grudnia 12, 2018

Miłość, szybka jazda i gęsta, erotyczna atmosfera, czyli "Konsorcjum"

Miłość, szybka jazda i gęsta, erotyczna atmosfera, czyli "Konsorcjum"

„Konsorcjum”
Autor: A.S. Sivar
Kategoria: literatura erotyczna
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 582

Cześć, kochani! Na dziś mam dla Was książkę A. S. Sivar pt: „Konsorcjum”. Powiem Wam, że pozycja wciągnęła mnie od pierwszych stron. Czytając ją, czułam się tak, jakbym słuchała i widziała przed oczami moją relację z przyjaciółką. Aśka i Nadia to zwariowane odwzorowanie mojej przyjaźni. Nieraz się śmiałam i płakałam. Ta książka to nie tylko piękne wzloty, uniesienia, ale też upadki. Ukazuje przyjaźń, która przezwycięży wszelakie trudności. Jak w każdej powieści pojawiają się bohaterowie, których się kocha, lecz są też tacy, których się nienawidzi, tak również jest w tej pozycji.


Muszę przyznać, że zakochałam się w dwóch mężczyznach z „Konsorcjum”, a mianowicie w Dominicu Alexandrow i jego przyjacielu Kamilu. Nie mogłam się oprzeć magnetyzmowi, ale także urokowi jaki ma w sobie Dominic. Jest jednym z tych samców Alfa, którzy dostają to, czego chce. Mężczyzna nie musi się starać i zabiegać o względy kobiet, a dlaczego? Bo dostaje je bez żadnych trudności. Kobiety same zabiegają o jego uwagę, a wręcz pożerają go wzrokiem, próbując zwrócić ją na siebie. Mężczyzna, który skrywa tajemnice, a w łóżku jest po prostu bogiem seksu, toż to przecież chodzący ideał (:D) Ale co się stanie, gdy napotka na swojej drodze kobietę, która jako jedyna będzie mu się opierać? Jedna, która nie będzie łatwym celem, czy zdobyczą. Jedna, o którą trzeba walczyć i zabiegać.

„— Nie jestem głucha, nie musisz się drzeć. — Patrzę na niego zaciekle”

Nadia Cruz to jedna z tych bohaterek, które bardzo lubię. Wypatrzyłam w niej kilka swoich cech charakteru, osobowości, i pewnie dlatego tak bardzo przypadła mi do gustu. Jest młodą, mocno zranioną kobietą przez mężczyznę. Kobieta, która została zraniona zmienia się nie do poznania, i tak też się stało z Nadią. Przez pewien czas nie da się jej poznać. Ciężko zniosła rozstanie i złamane serce. Gdy odnawia przyjaźń z Aśką jej życie znów zdaje się przypominać choć odrobinę dawne. Kiedy razem ze współlokatorką wybiera się do klubu ma miejsce nieprzyjemna sytuacja. To w tam Nadia spotyka boskiego Dominica, który pokazał się od bezczelnej i aroganckiej strony.

„— Opowiadałam ci o tym Szkocie z wymiany?
— No tak — przytakuję. — Czekaj, jak to było? „on jest jak Apolli, taki przystojny, męski i odważny”.— Czuję kuksańca. — Auuuć, no tak mówiłaś!
— I dobrze mówiłam. Nawet ma te swoje dziewięć muz… dobra, może siedem — odparowuje, wkurzona”

Mija czas, gdy tych dwoje się ponownie spotyka, ale już w innych okolicznościach, a mianowicie zawodowych. Nadia przyjmuje propozycję pracy w ekskluzywnym klubie nocnym, gdzie jej szefem jest wcześniej spotkany Dominic. Dziewczyna wprost nie może w to uwierzyć, że jej szef i kuzyn najlepszej przyjaciółki to ta sama osoba z klubu Gennessis. Jest jedyną kobietą w klubie, która opiera się wdziękom i działaniom seksownego Dominica. Nadia wie, że to mężczyzna, któremu żadna nie odmawia. Dostaje wszystko, czego chce. Kiedy jedna dziewczyna skutecznie mu się opiera, ten zmienia się w zdobywcę, gdyż Nadia ma w sobie pewien urok, który mu się podoba, ale także jest seksowną i przy tym piękną kobietą.

„—Chciałabym ci przypomnieć, że to nie ja w liceum śliniłam się  do klasowego nerda, a żeby mu się przypodobać, grałam z ni  w jakieś dziwne gry.
— Był uroczy! — prycham na nią”

Kiedy jednak dochodzi między nimi do zbliżenia, Nadia nie jest w stanie mu się oprzeć. Spotkały się dwie dusze, dwa ciała, od których aż odbijały się iskry. Zaczynają czuć do siebie coś więcej niż tylko fizyczne przyciąganie. Zaczynają czuć zazdrość i zaborczość względem siebie, i z początku nie rozumieją uczucia, które po mału rośnie między nimi. Dopiero po pewnym czasie uświadamiają sobie miłość, która nadeszła znienacka i nie zamierzała ich opuścić. Dominic jest jedynym mężczyzną, przy którym Nadia znów odczuwa emocje, a w tym pociąg seksualny.

„— Tylko zdjęcie? — kpię. — Leżycie z Kamilem w łóżku, wśród zmiętej pościeli, oczy aż ci się błyszczą, a ty mi powiesz, że to tylko zdjęcie?
— Tak, bo nadal chcę mu nakopać!
— Oddawaj, jeszcze nie skończyłam oglądać”

Jedną z postaci, których szczerze nienawidzę jest Amanda. Od razu widać jej miłość do szefa klubu i nienawiść do nowej menadżer Nadii. To jedna bohaterka, która tak dotkliwie zapadła mi w pamięci. Za to przyjaciółkę Nadii, Aśkę, i jej chłopaka Kamila pokochałam tak samo jak Dominica oraz Nadię. Nie mogłam momentami nadążyć za szaloną i pomysłową Asią, ale mogę powiedzieć, że jest bardzo, ale to bardzo imprezową i pełną przeróżnych pomysłów dziewczyną. Mogłabym się z nią chętnie napić paru drinków, tak samo jak z Kamilem. Jej partner powiedziałabym, że jest jej odzwierciedleniem tylko, że w męskiej wersji. Byłby idealnym starszym bratem, ale tak samo jak Dominic ma problem z uczuciami, a raczej z ich uświadamianiem sobie.

„ — Nie mam pojęcia, o czym mówisz — oburza się — ale zamierzam wrócić z jakimś przystojniakiem i nie ma znaczenia, czy do nas, czy do niego.
— Okej, w takim razie kto mnie dzisiaj przenocuje? — pytam z udawaną powagą”

Gorąco polecam tę pozycję! Ta książka jest wręcz fenomenalna. Znalazłam tu siebie w kilku osobach. Powiem, że autorka ma lekki styl, dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko. Poruszyła u mnie wszystkie struny emocjonalne, które posiadam. Pokochałam jej bohaterów, jej styl, jej książkę i z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu, bo aż się nie mogę doczekać, kiedy wpadnie w moje ręce. Płakałam przy niej, a także często się śmiałam, a niekiedy denerwowałam się. Autorka spisała się znakomicie i mam nadzieję, że kolejny tom będzie równie fascynujący i piękny co ten pierwszy. „Konsorcjum” kryje w sobie to, co uwielbiam najbardziej, a mianowicie miłość, szybką jazdę i świetne samochody, przyjaźń. Jeżeli recenzja Was zaciekawiła na tyle, by sięgnąć po tę pozycję to śmiało! Jeśli lubicie taką tematykę to na pewno trafi w Wasze gusta!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

grudnia 11, 2018

Kolejna emocjonalna bomba, czyli niezawodna C.Cherry i "Siła, która ich przyciąga"

Kolejna emocjonalna bomba, czyli niezawodna C.Cherry i "Siła, która ich przyciąga"

„Siła, która ich przyciąga”
Autor: Brittainy C.Cherry
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: FILIA
Stron: 327
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Za każdym razem, gdy sięgam po książkę Brittainy C.Cherry kończę przy chusteczkach, popłakując lub przeżywając mocnego literackiego kaca. Jestem zwolenniczką emocjonalnych powieści, w których uczucia wylewają się z każdej kolejnej strony. Możecie się domyślić, że ostatni tom z serii „Żywioły” nie odstępował od reszty. Wręcz przeciwnie, całkowicie zdobył moje uznanie, powodując, że po epilogu naprawdę pragnęłam więcej i więcej. Książkę przeczytałam w trakcie jednego popołudnia, ale i tak ogromnie zżyłam się z fantastycznie wykreowanymi bohaterami, z ich trudną, mocną, emocjonalną historią chwytającą za serca nawet najtwardszych czytelników. Mnie kupiła i teraz nie spocznę, póki nie zyskam wszystkich czterech tomów na swojej półce.

„Miłość. Uczucie, które sprawiało, że ludzie zarówno wznosili się do chmur, jak i upadali na samo dno. Uczucie, które trawiło ludzkie serca, a także spalało ich dusze. Początek i koniec każdej podróży”

Historia przedstawia losy Lucy oraz Grahama. Dwóch przeciwieństw, których miłość mogłaby się pojawić chyba za sprawą cudów. Lucy to optymistka, „świrnięta hipiska”, jak śmiał określać ją Graham, kochająca, empatyczna, dobra dziewczyna, która dla najbliższych zrobiłaby niemalże wszystko, nawet wybaczyła najokrutniejszą zdradę. Powiedziałabym, iż jest nieskażona złem, jest cudownie dobra niczym anioł. To też silna, walcząca kobieta, która nie poddaje się przy pierwszej przeszkodzie, nawet jeśli tą przeszkodą jest twardy zawodnik, Graham Russell, chłodny, zdystansowany, chamski pisarz horrorów i kryminałów. Oboje żyją w innych światach, mają inne priorytety, zaabsorbowani są całkiem innymi sprawami, a jednak coś, być może ktoś, staje na ich drodze, by połączyć tę niepasującą do siebie dwójkę. Co z tego wyjdzie, jakie to przyniesie konsekwencje? O tym tylko i wyłącznie w tej niesamowicie, piekielnie dobrej książce.



„Siła, która ich przyciąga” to kolejna cudowna powieść, której oddałam swoje serce. Pamięć o historii Grahama i Lucy pozostanie na naprawdę długo, gdyż im również oddałam cząstkę siebie. Nie chodzi nawet o jakieś podobieństwa między mną a danym bohaterem, aczkolwiek o całokształt. Uwielbiam, doprawdy, ubóstwiam emocjonalne książki trafiające w najczulsze punkty czytelnika, a Brittainy C.Cherry właśnie tego dokonała. Sprawiła, że w trakcie czytania popłakałam się poprzez rożne, tragiczne wydarzenia, poprzez nadmiar uczuć pojawiający się ze strony na stronę; poprzez smutek, przygnębienie, niezrozumienie Grahama i jego lodowatego zachowania, poprzez podziw dla Lucy, tak dobrej duszyczki, że chęć poznania jej na żywo niestety przerasta możliwości. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. To cecha charakterystyczna tej barwnej, pięknej, mocnej lektury. Przeszłość Grahama, jego nienawiść do własnego ojca oraz nienawiść Lyric, siostry Lucy, właśnie do Lucille, była wręcz przygnębiająca, a ja coraz bardziej pragnęłam poznać odpowiedzi na pytania „dlaczego?”. Nie potrafiłam w ogóle przestać czytać tej książki. Co zamykałam ją po przeczytanym rozdziale, zaraz musiałam do niej wracać, żeby dowiedzieć się, jak potoczą się skomplikowane, niezbyt łatwe losy tej dwójki całkowicie różniących się od siebie postaci. I mimo tych różnic, mają coś, co ich spaja, sprawia, że razem tworzą mieszankę wybuchową, lecz taką piękną mieszankę. Taką, na którą patrzy się z rozmarzeniem.

„Ponieważ serca mają tę cudowną moc, że kiedy myślisz, że są pełne, w jakiś magiczny sposób robi się w nich miejsce i udaje ci się tam zmieścić jeszcze więcej miłości”

Możliwość śledzenia losów głównych bohaterów, było nie lada przygodą, której naprawdę nie chciałam kończyć. Mocno przywiązałam się zarówno do Grahama, tak i do Lucy. Widziałam, jakim zmianom się poddają, co sobie uświadamiają, jak skrajne decyzje o swoim życiu podejmują. Widziałam zmieniającą się sytuację rodzinną Lucy, bliżej poznawałam historię jej sióstr oraz ukochanej matki. Poznawałam także Grahama, powody, dla których był tym, kim był. Poznałam także tajemniczą Talon, ale jeśli chcecie wiedzieć, kim jest ta urocza osóbka, musicie zajrzeć do książki, a uwierzcie, pokochacie tę istotkę za samo to, że po prostu jest.
Wierzcie mi, chciałabym napisać na temat „Siły, która ich przyciąga” o wiele więcej, ale brak mi słów, by opisać, jak wiele emocji wzbudziła we mnie ta powieść. Jest nieziemska, niezastąpiona, jest zwyczajnie fenomenalna i doprowadzająca czytelnika do tego, że rzeczywiście płacze przy niektórych emocjonalnych scenach. Nie da się nie polubić głównych bohaterów, czy nawet tych pobocznych jak Talon, profesor Oliver, którego cenię za genialne riposty, odzywki i miłość, którą w sobie posiadał i obdarowywał bliskich. Książka to kolejna uczuciowa bomba i totalnie Was zmiecie, sprawiając, że opadnie Wam szczęka, a zbieranie jej z podłogi potrwa… dość długo. Pozwolę sobie zamilknąć i w ten oto sposób, dając zapowiedź tego, co spotka Was w trakcie czytania, zachęcić do sięgnięcie po ostatni tom „Żywiołów”. Oczywiście znajomość poprzednich części nie jest konieczna, by zapoznać się z „Siłą”, gdyż powieści nie mają ze sobą powiązań, chyba że chodzi o dawkę emocji, które rozdaje Brittainy. Och, tego możecie być pewni. Emocje grają w tych książkach kluczową rolę!

Do poczytania,
Obdarta ze skrajnych emocji Arystokratka A.

grudnia 09, 2018

Przedpremierowo patronat arystokratek, zranione serce, bolesna przeszłość, czyli "Zła Miłość"!

Przedpremierowo patronat arystokratek, zranione serce, bolesna przeszłość, czyli "Zła Miłość"!

„Zła Miłość”
Autor: Samanta Louis
Kategoria: New Adult
Wydawnictwo: e-bookowo
Stron: 207
PATRONAT ARYSTOKRATEK!
Premiera: 10.12.2018!

Kiedyś Deana i Cassie łączyło piękne, silne uczucie, które w pewnym momencie zamroziło serca obojga, a skrywana tajemnica rozdzieliła tę dwójkę, by nie mogła być ze sobą. Przyjaźń przerodziła się w nienawiść, w niechęć, we wściekłość na widok niegdyś tak bliskiej osoby. Czy więc tej tak różnej dwójce bohaterów uda się ponownie dojść do porozumienia, do relacji, którą utracili dwa lata temu? Odpowiedź na to pytania z pewnością znajdziecie w książce Samanty Louis, a my tym krótkim wstępem zapraszamy na podwójną recenzję naszego kolejnego, świetnego patronatu!

Recenzja Arystokratki A.:

„Zła Miłość” to już druga powieść autorki. Jej debiut nosi tytuł „Chłopak, który pokazał mi, jak żyć” i wciąż możecie go nabyć na różnych stronkach. Tym razem, po świecie z demonami i mocnym humorem, przechodzimy do bardziej przyziemnych, bolesnych problemów, z jakimi muszą zmierzyć się bohaterowie. Powieść Samanty jest z gatunku New Adult, mamy do czynienia ze studentami, ich rozterkami, przeszłością, która zostawiła niemałe piętno w sercu obu głównych postaci; z wredną, równie zranioną kuzynką czy też próbami załagodzenia napiętej atmosfery między naszymi dwoma kluczowymi wisienkami na torcie. Zacznę jednak od początku, przedstawiając Wam, o czym w ogóle jest najnowsza książka Samanty Louis.

„Chciałam Deana, nieważne jak bardzo wmawiałam sobie, że jest inaczej, ale nie byłam pewna, czy on chce mnie”

Historia przedstawia losy stosunkowo młodych bohaterów, gdyż są to lata ich studiów. Cassie, wcześniej wrażliwa, romantyczna dziewczyna, po uszy zakochana w wyjątkowym chłopaku, powierzyła mu swoje serce, lecz ten brutalnie je zgniótł, uciekając od płomiennego uczucia. Po dwóch latach w życiu tej młodej kobiety sporo się zmieniło, ona sama uległa definitywnej zmianie. Jedne z wakacji ma spędzić u ciotki i jej córki, która kiedyś była jej bliską przyjaciółką, jednak i Laura poprzez zranienie zmieniła się w kogoś, kim wcześniej nie była. W to piękne, słoneczne lato pojawia się kilka nieznośnych problemów, w tym mieszkający nieopodal Dean, dawna miłość Cassie, oraz niemożliwa, chamska kuzynka. Gdy więc oboje, pałając do siebie nienawiścią, mają spędzić tak blisko siebie tyle czasu, czy dadzą radę unikać się, nie wspominając tego, co było kiedyś?


„Zła Miłość” to dobre New Adult, to mogę przyznać bez bicia. Powieść dość krótka, bo zawiera ledwo dwieście stron, jednak to nie znaczy, iż autorka nie zdążyła przekazać czegoś wartościowego i istotnego, bowiem zrobiła to. Samanta pokazała czytelnikom niezwyciężoną relację, która walczy ze sobą, próbując uciec od tego, co naprawdę czuje. Motyw miłości to jeden z najbardziej znanych motywów i wielu autorom nie udaje się przedstawić go oryginalnie czy wyjątkowo; tak, by książka została zapamiętana, myślę jednak że Samanta Louis powinna zakorzenić się w waszych biblioteczkach, bo bardzo dobrze pisze o miłości, aż chce się więcej opisów relacji, tych wewnętrznych walk i rozterek bohaterów. Bywały momenty błahe, mało znaczące dla powieści, lecz samymi problemami człowiek by się zanudził, rzucając książkę w kąt. „Złą Miłość” czyta się błyskawicznie ze względu na użycie języka potocznego w dużych ilościach. Bohaterowie nie przebierają w słowach, prosto z mostu mówiąc o tym, co myślą, czasami w dość wulgarny sposób, co niejednokrotnie mnie raziło, gdyż osobiście nie przepadam za nadmiarem przekleństw w literaturze, wciąż gdzieś razi mnie w oczy ilość brzydkich wyrażeń, aczkolwiek potrafię to zrozumieć, przysłuchując się ludziom w moim wieku czy lekko starszych, bo wiem, że to właśnie ich język. W kwestii stylu autorki mogę przyczepić się jedynie do chaosu w zdaniach czy powtórzeń, które gdzieś mi się przewijały, ale to czasami i to w małych ilościach. Generalnie powieść czytało się szybko i większych problemów z językiem czy stylem już nie było oprócz tego, co wymieniłam.

„Co mogę ci powiedzieć, tak już z nimi jest, rozkochują nas w sobie, a potem odchodzą, jak gdyby nigdy nic. Ból wpisany jest w miłość”

„Zła Miłość” zawiera kilku ciekawych bohaterów, chociaż przyznam szczerze, że nie zdążyłam się zbytnio do nich przywiązać. Po prostu polubiłam ich, aczkolwiek nie wszystkich. Chociaż czułam ból Cassie, niejednokrotnie nie potrafiłam znieść jej lekkomyślnego, niekiedy żałosnego zachowania czy tych wszystkich zemst, intryg czy działań skierowanych po to, by dobić Deana. Jest to charakterystyczna postać, potrafi zirytować, ale i wzbudzić w czytelniku współczucie czy chęć przekomarzania się z nią. Dean natomiast bardziej wpadł w mój gust, zważywszy na skrywaną przez niego tajemnicę, która dodawała mu mroku. Ciekawość wzbudziła również Laura aka Lori, i jej metamorfoza. Przez całą powieść kibicowałam jej oraz Cassie, by mogły odbudować swoją relację, bo jednak każdy zasługuje na drugą szansę, prawda? No dobrze, nie każdy, ale większość, jeśli faktycznie dostrzegamy ewidentne zmiany. Za duży plus „Złej Miłości” uważam utrzymany przez cała książkę sekret, wychodzący na jaw dopiero pod koniec. Byłam wręcz zdumiona rozwiązaniem tej sprawy. Powieść, choć posiada parę wad, jest dobra i mogę z ręką na serduszku zachęcić do jej przeczytania. Myślę, że tematyka trudnej, dość skomplikowanej miłości, cięższej do opanowania relacji, wciąż pozostaje tym, o czym my, kobietki, lubimy sobie poczytać. „Zła Miłość” to godne polecenia New Adult, dlatego polecam i życzę udanej wizyty u ciotki Susan i jej córki Lori!

Recenzja Arystokratki J.:

Cześć, Kochani! Na dziś mam dla Was książkę Samanthy Louis. Powiem Wam, że powieść nie do końca mnie porwała w obroty. Zabrakło jej czegoś, być może tego ognia, który wciągnąłby do lektury bez reszty. Muszę przyznać, że autorka naprawdę dobrze opisuje emocje, dzięki czemu da się w nie wczuć, da się je zobaczyć pomiędzy głównymi bohaterami: Cassie i Deanem, czy nawet pomiędzy Cassie i wrogo do niej nastawioną kuzynką.

„Długo na to czekałam, każda komórka we mnie krzyczała, y mnie dotknął, drżałam w oczekiwaniu, a w duchu modliłam się by wreszcie to zrobił, by mnie w końcu pocałował”

Czytając „Złą miłość” zauważyłam jakoby inspirację książką „Zły Romeo” Leisy Rayven, jednak było to chwilowe odczucie przy niektórych fragmentach. Powieść przeczytałam w mig. Zabrakło mi jednak większej akcji, takiego powera, który pchnąłby fabułę dalej. Była jedna scena, jeden moment, który na długo zapadł mi w pamięci, a mianowicie to, gdy główna bohaterka wracała samochodem z Deanem i Lori do domu i próbowali ją po cichu przemycić do pokoju przez okno. Ta scena rozbawiła mnie, ale i zastanowiła do czego zdolna jest młodzież, by tylko postawić na swoim.


Po części nie rozumiałam zachowania Cassie, która by sobie ulżyć, zapomnieć o mężczyźnie, do którego coś poczuła, uciekała w ramiona innych facetów. Oczywiście starałam się zrozumieć jej ból, który czuła po stracie ukochanego, ale wybrany przez nią sposób nie był zbyt dobry. Strata Deana zmieniła ją do reszty w zupełnie inną dziewczynę tak niepodobną do jej dawnej romantycznej wersji. Co się dzieje, gdy oddamy komuś serce, a ten postanowi zmiażdżyć je dość ostro? Przechodzimy wewnętrzną metamorfozę i nie da się nas poznać. Dawną Cassie poznajemy, kiedy zaczyna studia i to na nich spotyka miłość swojego życia, Deana, któremu oddaje znaczną część siebie. Cassie nie tylko traci Deana, ale i swojego ojca, który odszedł od rodziny. 

„Jego troskliwy ton łamał mnie jeszcze bardziej. Nie umiałam go rozszyfrować, nie rozumiałam, w co pogrywa, ale poddałam się, w końcu to był Dean, chłopak, któremu oddałam serce”

W kwestii głównego bohatera to trudno mi było zrozumieć, co nim kierowało, poza tym, że nie chciał krzywdzić Cassie i po prostu uciekł od niej. Uczucie jednak nie ustało, nie znikło. Dean wciąż je w sobie miał, bo nie potrafił zapomnieć o dziewczynie. Gdy zobaczył co, a właściwie jaką krzywdę jej zrobił, było za późno, bo dziewczyna zmieniła się nie do poznania. Kiedy widział ją z innym, wariował z zazdrości, nie potrafił znieść myśli, że mogłaby być z kimś innym.

„Cały tłumiony ból powrócił i ścisnął mnie od środka, mocno i bezlitośnie. Wywrócił żołądek do góry nogami, aż zabrakło mi tchu. Fala intensywnych uczuć i emocji przelała się przez moje ciało niczym tsunami. Zagryzłam wargę, silnie, by się nie rozsypać, by nie pokazać, co tak naprawdę działało się ze mną na jego widok”

„Zła miłość” to druga książka autorki, która zadebiutowała pozycją „Chłopak, który pokazał mi jak żyć”. Autorka pokazała czytelnikowi kawałek swojego świata i pozwoliła mu się w nim zanurzyć bez reszty. Historia Deana i Cassie jest jedną z tych, które zabierają czytelników w swoje uczucia. „Zła miłość” to dobre New Adult, które czyta się naprawdę bardzo szybko, a bohaterowie dostarczają niezłych wrażeń. Dla mnie zabrakło ognia, ale dobrze mi się ją czytało. Nie do końca polubiłam główną bohaterkę i bohatera, ale za to polubiłam kuzynkę Cassie: Lori, która niesiona żalem i bólem do Cassie znienawidziła ją. Kibicowałam jej, by w końcu doszła do porozumienia z kuzynką. Nie umiałam nadążyć za Cassie, i z tym całym odgrywaniu się na chłopaku, który ją zranił.

„Wpoiłam się w dusze Deana, w jego serce i umysł. Byliśmy jednością, jednym oddechem, jedną egzystencją, jedną duszą, żyjącą w dwóch ciałach”


Z ręką na sercu mogę polecić „Złą miłość”, która poruszyła mnie i pokazała, że nawet ta najtrudniejsza miłość nie jest zła ani niepotrzebna. Czasem potrzebujemy czasu, by zobaczyć swe błędy i nauczyć się ich nie popełniać. Miło spędziłam czas, czytając tę pozycję i jeżeli temat trudnej miłości jest w waszych gustach to koniecznie sięgnijcie po „Złą miłość”!


Samancie ogromnie dziękujemy za możliwość patronatu tej powieści i przeczytania jej. Jest wyjątkowa i na pewno zapadnie nam w pamięci! Życzymy kolejnych wydawniczych sukcesów, niechaj Twoja półka zapełni się Twoimi własnymi książkami!




grudnia 06, 2018

Zaginiony mąż, tajemnica w tle i on, nieznośny detektyw, czyli "Odwet"!

Zaginiony mąż, tajemnica w tle i on, nieznośny detektyw, czyli "Odwet"!

„Odwet”
Autor: Monika Kortez
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 392

Intrygująca, tajemnicza i zaskakująca, taka właśnie jest książka Moniki Kortez. Postanowiłam, że w niewielkim odstępie czasowym przeczytam dwie powieści o podobnych tematykach, z czego jedna nie miała w sobie nic z kryminału, natomiast „Odwet” gdzieś tam wokół niego krążył, dzięki czemu spodobał mi się o wiele bardziej o lektury numer jeden. Przepiękna okładka oraz ciekawy opis sprawiło, że nie mogłam doczekać się przeczytania tej powieści. Przyznam, była to dobra książka, która może Wam się spodobać. Wystarczy lubić motyw zaginięcia, romansu oraz sekretów, powoli ujawniających się z każdą następną stroną. Zacznę jednak od samego początku.

„Wcześniej wtargnęła w jego świat jak huragan. Przybysz z obcego miasta. Zachwycająca istota, która przewróciła jego życie do góry nogami. Zrobi wszystko, by do niej wrócić”

Historia opowiada nam o młodej, pięknej kobiecie, Morgan, która wydawałoby się, że posiada wszystko, czego dusza zapragnie. Wyszła za mąż za wspaniałego, kochanego człowieka, ma dwójkę cudownych dzieciaków, z których może być dumna, prowadzi firmę wspinającą się po szczeblach możliwości. Niestety, jeden ze zwykłych szarych dni Morgan zmienia się nie do poznania. Bez śladu znika jej mąż, dlatego ta silna, twarda kobieta XXI wieku od razu rozpoczyna działanie, chcąc zrozumieć, co się stało z Marciem. Na jej drodze staje dawna znajomość, ktoś, kogo Morgan wcale nie chciała więcej widzieć, ktoś, przez kogo zamknęła swoje serce na miłość, wiedząc, iż nikogo nie pokocha bardziej niż mężczyznę sprzed lat. Mimo wszystko jest jej ostatnią deską ratunku, by dowiedzieć się, gdzie jest Marc, ale czy poradzi sobie z tym, co niesie ta pomoc i co odkryje w trakcie śledztwa? O tym musicie przekonać się, sięgając po lekturę.


„Odwet” to dobra, niezbyt długa książka, której akcja nie pędzi jak szalona, ale też nie stoi w miejscu. Na początku poznajemy bohaterów, dzięki czemu potrafimy ich odróżnić, by następnie zaskoczyć nas tajemniczym zniknięciem męża Morgan, wydawałoby się niekonfliktowego, poukładanego, porządnego człowieka. Bardzo spodobał mi się wątek kryminalny oraz jego rozwiązanie. Nie było jakoś przesadnie zaskakujące czy też wygórowane, ale wielu rzeczy nie zdążyłam się domyślić, za co ogromny plus leci w stronę autorki. Niestety nie zdołałam polubić głównych bohaterów tej powieści. Dlaczego? Już się ładnie tłumaczę. Morgan to ten typ kobiety, który potrafi niejednokrotnie zdenerwować. Niezależna panna XXI wieku, trzymająca na wodzy emocje, poświęcająca pracy aż nadto czasu. W wielu momentach zachowywała się dość irracjonalnie, gdyż rozumiem, przeszłość tak znienacka pojawia się w naszych progach, uczucia wychodzą na wierzch, ale mimo wszystko właśnie zaginął jej mąż. Czy to aby na pewno dobry czas na odkopywanie starych brudów, ponoszenie się emocjom jak za dawnych lat i dawanie się uwodzić jakiemuś żałosnemu burakowi? Och, Morgan, ogromnie się na tobie zawiodłam! To taka rozumna, inteligentna kobieta, a jednak często w walce na rozum, wygrywało serce oraz ciało. Następny w kolejce jest tajemniczy Gregory, którego nie potrafiłam znieść. Mężczyzna przegrał na starcie tym, co zrobił bohaterce w przeszłości, i tym, że nie zrozumiał niczego z tamtej lekcji, nadal zachowując się jak egoistyczny dupek, nie patrząc na innych. Chce tego, to musi to dostać, a sprzeciwy nie wchodzą w grę. Rozumiem, to miał być bad boy, ale naprawdę przesadzał. Główna bohaterka miała na imię Morgan, nie „księżniczka”, więc ciągłe zwracanie się do niej w ten sposób wywoływało u mnie kolejną falę przewrotów oczami. Ten typ tak działał mi nerwy, że to poezja, jeśli jednak właśnie o to chodziło autorce, to jak najbardziej się udało: dało się nienawidzić Grega. Mimo wszystko postaci wyszły barwne i charakterystyczne, więc tu również wstawiam dużego plusika, pomimo niechęci do detektywa.

„Nie zmienimy swojej przeszłości, Beatrice, ona zawsze pozostanie z nami, to nasza część. Przeszłość pozostanie przeszłością, musimy wyciągnąć z niej wnioski. To się już stało, nie możesz nic zmienić, rozpamiętywanie tego i obwinianie się nie doprowadzi do niczego dobrego”

Prawda jest taka, że mimo wielu niedociągnięć, spraw, nad którymi można byłoby popracować, to książka zwyczajnie mi się podobała. Ponownie była to powieść umilająca późny wieczór przy winie, czy poranek przy kawie. Lubię lektury, które zawierają w sobie wątek kryminalny, lubię wtedy wytężać umysł, doszukiwać się winnych czy podejrzanych, czuć się jak sam detektyw Hector Palma z „Odwetu” czy Malanowski z serialu „Malanowski i partnerzy”.
W książce pojawia się również rodzinny sekret, który był ukrywany od wielu, wielu lat. Powoli, z rozdziału na rozdział czytelnik ma okazję dowiedzieć się więcej na temat przeszłości zarówno Morgan, tak i jej męża oraz jego rodziny z Włoch. Retrospekcja ukazująca dawną znajomość Mo była miłym umilaczem i przerywnikiem od poszukiwań Marca, od planowanej wizyty w Mediolanie, od ciągłego denerwowania się na detektywa i jego „księżniczko”. Tytułowy odwet jeszcze może zaskoczyć czytelnika, bijąc brawa dla naszej nieposkromionej bohaterki i powiedziałabym, że nie do końca wiernej żony, gdyż jej zachowanie wielokrotnie było… raczej niepoważne w stosunku do sytuacji, która rozgrywała się na jej oczach.
„Odwet” to krótka, lecz intrygująca historia poruszająca kilka wątków. Rodzinne brudy, relacje z przeszłości wpływające na teraźniejszość bohaterów, nasz irytujący detektywik, poszukująca żona i tajemnica, która nikomu nie daje spokoju. Kto uprowadził Marca, czy on w ogóle żyje? Jaki był powód do tak desperackiego czynu i kto jest wmieszany w tę całą farsę? Jeśli tak jak ja na początku jesteście ciekawi tego, co kryje w sobie książka o tak pięknej okładce, koniecznie zerknijcie do jej wnętrza i sami odkryjcie wszelakie tajemnice, które być może mocno Was zaskoczą!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania,
Arystokratka A./Aga

Wesołego Mikołajka przy okazji, kochani! 

grudnia 04, 2018

Walka mroku i światłości, czyli "Zgromadzenie"!

Walka mroku i światłości, czyli "Zgromadzenie"!

„Zgromadzenie”
Autor: Joanna Jarczyk
Kategoria: fantastyka
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 347

Cześć, Kochani! Na dziś mam dla Was książkę Joanny Jarczyk pt: „Zgromadzenie”. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i muszę przyznać, że z taką wizją mroku i światła nie miałam jeszcze do czynienia. Podoba mi się kreatywność autorki, którą ujrzałam w jej dziele. Barwni bohaterowie i akcja wciągnęła mnie na dobre. Nie mogłam się od niej uwolnić dopóki, dopóty nie przeczytałam ostatniego słowa. Przygoda zarówno ze Stróżami, jak i z Łowcami dopiero się rozpoczęła, a ja już nie mogę się doczekać aż wpadnie mi w ręce kolejny tom. Oprócz przyciągającego opisu jak magnez do książki przyciągnęła mnie również okładka, która idealnie oddaje klimat powieści.

„— Impulsy są najlepsze. Robi się wtedy to, co mówią twe najgłębsze pragnienia”

Muszę przyznać, że styl autorki jest lekki i bardzo dobrze się czyta. Ta książka pochłania czytelnika do swojego świata i nie chce go wypuścić za żadne skarby. Oczywiście znalazłam takich bohaterów, którzy wzbudzili mój szacunek, a także zdobyli serce, a inni jedyne, co im się udało, to wybudzić z letargu moją złość i nienawiść do nich. Przywiązałam się do głównego bohatera Damiena, którego losy z należytą uwagą i z zainteresowaniem śledziłam. Skradł mi serce swoim charakterem i sposobem bycia, a oprócz tego miłością do gotowania. Zauważyłam od razu, że serce bohatera było czyste, i kierował się nim. Razem z Damienem odkrywałam kolejne sekrety oraz tajemnice Zgromadzenia. Byłam tak samo ciekawa historią, ale i mocami nie tylko Stróżów, ale także Łowców. Nie rozumiałam, dlaczego Łowcom potrzebne były cnoty ludzkie. Podziwiałam ich moce, a czasem napawały mnie przerażeniem.


Natomiast postać Samuela Sorela wzbudziła jedynie czerwone światełko. Nie polubiłam go, a wręcz stałam się ostrożna na jego słowa, na jego ruchy, na jego zachowanie względem Stróżów, ludzi i Łowców. Gdy Damien dołącza do Zgromadzenia z początku zachwyca się swoimi nowymi umiejętnościami, nabywa doświadczenia w przemianie w Stróża. Gdy pierwszy raz przeczytałam o przemianie to na mojej twarzy można było zobaczyć zachwyt pomieszany z szokiem. Autorka świetnie stworzyła tę scenę, a czytelnik staje twarzą w twarz ze Stróżem. W głowie bohatera kłębiło się wiele „ale”, na które nie uzyskał odpowiedzi.

„ — Dasz mi radę!
— To na pewno. — Damien zaśmiał się na myśl o filigranowej koleżance.
— Hej, w małym ciele wielki duch i siła, także w razie czego pamiętaj, że nie będziesz miał tak łatwo.
— OK, OK”

Uczono Stróżów, że Łowcy to samo zło, które odbiera cnoty ludziom. Dowódca Zgromadzenia opisał je w księdze jako szpetne i obrzydliwe stworzenia, które straciły swoje serce, ale i człowieczeństwo. Stworzył obraz jakim mieli się kierować inni, wpoił im do głów, że z Łowcami nie da się rozmawiać, ani dojść do żadnego kompromisu, a co dopiero przebywać. Za pomoc wrogowi, groziła kara śmierci. Stróż, który pomógł Łowcy uznawany był z automatu za zdrajcę. Oprócz Damiena pokochałam sarkastyczną Łowczynię, Catherine. Uwielbiam jej ironiczne teksty, które rzucała non stop w stronę Stróżów. Zdziwiło mnie jedno, a mianowicie to, że powinna wyglądać obrzydliwe, wręcz szpetnie, jak to opisywał Samuel, a była piękną młodą kobietą, niedotkniętą brzydotą. Byłam w takim samym szoku, co Damien, który odkrył prawdę. Wszystko, co usłyszał albo przeczytał na temat wroga, okazało się być nieprawdą. Damien chciał wiedzieć, dlaczego dowódca za wszelką cenę okłamał swoich, by utrzymać soje kłamstwo.

„— No, no, byłaś blisko.
— Trafiłam w tarczę!
— To sukces. Fakt”

Powiem Wam jedno! Ta książka wymiata! Gorąco ją polecam! Jest fantastyczna, fenomenalna! Autorka napisała świetną powieść, którą miałam okazję przeczytać i jestem z tego zadowolona. Historia, jaką poznałam, zachwyciła mnie i z niecierpliwością czekam na dalsze losy Damiena i Catherine. Urzekła moją osobę zabawnymi zwrotami akcji, genialnymi tekstami Catherine, fabułą, która sprawiała, że chciałam więcej i więcej. Pochłonęła mnie do reszty. Jest zabawna, pełna humoru, pełna niebezpieczeństw, pełna Łowców i Stróżów. Jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju! Warto ją przeczytać, jeśli chce się przeżyć niezapomnianą przygodę z Catherine i Damienem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.


grudnia 02, 2018

Podsumowanie listopada z arystokratkami!

Podsumowanie listopada z arystokratkami!

Podsumowanie listopada 2018:


Listopad opiewał w przede wszystkim początkowy świąteczny szał, który na dobre zagościł w centrach handlowach czy na ulicach miast. Nie omieszkamy stwierdzić, że również wpadłyśmy po uszy, kupując prezenty na Boże Narodzenie czy nowe gadżety związane ze świętami, które świetnie sprawdzają się przy nowych, zimowych zdjęciach. W tym miesiącu, dosłownie ostatniego dnia listopada miała premierę książka, której patronujemy i z której jesteśmy ogromnie dumne. Mowa oczywiście o „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” D.B. Foryś. Recenzję tej fantastycznej powieści możecie przeczytać tutaj (link). Zdążyłyśmy także przeczytać kilka innych tworów i obejrzeć parę filmów, dlatego tak jak poprzednio, podzielimy podsumowanie na to ode mnie i to od Julii.

Podsumowanie według Arystokratki A.:

W tym miesiącu przeczytałam łącznie 8 książek, aczkolwiek jednej z nich („Ludzie bezdomni”) nie wliczam jako tako w powieść, którą byłam oczarowana, więc pozwolę sobie ją całkowicie pominąć.

„Namiętność pachnąca terpentyną” Anna Kasiuk -> recenzja znajduje się tutaj.
Przyjemna lektura zapadająca w pamięć na bardzo długi czas. Historia o prawdziwych ludziach z krwi i kości, ludziach z rozterkami, problemami, z żałobą noszoną w sercu przez długie lata, z odmienną orientacją albo brakiem bodźca, który napędziłby ich do działania. To piękna powieść o utraconej w sobie miłości, namiętności i pisaniu.

„Drugie życie Izabel” J.A. Redmerski -> recenzja znajduje się tutaj.
Drugi tom z serii „W towarzystwie zabójców” nie odstępuje od pierwszej części. Mocne, dobre sceny, ucieczki, tajemnice, morderstwa, lepsze rozwinięcie relacji głównych bohaterów, dylematy, trudne decyzje, mnóstwo zwrotów akcji, mieszanka iście wybuchowa, ale za to jaka świetna! Historia Sarai i Victora na pewno zrobi na wielu z Was ogromne wrażenie! Mnie kupiła w stu procentach.

„Guerra” Melissa Darwood -> recenzja znajduje się tutaj.
Drugi tom z cyklu „Wysłannicy” zabiera czytelnika do brutalnego świata nasiąkniętego ludzką krwią, wylanymi łzami, okrucieństwem, pogardą. Tym razem historia pokazuje losy Zuzki, przyjaciółki Larysy, która, by uratować ukochanego, zmierza prosto do niebezpiecznej krainy zwanej Guerrą. Na pewno przy czytaniu poczujecie ten dreszcz grozy, wierzcie mi!

„Bang” E.K. Blair -> recenzja znajduje się tutaj.
Mroczny, bestialski świat Niny pochłonie Was bez reszty. „Bang” to odurzająca, hipnotyzująca, uzależniająca i ostra powieść. Zachęca aurą tajemniczości, czającego się gorącego romansu, smutkiem, boleścią i intrygującą bohaterką, która od początku pragnie zemsty. Lekturę pochłonęłam w zaskakująco szybkim tempie, a liczne intrygi fascynowały mnie w równym stopniu co sama postać Niny. Ta powieść to po prostu świetny majstersztyk!

„Ślad po złamanych skrzydłach” Sejal Badani -> recenzja znajduje się tutaj.
Powieść ta to niełatwy orzech do zgryzienia. Cztery bohaterki, ciężka przeszłość, która zostawiła na każdej z nich niemały ślad. Z pozoru piękna, barwna historia o rodzinie w środku okazuje się być ujmującą, przygnębiającą, smutną opowieścią o dawnych, brutalnych latach, o przemocy, o trudnym dzieciństwie i rodzicu, który nie potrafił uchronić własnych dzieci, kiedy działa się im krzywda. Książka robi naprawdę ogromne wrażenie i trafia prosto do samego serca.

„Tylko Żywi Mogą Umrzeć” D.B. Foryś <- recenzja znajduje się tutaj.
Nasz fantastyczny patronat to historia o demonach, o świecie skrywającym wiele zagadek i tajemnic, czy mrocznych intryg istot, o których ludzie nie mają bladego pojęcia. To świetna, humorystyczna przygoda z świetnymi bohaterami, ciętymi ripostami, romansem w tle i oczywiście Apokalipsą, która chce dosięgnąć świat.

„Duma i uprzedzenie” Jane Austen
Kolejny klasyk, po który sięgnęłam, okazał się strzałem w dziesiątkę. Wcześniej traktowałam „Perswazje” jako ulubieńca, ale „Duma” przebiła to o stokroć. Piękna, ujmująca historia Elizabeth Bennet po raz kolejny pokazała mi obraz XIX-wiecznego kraju z widocznym podziałem społeczeństwa, z jego walorami, ale także straszliwymi wadami ludzi, którzy bez pieniędzy czy posagu dla córek są bezużyteczni, skazani na bycie tymi „gorszymi” wśród licznych arystokratów. Powtarzam: przepiękna historia, która chwyciła mie za serce!

Tak oto prezentuje się moja listopadowa lista książek, które przeczytałam. Ciężko mi wybrać najlepszą powieść z wymienionych, gdyż wyjątkowo każda mnie czymś urzekła, sprawiła, że ogromnie się do niej przywiązałam i zauroczyłam. W listopadzie nie wybiorę żadnego faworyta, co w sumie ogromnie mnie cieszy, bo podejmowałam super decyzje w sprawie czytanych książek.
Jeśli chodzi zaś o filmy, w tym miesiącu obejrzałam trzy + jedną bajkę, ale daruję sobie wspominanie o niej, gdyż była dla rozluźnienia po ciężkim dniu :D. Pierwszy z nich to dość znana produkcja Mela Gibsona czyli „Pasja”. Historia ostatnich dwunastu godzin Jezusa z Nazaretu. Gdyby to zależało ode mnie, nie obejrzałabym tego brutalnego, okrutnego filmu, aczkolwiek potrzebowałam go do pracy, którą następnego dnia musiałam wykonać, a która powiązana była z motywem produkcji. Myślę, że film nie jest dla wszystkich, a niektóre sceny mogą wręcz przerażać ze względu na drastyczność. W listopadzie obejrzałam również ekranizację filmową książki „Mroczne umysły”, reżyserii Jennifer Yuh Nelson. Choć mówię to rzadko, film znacznie bardziej podobał mi się od powieści, którą strasznie przemęczyłam. Więcej chyba nie będę w stanie o nim powiedzieć. Ostatnią obejrzaną przeze mnie produkcją była „Duma i uprzedzenie” z 2005 roku, reżyserii Joe Wright. Film bardzo, ale to bardzo mi się podobał, aktorzy zostali dobrani znakomicie, świetnie wczuwając się w rolę. Ekranizację oglądałam wręcz z wypiekami na twarzy!
Z moich polecajek to wszystko, czas na chwilę sławy Julii!

Podsumowanie według Arystokratki J.:

W tym miesiącu przeczytałam cztery pozycje, ale to ze względu na brak czasu i nawał pracy. Sama jestem zdziwiona tak małą ilością, ale w grudniu na pewno to nadrobię!

„Tylko Żywi Mogą Umrzeć” D.B. Foryś
Nasz pierwszy patronat, który zachwycił mnie od pierwszych stron akcją, ale także bohaterami, którymi jestem urzeczona, oraz uwielbianą przeze mnie tematyką. Nie mogę się doczekać kolejnych przygód z Tessą i Kilianem w roli głównej, i oczywiście Deamonem, gdyż nie może go zabraknąć. Debiutancka powieść, która zwala z nóg!

„Moja irlandzka piosenka” Anna Olszewska -> recenzja znajduje się tutaj.
Tę historię pokochałam od zaraz, w główni bohaterowie sprawili mi wiele radości. Książka napisana jest lekkim stylem, a którą pochłonęłam w kilka chwil. Uwielbiam Mię i Willa, ich wzajemne serwowane docinki sprawiały, że śmiałam się i płakałam. Muzyka była nieodłącznym elementem tej historii, a wręcz żyła razem z nią. Jeżeli nie zapoznaliscie się z tą powieścią, to ogromnie polecam!

„Big Red Tequila” Rick Riordan -> recenzja znajduje się tutaj.
Kolejna książka od mojego ukochanego wujka Ricka, którego po prostu uwielbiam nad życie. Zachwycił mnie swym piórem już w czasach gimnazjum. Wracając do Navarre, książka przepełniona akcją, barwnymi bohaterami, których wprost kocham. Jednym słowem: fascynująca i genialna powieść! Wujek Rick trzyma swój poziom twardo, z czego jestem bardzo zadowolona.

„Zgromadzenie” Joanna Jarczyk (recenzja pojawi się na dniach!)
Przygoda z tą pisarką dopiero się rozpoczęła, ale na pewno nie zakończyła, gdyż z niecierpliwieniem oczekuję kolejnego tomu! Czym się tutaj zachwyciłam? Nie tylko samą historią czy bohaterami, ale i pomysłem oraz kreatywnością, którą zaszczyciła nas pani Jarczyk. Walka dobra ze złem? Która strona zwycięży? Koniecznie oczekujcie recenzji tej książki!

Z filmów, które oglądałam to tak jak Arystokratka A. „Mroczne umysły”, następnie dla rozluźnienia świetną bajkę „Fernando”. Wreszcie rozpoczęłam także przygodę z ulubionym serialem Agi, czyli „Supernatural”, przy czym już kończę pierwszy sezon! Oglądałam również „W blasku nocy” reżyserii Scotta Speera, z czego film bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Jak na listopad to już wszystko, do usłyszenia w grudniu!

Przesyłamy moc uścisków i dobrego, nowego miesiąca!
Arystokratki spod księgarni

Miłość, szybka jazda i gęsta, erotyczna atmosfera, czyli "Konsorcjum"

„Konsorcjum” Autor: A.S. Sivar Kategoria: literatura erotyczna Wydawnictwo: Novae Res Stron: 582 Cześć, kochani! Na dziś mam d...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger