maja 12, 2019

Drugi tom serii Beauty: "Piękno oddania"!

Drugi tom serii Beauty: "Piękno oddania"!

„Piękno oddania”
Autor: Georgia Cates
Kategoria: romans/erotyk
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron:
Tłumaczenie:
Premiera: 24.04.2019

„Piękno oddania” to drugi tom serii Beauty, więc recenzję czytacie na własną odpowiedzialność, gdyż opinia może wam lekko zdradzić, co stało się w pierwszym tomie. Pierwsza część ogromnie mnie zachwyciła, chociaż nie powiem, wbiła też ostry nóż prosto w plecy, przez co łzy lały się strumieniami. Miałam nadzieję, że w drugiej części wszystko się wyjaśni i oczywiście kochankowie znów się ze sobą połączą. Moja przygoda z tą autorką jest dość intensywna, bym rzekła. Pokochałam jej styl, jej pióro. Pochłonęłam jej kolejne dzieło w mgnieniu oka. Spodobało mi się w książce to, że autorka wyjaśnia na koniec książki jak i pierwszej tak i drugiej części znaczenie tytułów. Dodatkowo autorka na koniec pokazuje swoją playlistę piosenek, pozwala czytelnikowi zajrzeć głębiej i poznać uczucia bohaterów. Osobiście powiem, że zżyłam się zarówno z Laurelyn, jak i Jackiem. Georgia świetnie opisała relację obojga kochanków, u których obudziło się tak silne uczucie, jakim jest miłość.
Czy można kochać drugą osobę tak mocno, że to aż boli? Czy miłość może sprawić tak niewyobrażalny ból? Mawiają, że jest to najpiękniejsze uczucie na świecie, jakie może doświadczyć człowiek. W pewnym momencie życia każdego nadchodzi taka chwila, że spotyka swoją drugą połówkę, największą miłość, i tak też było z bohaterami. Miło było patrzeć, jak w pierwszej części rozwijały się te wszystkie wielobarwne uczucia, i jak ponowiło się w drugiej części. Muszę przyznać, że od początku „Piękna oddania” trzymałam kciuki za Laurelyn i Jacka. Przez pierwszych kilka rozdziałów byłam bardzo zdenerwowana. Nie mogłam się doczekać pierwszego spotkania bohaterów po rozstaniu i przyznaję, że serce mnie ciut zabolało.

„Boję się, że pokocha takie życie, blask reflektorów. A co, jeśli ostatecznie wybierze je zamiast mnie? Chcę, żeby odniosła tak wielki sukces, na jaki zasługuje. Kocham ją, ale nie za cenę naszego wspólnego życia. Właśnie dlatego w tym miesiącu muszę pokazać jej, dlaczego powinna wybrać nas zamiast tego życia”

Nie mogłam znieść cierpienia dziewczyny, które od środka ją wykańczało, a niemal doprowadzało na dno. Wyglądała jak zombi, bolało mnie to, że miłość jest w stanie doprowadzić człowieka do takiego stanu emocjonalnego, ale i fizycznego. Denerwowałam się, gdy czytałam o tych trzech miesiącach ich rozłąki. Sytuacja nie była lepsza u Jacka, który też mocno przeżył zniknięcie ukochanej. Nie znając jej pełnych danych nie mógł jej z początku odnaleźć. Myślał, że alkohol i praca odciągną go na pewien moment od myśli o Laurelyn. Bolało mnie czytanie o bohaterach, gdy byli rozdzieleni. Nie mogłam się doczekać rozdziału, gdzie ponownie się spotkają.

„Jak o nim zapomnieć, gdy jest każdą twoją piosenką?”

Bohaterka mocno przeżyła rozstanie, a na nogi postawił ją sukces, który osiągnęła w zespole muzycznym. Stała się gwiazdą tak, jak mówił jej Jack. Laurelyn ma ogromny talent, a jej piosenki doprowadzają do łez, do uśmiechu, do westchnień. Po trzech długich miesiącach odnajduje ją jej ukochany, Jack Henry, ale pojawia się problem, a mianowicie kariera, którą dopiero, co osiągnęła. Czy ona stanie na drodze ich miłości? Mężczyzna ma teraz ogromny orzech do zgryzienia. Musi jej pokazać, że życie w świetle fleszy, reflektorów nie będzie tak wspaniałe jak ich wspólne życie, pełne uniesień i upadków, dzięki którym będą jeszcze silniejsi.

„Ale nasze życia są teraz inne niż trzy miesiące temu. Laurelyn nie jest już tą samą osobą, a to, kim została, może ją powstrzymać przed powrotem do mnie”

Mężczyzna pokazuje powody, dla których kobieta miałaby wrócić razem z nim do Australii do Avalon, które stało się ich domem, gdyż tam robili wszystko jako pierwsi. Związek na odległość, i to tak ogromną, jest trudny do utrzymania. Dziewięć tysięcy mil to jednak duża odległość między kochankami, jaka między nimi zawisła. Laurelyn nie jest zmuszana przez swojego ukochanego do wyboru, ma wolną rękę, by się przekonać, czego tak naprawdę chce. Serce chce jednak czegoś zupełnie odmiennego od rozumu, który podpowiada inne wyjście.


Pokochałam tę historię. Pokochałam tę dwójkę zakochanych w sobie po uszy ludzi. Ból miesza się z rozkoszą. Szczęście miesza się ze wspomnieniami. Marzenia mieszają się z życiem. Ja przyznam, że zakończenie sprawiło u mnie ogromny uśmiech. Cała książka zachwyciła mnie tak samo jak pierwsza część, tak samo jak w pierwszej są emocje, które przyciągają czytelników takich jak ja. Ta historia naładowana jest taką ilością uczuć, że czasem myślałam, że wybuchnę od ich nadmiaru. Intensywna relacja. Intensywna i mocna miłość. Miłość życia, o której nie da się od tak zapomnieć, czy zastąpić. Piękna, a momentami bolesna powieść Georgi Cates. Nie mogę się doczekać kolejnej części tej serii. Gorąco polecam! Mnie zwaliła z nóg! Ciekawe jak będzie z Wami ;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.



Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

maja 08, 2019

ZAPOWIEDŹ PATRONACKA! "Plan Huberta"!

ZAPOWIEDŹ PATRONACKA! "Plan Huberta"!

Dzień dobry, kochani!

Stało się. Arystokratki po raz czwarty obejmują patronatem kolejną bardzo dobrą, polską powieść! Już 20 maja swoją premierę ma książka, o której wspominała Aga, a nawet ją zrecenzowała sporo przed czasem (KLIK). Mowa oczywiście o „Planie Huberta” dwóch świetnych, debiutujących autorek: Eweliny Kluss oraz Marty Prokopek-Pyśk. Powieść ta nosi na sobie łatkę „literatura obyczajowa”, ale zapewniamy, że to nie tylko zwykła obyczajówka. To połączenie gorącego romansu i wyważonej nutki kryminału.


             
Opis „Planu Huberta”:

„Olga ma więcej ambicji niż szczęścia w życiu. Skończyła dobre studia, ale nie udało jej się znaleźć satysfakcjonującej pracy. Jej życie osobiste też nie przypomina hollywoodzkiej komedii romantycznej... I kiedy wydaje się, że gorzej już być nie może, dziewczyna otrzymuje propozycję zatrudnienia w świetnie prosperującej firmie z branży kosmetycznej.
Dodatkowym atutem jest fakt, że prezes przedsiębiorstwa to młody, inteligentny i atrakcyjny biznesmen, któremu nie sposób się oprzeć. Wkrótce jego  urokowi ulegnie także Olga, a odpowiedzialne zadanie powierzone jej przez szefa stanie się początkiem serii zaskakujących wydarzeń, które całkowicie odmienią jej życie...”

„Plan Huberta” to jak głosi napis na okładce: gorący romans z paragrafem w tle, a ja jak najbardziej to potwierdzam. Może o prawnikach będzie mało, ale bohaterowie z prawem na pewno będą mieli do czynienia. Cóż jednak nabroją i kto maczał palce w pilnie strzeżonym sekrecie? O tym dowiecie się czytając powieść. Ja osobiście bardzo polubiłam wątek tajemnicy, który wprowadził jeszcze większe zainteresowanie oraz ciągłe analizy „kto, jak, gdzie?”.

Może więc fragment na zachętę?


„Na monitorze wgrywa się zdjęcie. Powoli. Komputer zawiesił się na chwilę, obciążony kolejną wymuszoną przez system aktualizacją. Obraz krystalizuje się od dołu: najpierw wykładzina, potem czyjeś obcasy i nogi biurka. Widać już wysportowaną łydkę, będącą częścią zgiętej wpół, pochylonej nad laptopem kobiety. O! Komputer wreszcie ruszył! Teraz wszystko jasne – na pierwszym planie prezentuje się krągła pupa Emi, zapięta ciasnym suwakiem czarnej skórzanej spódnicy.
Mężczyzna poluźnił krawat, rozsiadł się wygodnym obrotowym fotelu. Uwielbiał to. Jak zwykle czekał do końca dnia, gdy już nikogo nie będzie w biurze. Wyrywkowe odtwarzanie nagrań, grzebanie w e-mailach, losowe przeglądanie plików, polowanie na najsmakowitsze fragmenty, obstawianie posunięć pracowników i całe to brudne kontrolowanie było dla niego nagrodą, kolejnym bonusem za genialną pracę.
Zastygły w bezruchu, z ciężkim oddechem, przeciąga chwilę, w której naciśnie trójkątny znaczek play”.

A to tylko zalążek tego, co się dzieje w powieści!
Warto więc zapamiętać datę 20 maja i dwie świetne autorki: Ewelinę Kluss oraz Martę Prokopek-Pyśk. Już niebawem, bo w dniu premiery, ukaże się również wywiad z pisarkami, oczywiście wrzucimy go tutaj, na bloga. ;) 

„Plan Huberta”
Premiera: 20 maja
Stron: 370
Wydawnictwo: Novae Res
Kategoria: literatura obyczajowa

Za możliwość objęcia książki patronatem dziękujemy Wydawnictwu Novae Res.



maja 03, 2019

Czas na chwilę sławy Egiptu i nie-faraona, czyli "Przebudzeni"!

Czas na chwilę sławy Egiptu i nie-faraona, czyli "Przebudzeni"!


„Przebudzeni”
Autor: Colleen Houck
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: We Need YA
Stron: 482
Tłumaczenie: Andrzej Goździkowski

Myślałam, że już żadna książka o tematyce mitologi egipskiej nie sprawi mi zachwytu po trylogii Ricka Riordana (mam na myśli „Kroniki Rodu Kane”), ale muszę przyznać, że mocno się myliłam, gdyż książka Houck chyba mnie rozkochała w sobie, a ja sama czuję ogromny podziw do autorki za to, co stworzyła. Stworzyła bowiem świat, który jest bliski memu sercu. Colleen nie tylko przekonała mnie do swojego pióra, lecz sprawiła także, że nie mogę wytrzymać w oczekiwaniu na kolejny tom. Autorka wykazała się wiedzą, ale też pokazała swoją wizję bogów i świata egipskiego. Poznanie historii książąt oraz Lily było dla mnie nie tylko dobrą zabawą, ale i wspólną wędrówką po Egipcie i odkrywaniu tego, co nie zauważalne dla oka śmiertelnika.

„— To nic. Nie przejmuj się, tytuły i tak nic nie znaczą, racja?
— Naśmiewasz się ze mnie — stwierdził Amon, skrzyżowawszy ręce na piersi.
— Nigdy w życiu. Jak mogłabym naśmiewać się z niemal króla/nie-faraona?”

Egipt i jego historia wraz z licznymi bogami stanowią dla mnie pewnego rodzaju zagadkę, której zgłębienie jest mi tak drogie. Od lat uzupełniam wiedzę na temat jego władców, ludu, wierzeń, czy bóstw, i szczerze wątpię, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym mi się to znudzi. Samo odkrywanie, zgłębianie wiedzy przynosi dużo radości, ale to, co zastałam w książce Houck rozkochało mnie w sobie na dobre. Kiedy tylko zobaczyłam tę pozycję w zapowiedziach, wiedziałam, że jest to książka dla mnie. Egipski książę, Egipt oraz wyprawa w rodzinne strony Amona sprawiła, że musiałam ją mieć u siebie. Kusiła nie tylko piękną okładkę, ale opisem, który gwarantował przygodę czytelniczego życia.

„Czułam się nieswojo z powodu uczuć, jakie we mnie wzbudzał, a jednocześnie było jasne, że nigdy w życiu nie czułam się równie żywa. Z porcelanowej lalki, którą uczynili mnie rodzice, narodziła się prawdziwa, żywa dziewczyna”

Pierwsze spotkanie bohaterów było dość nietypowe. Powiem szczerze, że sama nie wiedziała, jakbym się zachowała w stosunku do żywej mumii. Na pewno pierwszym punktem byłaby ucieczka z miejsca zdarzenia i zapewne krzyk, to wiem na bank. Amon zaraz po przebudzeniu wylądował na ulicach Nowego Jorku, a świat, jaki widział, wprawiał mężczyznę w dezorientację pomieszaną z zafascynowaniem. Zmiany, jakie nastąpiły, były dla księcia ogromne, wręcz kolosalne. W niektórych momentach książki musiałam ją zamknąć albo nie mogłam się powstrzymać od salw śmiechu. Niektóre z nazw Amona na przykład określenie na taksówkę, czy samolot także w pewien sposób śmieszyły mnie, a z drugiej strony wiedziałam, że książę próbował tak wytłumaczyć sobie środki transportu, jakimi poruszali się ludzie.


Nie wiem jakie czary czy hipnozę rzucił na mnie Amon wraz z Astenem i Ahmosem, bo pokochałam ich od razu. Asten urzekł mnie swoim językiem, który wabił kobiety jak pszczoły do miodu. Jest typowym bad boy’em, który wie, czego chce; który wie, jak zbajerować kobietę, by była jego, który jest bardzo świadomy swego pięknego ciała. Bóstwo gwiazd roztacza wokół siebie aurę władzy tak jak jego dwaj bracia, ale też pewności siebie, którą kobiety kochają, ale w ograniczonej dawce. Za to Ahmos jest bardziej wyciszony i uważa, że nie potrafi podrywać kobiet, a w rzeczywistości blask, który od niego bije przyciąga płeć piękną. Mimo swoich różnic bracia idealnie się do siebie wpasowują charakterami, jeden uzupełnia drugiego.

„— Pustynnej lilii nie przystoi zazdrość, gdyż wówczas jej płatki przybierają bardziej pospolitą fioletową barwę”

Przygoda, jaką przeżyłam z braćmi i Lily w Egipcie zachwyciła mnie do reszty. Ta książka rozkochała mnie w sobie tak mocno, że nie potrafię przestać o niej myśleć, ciągle siedzi mi w głowie. Ta adrenalina, poznawanie innej kultury, kraju. Ponadto podczas wyprawy uczucie między Lily a Amonem nabierało nowych barw. Z początku nie rozumiałam, dlaczego Amon dystansował od siebie Lily. Niestety ich miłość nie mogła prezentować się w kolorowych barwach. Po ukończeniu misji Amon wraz ze swymi braćmi miał wrócić do zaświatów, a świat miał do swojego ustalonego biegu.

„— Powiadają, że błądzić jest rzeczą ludzką, Amonie. To znak, że przypominasz nas, śmiertelników.
— Moje serce pragnie, by tak było — rzekł Amon, uciekając spojrzeniem. — Prawda jest jednak inna”

Miłość bywa czymś zgubnym, gdyż zaślepia zakochaną osobę i sprawia, że nie dostrzegamy niczego ani nikogo poza naszym obiektem westchnień. W przypadku bohaterów tak się nie stało, gdyż mieli świadomość zagrożenia, ale i obecności innych osób. Jednakże to uczucie wydaje się nie mieć prawa bytu, gdyż nie ma przyszłości dla tych dwojga, a jednak zakwitło, i nie zamierzało zniknąć. Wydawać by się mogło, że ich uczucie jest w stanie przetrwać wszystko, nawet śmierć. Jak dla mnie jest to tak piękne. Sama zapragnęłam, by kiedyś jakiś mężczyzna patrzył na mnie tak jak Amon patrzył na Lily. Podobało mi się też to, jak się do niej zwracał, a mianowicie Nehabet, w języku chłopaka to słowo oznacza drogocenną lilię wodną, było to dla mnie bardzo urocze. Po części zazdrościłam bohaterce, że znalazła swoją miłość, swoją drugą połówkę.

„— Wiara to jedynie wola, by uwierzyć. Z czasem nabiera mocy, aż w końcu potrafi przecinać wątpliwości równie sprawnie jak miecze Amona tną materię”

Nowa seria Colleen Houck „Strażnicy Gwiazd” to zdecydowanie moja ukochana seria tej autorki, co prawda nie miałam jeszcze okazji poznać jej pierwszej, która zachwyciła czytelników, ale mam nadzieję nadrobić ją i to w niedługim czasie. Podbiła mi serce, które złamała na końcu książki. Polały się łzy, ale mam nadzieję, że w drugim tomie wszystko się wyjaśni i się ułoży tak, jak chciałam (śmiech). Serce mi skradło trzech przystojniaków, synów Egiptu. Przygoda życia, a wędrówka przez pustynie u boku przystojnego Amona była sama w sobie ekscytująca. Egipt, bogowie, przystojne bóstwa, podróż życia, i jak tu się nie skusić? Ja sama poszłabym wszędzie z nimi. Z niecierpliwością oczekuję drugiego tomu i więcej moich przystojniaków! Kolejne wrażenia i przygody wraz z bóstwami, już nie mogę się doczekać!

Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

maja 02, 2019

Podsumowanie kwietnia!

Podsumowanie kwietnia!

Kwiecień to szalony miesiąc. Zarówno pod względem pogody, tak i życia prywatnego. W tym dość kontrowersyjnym miesiącu, kontrowersyjnym z uwagi na polityczny aspekt, możemy pochwalić się kilkoma naprawdę dobrymi książkami, które przeczytałyśmy. Z uwagi na moją (Arystokratka A.) maturę, nie miałam możliwości regularnego czytania, a i teraz, w maju, naukowe tempo narzucone przeze mnie samą, jest tak straszne, że czytanie zeszło na drugi plan. Z ogłoszeń parafialnych musimy też zaznaczyć, że od 22 maja nasza aktywność na Instagramie, gdzie pracujemy na pełnych obrotach, nieco zaniknie, a recenzji nie będzie tak dużo jak dotychczas. Dlaczego? A dlatego, że wyjeżdżamy na 3 długie miesiące do Frankfurtu. Chętnie podzielimy się relacją z tej wyprawy na Instagramie albo i nawet tutaj, opowiemy co nieco, zdradzimy pikantne smaczki, jednak kiedy nas tu nie będzie, to znaczy, że Arystokratki ciężko pracują na swoje nowe jedwabne rękawiczki czy willę z basenem. Mimo to oto nasze podsumowanie ubiegłego miesiąca!


            Podsumowanie kwietnia według Arystokratki A.:

„Czerń i purpura” Wojciech Dutka -> recenzja znajduje się tutaj.
Wyjątkowa. Mocna. Pouczająca. Niesamowita. To absurdalne przymiotniki, zważywszy na temat książki, lecz jedyne możliwe, gdyż „Czerń i purpura” zachwyca, wylewa z czytelnika morze łez, pozbawia tchu, podrzuca mnóstwo refleksji. Do teraz, na samo wspomnienie powieści, ogarnia mnie ten dziwny stan, kiedy zamykam się w sobie, w swoim małym czytelniczym świecie. Książka definitywnie stała się moim ulubieńcem nie tylko miesiąca, ale i roku (jak na razie). Postawiła poprzeczkę bardzo, bardzo wysoko.

„Jego banan” Penelope Bloom -> recenzja Arystokratki J. Znajduje się tutaj.
Po brutalnej lekturze z czasów Holocaustu potrzebowałam się rozluźnić, dlatego moja pierwsza myśl to „zabawny romans”. Tak więc Penelope Bloom zapewniła mi to, co było potrzebne po wizycie w okrutnym świecie obozu. Mnóstwo humoru, niezobowiązująca, niewymagająca główkowania książka, pełna rozrywki i fajnych bohaterów. Jak najbardziej na plus jako powieść, powiedziałabym, zapewniająca fun i rozrywkę.

„Bez szans” Mia Sheridan
Nie za bardzo mogę mówić o tej książce, a dlatego, że jest ona przeznaczona dopiero na ten miesiąc lub czerwiec. Razem z Julią wyjeżdżamy na trzy długie miesiące, więc musimy wam coś pozostawić w zapasie. Ja na pewno zostawię wspaniałą Mię Sheridan i kolejną jej książkę z dobytku czyli „Bez szans”, które sprawiło, że przeczytałam je z kilka godzin i wciąż zakochuję się w piórze autorki od nowa.

„Policjanci. Bez munduru” Katarzyna Puzyńska -> opinia o tej i o poprzedniej książce z tego cyklu znajdziecie tutaj.
Już miesiąc temu wspominałam o tej powieści, na początku kwietnia dokończyłam ją w pełni i oczywiście nadal podtrzymuję zdanie, które wyraziłam w opinii. Ten reportaż naprawdę mi się podobał, chociaż rzadko je czytam. Mnóstwo humoru, mnóstwo ważnych, interesujących informacji oraz faktów.

„Faking It” K. Bromberg
Czyli angielska powieść na moim horyzoncie. Pierwszy raz wzięłam się za książkę w innym języku niż polski, i poszło mi całkiem dobrze, jednak znów nie mogę za dużo opowiedzieć i podsumować tej powieści, gdyż przygotowałam ją na późniejszy maj/początek czerwca. Mimo wszystko mogę zaznaczyć, że „Faking It” zostanie wydane w Polsce jako „Ściema” nakładem Wydawnictwa Editio Red. ;)

„Dearest Clementine” Lex Martin
Ta sama sytuacja co z „Bez szans” czy „Faking It”. Niestety, powieść to też mały smaczek na późniejszy termin, jednak już teraz mogę śmiało powiedzieć, że książka bardzo mi się podobała, czytałam ją w mgnieniu oka, a bohaterkę uwielbiam z całego serca. Niesamowita kobieta, wyjątkowa historia, wyjątkowi bohaterowie.

„Plan HubertaEwelina Kluss & Marta Prokopek-Pyśk -> recenzja książki znajduje się tutaj.
Interesująca pozycja dla wszystkich fanów dobrej literatury obyczajowej. Powieść ogromnie zaplusowała u mnie łamaniem schematów, wielowątkowością i motywem tajemnicy, która zostaje poprowadzona naprawdę znakomicie i godnie pochwalenia. Autorki spisały się na medal, tworząc tę historię. Jest gorąco, jest tajemniczo, jest świetnie. Warto czekać na premierę! (20 maja)

„Niebanalna MajorkaEwa Sawicka -> recenzja książki znajduje się tutaj.
Nie wiecie, gdzie obrać kurs na zbliżające się wakacje? Toż to mam fantastyczną propozycję. Tak, Majorka! Dlaczego? O tym trzeba przeczytać, by dowiedzieć się, jak fantastyczne jest to miejsce. Pani Ewa w zaskakująco lekki, interesujący i przyjemny sposób opisuje Majorkę, dodaje ciekawe fakty, które spodobają się każdemu podróżnikowi. 

Podsumowanie kwietnia według Arystokratki J.:

„Przebudzeni” Colleen Houck
Świetnie napisana książka, gdzie wydarzenia odgrywają się głównie w moim ukochanym kraju, a mianowicie w Egipcie. Ta książka to dla mnie zaskoczenie, zachwyt pomieszany z miłością do niej. Cudowna przygoda, adrenalina i oczywiście nie zabrakło w niej także wybornych, a wręcz królewskich współtowarzyszy wędrówki. Miłość, zagrożenie, wrogowie, Egipt, bogowie, wiara i czas, który nieubłaganie deptał im po piętach. To moja ukochana seria tej autorki! Gorąco polecam!

„Wichrowe Wzgórza” Emily Jane Brontë
Pierwszy klasyk literatury angielskiej, który mnie zachwycił i rozkochał w sobie. Nie sądziłam, że ta książka sprawi u mnie kalejdoskop uczuć, a jednak zostałam mile zaskoczona. Bohaterowie nie raz sprawili, że sama zastanawiałam się nad wieloma kwestiami, a mianowicie nad istotą miłości, która gra tam główną rolę. Można powiedzieć, że jest to najbardziej pożądane uczucie świata, ale też przynosi zgubę. Przynosi ze sobą również zgorzknienie, z którym trudno jest sobie poradzić. Moja przygoda z klasykami dopiero się rozpoczęła, a ja już planuje czytać kolejne!

„W objęciach samotności” Domika -> recenzję znajdziecie tutaj.
Książka pełna bólu, cierpienia, ale nie myślcie sobie, że nie ma tam promyczka nadziei, czy miłości. W świecie bohaterki zaistniała obojętność, która zmroziła mi krew w żyłach. Różne historie następowały po sobie, a czytelnik poznawał bohaterkę, dowiadywał się o jej życiu, o jej sekretach, po prostu o niej. Podobało mi się to, że autorka wplatała w rozdziałach kilka słów do swojego odbiorcy. Mądra, piękna historia, która łamie serce. Czy człowiek jest na tyle silny, by móc uleczyć swoje rany, przeszłość? Ile potrzeba nakładu energii i silnej woli, by to zrobić?

„Śmiały podryw” Scarlett Cole -> recenzję znajdziecie tutaj.
Pierwsza książka tej autorki zachęciła mnie do poznania poprzednich części. Pixie zafascynowała mnie swoją historią, a także sprawiła ból swoimi wyznaniami. Nie raz nie dwa miałam łzy w oczach. Nie mogłam uwierzyć jak można tak bardzo skrzywdzić drugiego człowieka. Dred staje się mężczyzną Pixie. Miłosne uniesienia, ale i upadki sprawiły, że ta para stała się jeszcze bardziej zżyta ze sobą i mocniejsza. Gorąco polecam!

„Złączeni honorem” Cora Reilly -> recenzję znajdziecie tutaj
Przez pewien czas miałam ochotę zrobić krzywdę facetom z tej familii. Byłam pod wrażeniem Arii i tego jak zachowywała zimną krew, spokój, który był tak potrzebny. Gianna siostra dziewczyny jest jej totalnym przeciwieństwem, bezpośrednia, nie umiejąca trzymać język za zębami. Wczułam się bardzo w świat mafii, i muszę przyznać, że gotowałam się ze złości nad tym, jak mężczyźni traktowali kobiety. Jak to w każdej książce bywa zdarzają się chłopcy, którzy przyciągają uwagę i są nimi Luca wraz ze swym młodszym bratem Matteo. Pokochałam tę historię, tych bohaterów i nie mogę się doczekać kolejnych części tej serii. Mam nadzieję, że drugi tom pojawi się już niebawem! A ja z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! Gorąco polecam!

Filmy:
— 41 dni nadziei
— Annie
— Książę Persji. Piaski czasu
— Pacyfikator


A Wam ile udało się przeczytać książek w kwietniu? 




kwietnia 30, 2019

Zastanawiając się nad życiem razem z "W objęciach samotności"

Zastanawiając się nad życiem razem z "W objęciach samotności"

 „W objęciach samotności”
Autor: Domika
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 145

Powiem szczerze, że po tej książce spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Myślałam, że to będzie kolejna obyczajówka, która pozwoli mi odlecieć, wyluzować się, a tu dostałam niezłą niespodziankę. Dostałam książkę, która zawiera w sobie wartości, która zawiera nagą prawdę; która opisuje życie, nie zawsze kończące się happy endem. Niekiedy mnie zatykało. Ta krótka powieść ma w sobie tyle prawdy, ale i bólu, który poczułam będąc w trakcie czytania. Każdy z nas zmaga się ze swoimi demonami, czy to z przeszłości czy teraźniejszości. Każde istnienie jest zarówno piękne, jak i wartościowe. Rodząc się, otrzymujemy pewien rodzaj daru, a mianowicie sam cud przeżywania życia, odczuwania emocji. Jednakże są pośród nas ci, którzy nie wytrzymują, nie tyle co presji otoczenia, a szaleństwa tego, co nas otacza. Gdzieś po drodze się gubimy, bywa też tak, że nie potrafimy się odnaleźć w tym chaosie, co sprawia, że zagłębiamy się w nim po uszy. „W objęciach samotności” sprawiło, że zwolniłam. Zaczęłam się zastanawiać nad wieloma decyzjami, wyborami w swoim życiu, a zwłaszcza nad drogą, jaką obrałam. Zmusiła mnie do refleksji. Zadawałam sobie tak wiele pytań, że w którymś momencie się zgubiłam.


Ta książka podrażniła rany przeszłości, podziałała jak sól. Ile jest w stanie wytrzymać człowiek? Ktoś powie, że wiele, że dużo, ale czasem nasza tama puszcza, pojawia się jedna mała blizna, szpara, przez którą może przejść ból. Przypomina to szklankę, do której za dużo wlejemy cieczy, a ta wylewa się. Każdy ma swoją granicę, którą się przekroczy, a człowiek wybucha ogromem tłumionych emocji. Co sprawia, że czujemy się wciąż żywi? Jest wiele czynników, dla każdego jest to coś innego. Dla mnie jest to jazda samochodem, czy też fizyczny ból, dzięki któremu choć na moment mogę oderwać się od czarnych myśli, które chcąc nie chcąc nachodzą moją duszę, ale powiedzmy sobie szczerze kogo nie nachodzą. Każdy ma w swoim życiu chwile słabości.

„Myślę, że żadne uczucia ani żadne emocje tak naprawdę nie mają swojej konkretnej, zapisanej definicji”

Czytając historię życia Dominiki nie raz w moim oku zawitała łza. Ta historia spowodowała u mnie lawinę pytań, rozmyślań, ilu jest dookoła nas ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy, którzy o nią wręcz krzyczą, a my jesteśmy głusi na ich wołanie? Nasze życie to gra, a my jesteśmy tylko marionetkami, w które ktoś tchnął dech. Ile razy trzeba było odegrać swoją rolę, by ukryć nie tylko swoje emocje, co ból, który sprawiał paraliż? Zdarzają się osoby, które czują/czuły zbyt mocno, podwójnie. Zakładamy swe maski, by ukryć wszystko, by ukryć fakt, że przeraża nas to, co czujemy i nie chcemy pokazać po sobie, dosłownie, niczego. Zdarza się jednak tak, że po jakimś czasie obojętność wkracza w nasze życie, a radość ucieka. Zobojętnić to najgorsze co może spotkać człowieka. Staje się bezbarwny, wręcz szary. Wtedy nic ani nikt nie ma dla nas znaczenia.

„Jestem na etapie, kiedy emocji znam tak wiele, że czasami nie wiem, co czuję. Emocjonalny chaos jest tak ogromny, że nie jestem w stanie nawet określić, co myślę”

Wydarzenia z najmłodszych lat mają na naszą psychikę ogromny wpływ. Tworzą nie tylko naszą osobowość, ale i sposób myślenia. Z reguły wynosimy nasze zachowanie z domu, gdzie mamy stały podgląd na wzory. Kształtujemy się, stajemy się młodszymi kopiami naszych rodziców. Bohaterka ma trudne dzieciństwo, które ją kształtuje. Piekło, które przeżyła, sprawiło, że zamknęła się na ludzi, na uczucia. W pewnym momencie pojawiła się obojętność, jedna z najgorszych emocji, jaka może się przytrafić człowiekowi. Może odczuwać ból, tęsknotę, ale wszystko zostanie przytłumione przez obojętność, która wtargnęła niczym huragan do codzienności człowieka.
Po tej lekturze nie jestem w stanie się emocjonalnie pozbierać, wciąż tkwię w świecie bohaterki i próbuje zrozumieć tę niesprawiedliwość, która ją nawiedziła. Podoba mi się w tej książce ta prawda, która nie jest niczym okryta, jednak bywały momenty, gdzie zapanował w niej niezrozumiany chaos, a ja odnosiłam wrażenie, że książka to zwyczajny pamiętnik. Dobrze wiemy, że pamiętników nie powinno się wypuszczać na światło dzienne, ale czy faktycznie książka zawiera w sobie elementy autobiograficzne i ile z autorki jest w środku? Tego, niestety, nie wiem. „W objęciach samotności” zmusza czytelnika do refleksji nie raz nie dwa i to rzekłabym na niejeden temat. Mnie osobiście książka wbiła w fotel swoją powagą, ale też mądrością, gdyż takie przemyślenia, czy sposób myślenia człowiek ma w późniejszym wieku aniżeli w tak młodym, zdarzają się jednak jednostki, które swoją mądrością i dojrzałością przewyższają swoją metrykę. Autorka jest szczera do bólu za co ją podziwiam i szanuję. Domika swoją opowieścią mnie poruszyła, wzruszyła, przeraziła. Poczułam dosłownie każdą możliwą emocję, którą naładowane jest „W objęciach samotności”. Ja polecam z całego serduszka! Książka warta przeczytania, ale też zapamiętania!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.



Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J./Jula

Książka została zrecenzowana w ramach współpracy barterowej.

kwietnia 27, 2019

Gorący romans z paragrafem w tle, czyli "Plan Huberta"!

Gorący romans z paragrafem w tle, czyli "Plan Huberta"!

„Plan Huberta”
Autorki: Ewelina Kluss & Marta Prokopek-Pyśk
Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 370

Czasami lubię usiąść w wygodnym fotelu, z lampką wina w dłoni i zaczytać się w dobrym romansie, który zaserwuje czytelnikowi coś więcej niż relację dwójki wyidealizowanych ludzi. Uwielbiam, gdy powieść dostarcza różnorodnej gamy uczuć, od fascynacji, po nienawiść. To pokazuje, że lektura jest warta przeczytania. A po co ten wstęp? By móc wdrążyć własny plan pod tytułem „polecenie ciekawej literatury obyczajowej”. O tak, kochani, świetna i ciekawa literatura obyczajowa jeszcze istnieje i wciąż jest tworzona! Tym razem pochwały należą się dwóm polskim autorkom: Ewelinie Kluss i Marcie Prokopek. Wykonały kawał dobrej roboty, czego im ogromnie gratuluję.


Zaczniemy jednak od samego początku, żeby wszystko wam nakreślić. O czym jest „Plan Huberta”? Przede wszystkim o ludziach z krwi i kości. Historia toczy się wokół kilku wątków, dzięki czemu w książce nie wieje nudą. Niekiedy można pogubić się w nawale wątków i nie do końca wiedzieć, kto kim jest, ale z czasem, im dalej w powieść, tym lepiej w rozeznaniach. Główna bohaterka, Olga, to kobieta pochodząca z niewielkiej wsi. Wyrusza do dużego miasta, by wreszcie się spełnić, zaznać prawdziwej miłości i sukcesu w sferze zawodowej. Pierwsze koty za płoty, jednak nie wszystkie koty były takie przyjemne. Po rezygnacji z dobrze płatnej pracy i zakończeniu burzliwego związku, Olga znajduje posadę w nowej firmie, a jej przyszłość zapowiada się kolorowo, tym bardziej, że prezes przedsiębiorstwa jest przystojnym, pogodnym i bardzo ambitnym mężczyzną. Niestety, nie zawsze wszystko to, co dobrze wygląda, dobre jest, o czym przekonuje się dość naiwna Olga.

„To takie oczywiste. Nie trzeba tu Freuda, żeby poczynić analogię. Klatka – jej życie. Duszne, w którym codziennie walczy o haust świeżego powietrza. Wybory, których musi dokonać, sytuacje, z których nie widzi wyjścia, ludzie, których nie chce lub nie może poprosić o pomoc...”

„Plan Huberta” zupełnie mnie zaskoczył. W połowie czytania miałam naprawdę mieszane uczucia, których nie potrafiłam dokładnie nazwać. Sama nie wiedziałam, co mi nie pasuje. Śmiało mogę określić plusy tej powieści, gdyż jest ich bardzo dużo, jednak jeśli chodzi o minusy, trzeba sporo pogłówkować, by je nakreślić. Styl autorek był tym, dzięki czemu łatwo, szybko i przyjemnie można było brnąć w kolejne wątki i rozdziały powieści. Pojawił się humor, pojawiła się głębia, emocje, bohaterowie z krwi i kości, bardzo autentyczni, codzienne problemy XXI wieku. W zasadzie wszystko to, czego wymagam od dobrej książki. Jeśli chodzi o fabułę, również zawierała to, co preferuję. „Plan Huberta” łączy ze sobą wątki romantyczne, z wątkami tajemnicy, jakiegoś grubego przekrętu, który czytelnik może rozwiązywać ze strony na stronę, niczym zawodowy detektyw. Kolejny plus dla autorek: udało im się stworzyć interesujący motyw tajemnicy na tle gorącego, dość niemoralnego romansu. Dlaczego był taki niemoralny, dlaczego nie powinien się zdarzyć i co tak naprawdę stało na przeszkodzie młodym ludziom do normalnego życia ze sobą? Na te pytanie odpowiedzi znajdziecie w środku lektury. Mnie osobiście ujął wątek rodziny, gdyż i on gra tu ważną rolę. Autorki skupiły się na wszystkim po kolei, niczego nie pomijając i niczego nie ograniczając. Pojawiają się brudy z przeszłości, pojawiają się problemy, z którymi ludzie mierzą się na co dzień, które nie są obce. Zdrady, wykorzystywanie, naiwność młodych osób – to wszystko to przyziemne klęski, które potrafią dotknąć, niestety, każdego. To właśnie nadało bohaterom autentyczności, tak bardzo przeze mnie cenionej. Zachowania postaci również były w pełni naturalne, wobec czego nie przechodziłam obojętnie. W wielu momentach współczułam niektórym bohaterom, ale i nienawidziłam czy byłam wściekła. Taką mieszankę wybuchową z pewnością zapewni wam „Plan Huberta”.

„Milczeli. A w tym milczeniu było wiele słów, których oboje nie mieli odwagi wypowiedzieć. Bali się przerwać tę ciszę, tak jakby mogło to przeciąć porozumienie dusz zawarte na poddaszu w hotelowym pokoju”

Jeśli chodzi o literaturę dla kobiet, ta powieść sprawdza się idealnie. Zawiera w sobie elementy potrzebne, by zachwycić damską część czytelniczek. Gorący romans naprawdę jest gorący i można wyczuć buchające iskry oraz płomienną namiętność między bohaterami, ale gdy płomień zaczyna się schładzać, nie zabraknie innych wątków, które pobudzą umysł czytelnika i sprawi, że znów pochłonie go przedstawiany świat. „Plan Huberta” nie skupia się wyłącznie na dwóch głównych postaciach. Autorki poświęciły trochę powieści na rozbudowanie historii innych bohaterów, w tym wyjątkowego, starszego Karola oraz jego córki czy żony. Koniec końców, całość wypadła naprawdę bardzo dobrze. Zamknęłam książkę z ogromną satysfakcją, gdyż liczyłam na dość ostre potraktowanie pewnej postaci. Pokłony dla autorek za takie rozegranie. Uwierzcie, kochani, ta książka nie będzie istną sielanką i zupełnie miłym spotkaniem. Napotkacie tu na sporą dawkę kłopotów, problemów i działania z paragrafem w tle, jak głosi napis na okładce. Dzieje się, oj, dzieje dużo! Myślę, że na nudę w tej powieści nie ma, co narzekać. Mogę nawet rzec, że jest swego rodzaju grą z czytelnikiem. Nie zdąży się polubić kogoś, gdy już musi się go znienawidzić. Nie zdąży się zaprzyjaźnić z jednym wątkiem, jak autorki sprawnie wprowadzają drugi, nie pozwalając na ani grama nudy. Jeśli ktoś pomyśli o schematyczności, jeśli chodzi o tę książkę, to muszę go zbić z tropu. Mimo że na pierwszy rzut oka można tak pomyśleć, powieść oferuje coś znacznie głębszego, lepszego od przeciętnego romansu. Autorki przełamały schemat, o czym poniekąd świadczy również samo zakończenie powieści, ale o tym nie powiem ani słowa, żeby nie psuć zabawy.
Podsumowując, „Plan Huberta” oceniam na bardzo wysoką notkę. To świetna literatura obyczajowa, której czytanie sprawiło mi przyjemność i sporą odskocznię od mojej naukowej codzienności. Spędziłam z książką zarówno miłe, jak i pełne nienawiści chwile, jednak w ogólnym rozrachunku śmiało mogę powieść polecić! ;)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


 Do poczytania,
Arystokratka A./Aga

kwietnia 24, 2019

"Złączeni honorem", czyli znana seria mafijna już na polskim rynku!

"Złączeni honorem", czyli znana seria mafijna już na polskim rynku!

 „Złączeni honorem”
Autor: Cora Reilly
Kategoria: romans/erotyk
Wydawnictwo: NieZwykłe
Stron: 284
Tłumaczenie: Izabela Żukowska

Ta książka wywołała we mnie wiele emocji i powiem szczerze, że jestem wykończona ich ilością. Pierwszy raz od dawna pojawiła się w mojej głowie myśl, że chcę skończyć tę książkę, ale też nie chcę. Znacie to uczucie, gdy pragniecie nade wszystko być już na końcu, ale oznacza to także pożegnanie się z bohaterami na dłuższy czas i wywołuje to smutek? Pokochałam bohaterów, a w szczególności Lucę, Arię, Giannę i Matteo. Oczami wyobraźni byłam z nimi jako obserwator, niekiedy miałam ochotę tak potorturować jednego mafiozo tak dla zabawy (nie odpowiadam w tym momencie za mój psychiczny umysł, hah). Nie pytajcie, weszłam w świat mafii najwyraźniej zbyt mocno (śmiech).

„Z krwi zrodzeni, w krwi zaprzysiężeni”

Szczerze? Współczułam kobietom urodzonym w świecie mafii, bo ja osobiście nie widziałam się w tym środowisku. Nie mogłabym decydować o sobie, o swoim życiu, o swoim ślubie, o miłości, o mężczyźnie, którego mogłabym pokochać. Życie w złotej klatce ma swoje zalety, ale najgorszą jej wadą jest brak wolności. Pieniądze nie dałyby mi szczęścia, a co najważniejsze wolności, o której bym marzyła już pierwszego dnia. Mam ten przywilej, że jestem wolna i nikt nie decyduje o mnie, nie mam żadnego ochroniarza, który kontrolowałby mnie na każdym kroku, ani mężczyzny, który rościłby sobie prawa do mojego ciała, czy całej mnie. Nie wiem jak to jest nie móc robić wielu rzeczy, między innymi wyjść samej choćby na spacer, do klubu, czy spotkać innego mężczyznę i mieć możliwość porozmawiać, czy choćby poflirtować.

Grafika: motheroftworeads

W tej historii mieszane są wszelakie emocje, a zwłaszcza pożądanie ze strachem. Te dwie szczególne emocje, które wychwyciłam między Arią a Lucą. Można, by rzec, że niekiedy bohaterka dawała dojść do głosu swojej naturze, a odwaga napełniała ją dostatecznie, by mogła wyrazić swoje zdanie, czy sprzeciwić się mężczyźnie. Nie wiem, jakie emocje do końca towarzyszyłyby mi, gdybym się dowiedziała o swoim aranżowanym małżeństwie, na pewno przeszłabym przez trzy fazy: wściekłość, pogodzenie się z tym faktem, aż po obojętność. Chciałabym wówczas maskować swoje emocje, by nikt, ale to nikt nie odkrył moich zamiarów, czy stanu emocjonalnego w jakim bym się znajdowała. Brak zdolności ukrywania uczuć mogłoby kosztować mnie wiele w świecie Arii.

„Nawet w piersi zimnego drania bije serce. Ona zamierza wślizgnąć się go jego”

Czy miłość w świecie mafii jest możliwa? Sama sobie zadaje to pytanie ilekroć w moim umyśle pojawia się myśl o takim środowisku. Tam nie ma miejsca na litość, czy okazanie słabości, bo takich ludzi uważają za niegodnych, słabych. Płacz u mężczyzny jest równoznaczna z okazaniem swojej słabości i lepiej, żeby nikt tego nie widział, by nie drwił i nie wyśmiewał, bo w jakim świetle jest pokazana taka osoba? W bardzo złym. Moim zdaniem płacz nie jest oznaką słabości, a pokazaniem, że jest się człowiekiem, który także odczuwa emocje, który nie jest wykonany wyłącznie ze stali, metalu, ale no cóż w moim świecie panują inne reguły niż w świecie bohaterów.

„— Boisz się go?
— Was obu. Ale Matteo wydaje się bardziej nieprzewidywalny. Wątpie natomiast, że ty byłbyś w stanie działać pod wpływem impulsu. Sprawiasz wrażenie osoby, która zawsze nad sobą panuję.
— Czasami tracę kontrolę”

Ten świat dla mnie jest zbyt niebezpieczny, i nie jestem w stanie powiedzieć, czy sama byłabym skłonna w nim uczestniczyć, i przede wszystkim w nim żyć. Podziwiam bohaterów za zachowanie zimnej krwi w wielu sytuacjach. Nie znają innego życia poza mafią, familią, ale także nie chcą żyć poza nią. Z każdą stroną, z każdym rozdziałem poznawałam bliżej Lucę i Arię, a także pozostałych, i mogę śmiało powiedzieć, że byłabym skłonna im ulec. Kobiety kochają pewnych siebie, samców Alfa. Mężczyzn, którzy mają władzę, i którzy wiedzą czego chcą. Co oni mają takiego w sobie, że hipnotyzują kobietę na samym początku? Moim zdaniem to wzrok, który potrafi przeniknąć w ciało i zagościć tam na znacznie dłużej.


Jestem świeżo po zakończeniu lekturki i powiem Wam, że już tęsknię za moimi bohaterami, za światem, w który można ująć za mocno weszłam i za mocno się w niego wczułam. Mam ochotę znów przeżywać każdą najmniejszą cząstką siebie to, co Aria, czy Luca. „Złączeni Honorem” złamało mi serce wiele razy, by zaraz potem je skleić w jedną całość. Nie zabraknie tu emocji, prób uciekania od tego świata, fantastycznych docinków Matteo, czy chociażby Gianny. Ta książka to jeden wielki wulkan emocji, którego nie da się w żaden sposób ominąć, trzeba stawić mu czoła, i co najważniejsze przetrwać go! Mam nadzieję, że w niedługim czasie pojawi się drugi tom, gdyż jestem ciekawa, co przytrafi się bohaterom, i czy będą to Luca z Arią, czy może jacyś inni. Chce wrócić do świata, który pochłaniał mnie całą i nie było tu miejsca na zastanowienie się. Rzuca na głęboką wodę. Spróbuj nie utonąć, a utrzymać się na powierzchni. Zdradzę ci jedną rzecz, że to zadanie wcale nie jest takie łatwe, jakie może się wydawać. Pozory często mylą! A ja z utęsknieniem czekam na kontynuację!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.


 Do poczytania, Amigo!
Arystokratka J.

Debiut, który zwali z nóg! Trochę o "Sentymentalnej bzdurze" Ludki Skrzydlewskiej.

„Sentymentalna bzdura” Autor: Ludka Skrzydlewska Kategoria: romans/sensacja Wydawnictwo: Editio Red Stron: 574 Premiera: 12.02.2...

Copyright © 2016 Arystokratki spod księgarni , Blogger