca wrzuca nas do brutalnego świata nastolatków, którzy żyją w ciągłym strachu, oczekiwaniu na tytułowe wezwanie przez przerażające postaci w Szaroziemi. Książkę czytało mi się długo i niekiedy musiałam robić spore odstępy czasu, biorąc się za coś innego. Chyba to kwestia tematyki, jakoś nie za bardzo wpisała się w moje klimaty, natomiast pomysł na fabułę i realizacja naprawdę na plus!

W ten sposób prezentuje się moja lista przeczytanych w tym miesiącu książek. Najbardziej podobały mi się: „Początek”, „Dylemat Oliwii Black” oraz „Larista”, najmniej „Podrabiany talent” i „The Call: Wezwanie”.
Z interesujących filmów, które obejrzałam i śmiało również mogę polecić to na pewno: „The Meg” reżyserii Jona Turteltauba. Film opowiada o pojawieniu się w morzach prehistorycznego, największego na świecie rekina czyli megalodona. Choć na ogół nie przepadam za taką tematykę, ten film oglądałam z przyjemnością, a moją sympatię zaskarbił sobie znany aktor Jason Statham, którego kojarzyłam już z innych produkcji.
Dalej mamy także „Krucyfiksa” reżyserii Xaviera Gensa, czyli horror opowiadający o dziennikarce, która wyrusza na poszukiwanie prawdy związanej z księdzem skazanym za zabójstwo opętanej zakonnicy, nad którą sprawował egzorcyzmy. Przyznam, że do horrorów mrożących krew w żyłach ten film nie należy, ale ma bardzo interesującą, ciekawie poprowadzoną fabułę, a aktorzy spisali się na medal, więc oceniam tę produkcję na plus jako świetny thriller, może kryminał, ale z pewnością nie straszny horror. Z moich polecajek to już wszystko, czas na Julię :’)

Podsumowanie według Arystokratki J.:

Łącznie w tym miesiącu przeczytałam 9 książek, lecz muszę zaznaczyć, że nie każdą z nich recenzowałam. Nie zamieściłam w tej liście tylko jednej ze względu, że nie była zbyt dobra, nie zachwyciła mnie w żadnym stopniu ani nie porwała w swoje szpony jak reszta!

„Powód, by oddychać” Rebecca Donovan -> recenzja znajduje się tutaj.
Naładowana emocjami książka, której tak łatwo nie będę w stanie zapomnieć. Niesie ze sobą wiele krzywdy i cierpienia. Przemoc fizyczna miesza się z psychiczną. Nie była to łatwa tematyka, ani łatwa powieść. Wyczerpała mnie emocjonalnie, spowodowała powódź w postaci łez. Długo wyczekiwana przeze mnie książka, która pozostanie ze mną na długo.

„Poświęcenie” Adriana Locke -> recenzja znajduje się tutaj.
Kolejna powieść, dzięki której doznałam wielu skrajnych emocji; tych złych, ale także tych dobrych. Łzy były nieodłączną częścią tej książki. Zawiera w sobie trudny temat, z którym każdy z nas może się zetknąć albo już zdążył się zetknąć. Mam tu na myśli temat choroby i śmierci. Piękna książka, która zostawia spory ślad w postaci wspomnień.

„Osaczony” Diana Palmer -> recenzja znajduje się tutaj.
Jedna z autorek, która zaskoczyła mnie tym, że polubiłam jej pióro w tak krótkim czasie! Na pewno nie ostatnia powieść Palmer trafiła w moje ręce. „Osaczony” porusza tematykę gangu narkotykowego, który całkowicie mnie zaintrygował. Diana pisze o sprawach dość aktualnych. Ta autorka wstrząsa swoim piórem, ale także historią, którą porusza „Osaczony”.

„Serce ze szkła” Kathrin Lange -> recenzja znajduje się tutaj.
Sięgnełam po tę pozycję z powodu opisu, który mnie zachwycił. Najbardziej podobał mi się klimat, który utrzymywany był przez całą powieść. Legenda krążąca na wyspie ma swój wyjątkowy urok. Bardzo dobra książka, a autorka świetnie opisała wątek kryminalny, przy czym sekret utrzymywał się przez całość, dopiero na końcu dowiadujemy się prawdy. Czytało się ją szybko, a sama historia napisana bardzo dobrze.

„Tryjon” Melissa Darwood -> recenzja znajduje się tutaj.
Nie spotkałam się jeszcze z taką wizją podziemi. Zaskoczyła mnie, a także zachwyciła. Historia spodobała mi się od pierwszych stron. Styl autorki od razu mnie porwał. Powieść trzymała mnie do samego końca, do ostatniej kartki, do ostatniego słowa. Oczywiście zakochałam się w głównym bohaterze, którym swoim charakterem, swoimi słowami i czynami zdobył moje serce.

„Zaginiony symbol. Klucz do bestsellera Dana Browna” Henrik Eberle.
Pragnęłam od razu po przeczytaniu „Zaginionego symbolu” wtajemniczyć się w sekrety historii; poznać masonów z innej strony, tej bardziej historycznej. Poznałam więc wiele ciekawych tematów, wiele tajemnic, które nagle stanęły dla mnie otworem. Książka jest napisana świetnie i podziwiam autora za jego ogromną wiedzą, jaką wykazał się, pisząc ten klucz do bestsellera.

„Brown Residence” Krzysztof Sperkowski.
Sekrety mieszane z kryminałem? Podobało mi się w tej książce to, że czytelnik nie odkrywał wszystkich kart powieści od razu, a bardziej stopniowo się dowiadywał, a nawet domyślał pewnych spraw. Z dwójki rodzeństwa bardziej polubiłam chłopca, który widział świat całkiem inaczej niż reszta. Świetna książka, świetna akcja, które leci szybko i gładko.

„Klub niewiernych” Agnieszka Lingas-Łoniewska & Daniel Koziarski.
Duet, który mnie zaskoczył, ale też zachwycił. Ich pióro razem to wyśmienity przepis na świetną książkę. Pokochałam jedną z postaci męskich, która moim zdaniem jest najlepsza ze wszystkich bohaterów. Natomiast z damskiego grona to Justyna oraz Beata podbiły moje serce. Podoba mi się w tej książce to, że opiera się na psychice człowieka. Genialna i porywająca!

Z filmów mogę śmiało również polecić kilka produkcji, które zdążyłam obejrzeć w październiku, a jest to między innymi (tak jak Aga): „The Meg” oraz „Krucyfiks”, a także „Drapacz chmur” reżyserii Rawsona Marshalla Thurbera, „Wicher 3. Dzikie konie” reżyserii Katji von Garnier, jeden z moich ulubionych filmów poruszających tematykę konii!, następnie mamy „Ant-Man i Osa” reżyserii Peytona Reed, kolejna świetna produkcja Marvela, z której jestem ogromnie zadowolona. Duża dawka humoru, wartka akcja, świetni aktorzy! Na końcu oglądałam również „Protektora” reżyserii Boaza Yakina.

Dodamy również, że w październiku objęłyśmy patronatem dwie cudownie zapowiadające się książki: "Tylko Żywi Mogą Umrzeć" od wspaniałej D.B. Foryś oraz "Zła miłość" od Samanty Louis! 

Mamy nadzieję, że to podsumowanie jest przydatne i spodobało się. Chętnie będziemy takie robić, a może z miesiąca na miesiąc dodamy coś nowego do takiego podsumowania. Kto wie, świat jest wielki, pomysłów jeszcze więcej :’D.

Buziaki,
/Arystokratki

Cztery bohaterki, jedna ujmująca historia i brutalna przeszłość w tle, czyli "Ślad po złamanych skrzydłach"

„Ślad po złamanych skrzydłach” Autor: Sejal Badani Kategoria: literatura obyczajowa Wydawnictwo: Kobiece Stron: 488 Tłumaczenie:...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger